Durs Grünbein

1962 – , Alemania

Trad. Ada Trzeciakowska

Aforista

Quien no tenga la enfermedad del escrúpulo no debe ni
soñar con ser honesto.

 Jules Renard

Son los pequeños gestos
que se hacen más grandes desde la distancia.
Que una cerilla incendia el bosque,
un pestañeo puede cambiar una vida,
lo sabe el paciente cazador.
También lo sabía Jules Renard –
el maestro francés
de las frases cortas, de la forma breve.
Un hombre lleno de escrúpulos, pero también
un hombre del campo, nada reacio
a la vida rural y a la caza
donde no se anda con miramientos.
Una vez abatió una alondra, se para
avergonzado, como alcanzado por un rayo,
y rompe en pedazos su licencia de caza.

Equidistancia (2022)

Collage con Gerhard Richter, Laura Makabresku

Aforysta

Kto nie zaznał choroby skrupułów, temu
niech się nawet nie marzy, że może być prawy.
Jules Renard

Małe gesty,
które z oddali wydają się większe.
Cierpliwy łowca wie,
że od jednej zapałki płonie las,
jedno mrugnięcie może odmienić życie.
Wiedział też Jules Renard –
francuski mistrz
krótkich zdań, małej formy.
Człowiek pełen skrupułów, a także
wieśniak, co nie żywi niechęci
do życia chłopskiego ani do polowań,
na których nikt się nie cacka.
Raz ustrzelił skowronka, czuje
wstyd, stoi jak rażony gromem i drze
na strzępy swoją kartę myśliwską.

z «Ekwidystans» w Powroty z księżyca (2022)

Aphoristiker

Wer die Krankheit der Skrupel nicht kennt, darf
nicht einmal davon träumen, rechtschaffen zu sein

 Jules Renard

Es sind die kleinen Gesten,
die größer werden aus der Entfernung.
Daß ein Streichholz den Wald entflammt,
ein Blinzeln ein Leben verändern kann,
weiß der geduldige Jäger.
Wußte auch Jules Renard –
der französische Meister
der kurzen Sätze, der kleinen Form.
Ein Mann voller Skrupel, doch auch
ein Mann vom Land, dem Bauernleben
nicht abgeneigt und der Jagd
mit ihren kurzen Prozessen.
Einmal schießt er eine Lerche ab, steht
beschämt, wie vom Blitz getroffen,
und zerreißt seinen Jagdschein.

 Äquidistanz. Gedichte (2022)

Gonzalo Millán

1947-2006, Chile

11 de septiembre 2023, 50º Aniversario del golpe de Estado en Chile.
11 września 2023 obchodzimy 50. rocznicę zamachu stanu w Chile.

La ciudad

1.
Amanece.
Se abre el poema.
Las aves abren las alas.
Las aves abren el pico.
Cantan los gallos.
Se abren los ojos.
Los oídos se abren.
La ciudad despierta.
La ciudad se levanta.
Se abren llaves.
El agua corre.
Se abren navajas tijeras.
Corren pestillos cortinas.
Se abren puerta cartas.
Se abren diarios
La herida se abre
(…)

48.
El río invierte el curso de su corriente.
El agua de las cascadas sube.
La gente empieza a caminar retrocediendo.
Los caballos caminan hacia atrás.
Los militares deshacen lo desfilado.
Las balas salen de las carnes.
Las balas entran en los cañones.
Los oficiales enfundan sus pistolas.
La corriente se devuelve por los cables.
La corriente penetra por los enchufes.
Los torturados dejan de agitarse.
Los torturados cierran sus bocas.
Los campos de concentración se vacían.
Aparecen los desaparecidos.
Los muertos salen de sus tumbas.
Los aviones vuelan hacia atrás
Los rockets suben hacia los aviones.
Allende dispara.
Las llamas se apagan.
Se saca el casco.
La Moneda se reconstituye íntegra.
Su cráneo se recompone.
Sale a un balcón.
Allende retrocede hasta Tomás Moro.
Los detenidos salen de espalda de los estadios.
11 de Septiembre.
Regresan aviones con refugiados.
Chile es un país democrático.
Las fuerzas armadas respetan la constitución.
Los militares vuelven a sus cuarteles.
Renace Neruda.
Vuelve en una ambulancia a Isla Negra.
Le duele la próstata. Escribe.
Víctor Jara toca la guitarra. Canta.
Los discursos entran en las bocas.
El tirano abraza a Prat.
Desaparece. Prat revive.
Los cesantes son recontratados.
Los obreros desfilan cantando
¡Venceremos!

Fotograma de La memoria obstinada de Patricio Guzmán. En el artículo «Remedio para la amnesia» L. R. Escalona relaciona la obra del poeta con la del gran documentalista chileno.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Miasto

1.
Świta.
Otwiera się wiersz.
Ptaki otwierają skrzydła.
Ptaki otwierają dzioby.
Koguty pieją.
Otwierają się oczy.
Uszy się otwierają.
Miasto budzi się.
Miasto wstaje.
Otwierają się zawory.
Woda płynie.
Otwierają się noże nożyce.
Zasuwają się zamki zasłony.
Otwierają się drzwi listy
Otwiera się gazety.
Rana się otwiera.
(…)

48.
Rzeka odwraca bieg swych wód
Woda w wodospadach wznosi się.
Ludzie zaczynają stawiać kroki do tyłu.
Konie biegną wstecz.
Wojsko zwija defiladę.
Kule wylatują z ciał.
Kule wpadają do armat.
Oficerowie kaburują pistolety.
Prąd płynie z powrotem przez kable.
Prąd wpływa do gniazdek.
Torturowani przestają się trząść.
Torturowani zamykają usta.
Obozy koncentracyjne pustoszeją.
Pojawiają się zaginieni.
Zmarli powstają z grobów.
Samoloty lecą do tyłu.
Rakiety wznoszą się ku samolotom.
Allende strzela.
Płomienie gasną.
Zdejmuje hełm.
Pałac La Moneda odbudowany jest w całości.
Jego czaszka skleja się na nowo.
Wychodzi na balkon.
Allende wycofuje się do domu na Tomasza Moro.
Aresztowani wychodzą tyłem ze stadionów.
11 września.
Wracają samoloty z uchodźcami.
Chile jest krajem demokratycznym.
Siły zbrojne przestrzegają konstytucji.
Wojsko wraca do koszar.
Neruda odradza się.
Wraca karetką na Isla Negra.
Boli go prostata. Pisze.
Víctor Jara gra na gitarze. Śpiewa.
Na usta cisną się im przemówienia.
Tyran obejmuje Prata.
Znika. Prat odżywa.
Bezrobotni są znów zatrudniani.
Robotnicy maszerują śpiewając
Zwyciężymy!

Eva Gerlach

1948, Países Bajos

Trad. Adam Gai

Así*

Un perro de ojos de hierro metió mi mano
en su boca. Yo no quería que esto
sucediera, pero temí rompérmela
si yo ofreciera resistencia. Perro, escucha,
dije, déjame ir y te daré
todo lo que desees. Pero él, justamente,
quería que me quedara y usara mi otra mano para
acariciarlo. Así. Durante días y noches busqué
sus ojos para encontrar al más fuerte de nosotros dos.

*traducción a partir de la versión inglesa

Francesca Parita

Tłum. Ada Trzeciakowska

O tak

Pies o żelaznych oczach pyskiem
chwycił mnie za rękę. Nie chciałam tego,
ale bałam się, że mnie rozszarpie,
jeśli będę stawiać opór. Słuchaj
psie, powiedziałam, puść mnie, a dam ci to,
czego pragniesz. Ale on chciał tylko
żebym się nie odsuwała i pieściła go
drugą ręką. O tak. Dniem i nocą
widziałam w jego oczach, które z nas wygląda na silniejsze. 

Zo

Een hond met ijzeren ogen had mijn hand
in zijn mond genomen. Ik wilde
niet dat dit gebeurde maar was bang
te scheuren als ik mij verzette. Luister
hond, zei ik, laat me los en ik geef je
wat je verlangt. Maar wat hij wilde was alleen
dat ik niet verder ging en met mijn andere hand
hem streelde. Zo. Dagen en nachten in
zijn ogen zag wie van ons sterker scheen.

Transl. John Irons

So

A dog with iron eyes had clamped my hand
in his mouth. I did not want this
to happen but feared I would tear
if I offered resistance. Dog, listen
I said, let me go and I’ll give you
whatever you want. But he just
wanted me to stay put, use my spare hand to
stroke him. So. For days and nights I searched
his eyes to find the stronger of us two.

Ryszard Krynicki

1943 – , Polonia

Adam Michnik, con su discurso de agradecimiento, ha aludido a este poema a la hora de recoger el Premio Princesa de Asturias de Comunicación y Humanidades 2022.

(….) Desde las páginas del diario que fundó, Gazeta Wyborcza, en la actualidad uno de los periódicos de mayor difusión de Europa central, Michnik siempre ha defendido el diálogo por encima de toda clase de divisiones entre las más diversas culturas, razas, ideologías, sociedades y etnias. También es un firme defensor del ingreso de su país en la Unión Europea. El reportero pasó seis años en las prisiones del régimen comunista polaco y fue uno de los impulsores de la reconciliación nacional, tomando como ejemplo el modelo español de los Pactos de la Moncloa a los que se ha referido expresamente como “camino hacia la democracia a través del diálogo y el consenso”. (fuente y el discurso completo)

Trad. Ada Trzeciakowska

Los fascistas cambian de camisa

Los fascistas vuelven a cambiar de camisa.
Cambian sus camisas negras por las horas blancas
por manchas blancas en los periódicos póstumos de una ciudad vaciada,
de cuyas páginas se han quitado las últimas huellas de sangre
sin que se convirtiera en bandera.

El cerebro reventado de un animal aplastado por las orugas de un tanque,
el cerebro reventado de la costa,
el cerebro reventado del océano,
el cerebro reventado del mundo provisional,
los fascistas vuelven a cambiar de camisa
de la suya y de la de sus víctimas.

En las camisas blancas se aprecian menos las huellas del cerebro,
En las camisas negras se aprecian menos las huellas de sangre.

Los fascistas vuelven a cambiar de camisa póstuma del mundo provisional
y recogen de la consigna sus banderas protectoras,
en blanco y negro,
que incluso como obituarios suelen resultar falsas.

de Organismo colectivo (1975)

Caricatura de Artur Szyk (1894-1951)

Faszyści zmieniają koszule

Faszyści znowu zmieniają koszule.
Czarne koszule zmieniają na białe godziny
na białe plamy w pośmiertnych gazetach opustoszałego miasta,
z którego stronic wywabiono ostatnie ślady krwi
nie przemienionej na sztandar.

Rozpryśnięty mózg zmiażdżonego gąsienicami czołgu zwierzęcia,
rozpryśnięty mózg wybrzeża,
rozpryśnięty mózg oceanu,
rozpryśnięty mózg tymczasowego świata,
faszyści znowu zmieniają koszule
swoje i swoich ofiar.

Na białych koszulach mniej widoczne są ślady mózgu,
na czarnych koszulach mniej widoczne są ślady krwi.

Faszyści znowu zmieniają pośmiertne koszule tymczasowego świata
i odbierają z przechowalni swoje ochronne, czarno-białe
sztandary,
które nawet jako nekrologi bywają fałszywe.

z Organizm zbiorowy (1975)

Kateryna Mikhalitsyna

1982- , Ucrania

Trad. Ada Trzeciakowska

(casa sin hogar)

el tercer verano en la vieja casa inclinada
en sus oscuros rincones vaga el pavor de ciempiés
cuarenta pies – rectifica una voz desde por encima de la cama-
ya sea de la Virgen María o de una araña
que posada sobre sus telarañas frunce el ceño al mirar
insolente con todos sus cuatro pares ojos
¿Qué puedes saber? – preguntas y te enfadas tan impotente
el tercer verano sin estar donde deberías estar
y no así y a veces ni siquiera con ellos
el tercer verano el hielo esparce agujas por tu piel
en la peor ola de calor en la mejor tarde melosa
y corres hacia la pantalla hacia la radio hacia el monitor
como si estuvieran proyectando heridas abiertas
de la vida de otras personas y las manos que no han alcanzado
la última brizna de hierba en esta gran agua
y ahora te vuelves más frágil
te estás ahogando
ahogándote
en la coja penumbra de la vieja casa
(ella también sufre, – de repente sus patas se quiebran
no importa sean cien o cuarenta)
y a ti te harán falta cuarenta días para rezar
y pedir un hilo de la tela de araña
para tender un salvavidas precario
entre paredes y libros
que ya no sostienen
ni tu voz
ni este mundo
únicamente la oscuridad
únicamente el pavor
ya el tercer verano

Fotos propias

Trad. Aneta Kamińska

(dom bez domu)

trzecie lato w starym pochylonym domu
w jego kącikach ciemnych stunoga trwoga chodzi
czterdziestonoga – poprawia znad łóżka głos
czy to Matki Bożej czy pająka
który siedzi w sieciach i spode łba patrzy
grubiańsko wszystkimi ośmioma oczami
co ty wiesz? – pytasz i złościsz się bezsilnie
trzecie lato nie tam gdzie miałaś być
i nie tak i nawet czasem nie z tymi
trzecie lato mróz po skórze sypie igły
w najgorszy upał w najlepszy miodowy wieczór
i biegniesz do ekranu do radioodbiornika do monitora
jakby te projektowały otwarte rany
z cudzych żyć i dłoni które nie dosięgły
ostatniej w tej wielkiej wodzie słomki
i teraz ty delikatniejesz
toniesz
toniesz
w ciemności kulawej starego domu
(u niej też nagle – złamania łapek
nieważne setnych czy czterdziestych)
i tobie chyba trzeba czterdzieści dni modlić się
i prosić o nić z sieci pajęczych
na takie nietrwałe koło ratunkowe
pośród ścian i książek
które już nie utrzymują
ani twojego głosu
ani tego świata
tylko ciemność
tylko trwogę
już trzecie lato

Kateryna Mikhalitsyna

1982- , Ucrania

Trad. Ada Trzeciakowska

(simple things)

los niños derriban las últimas manzanas de los árboles desnudos
y que alguien derriba un avión
le resulta más fácil
habrá desaprendido ya: manzanas
con un palo
en un huerto transparente
donde no hay nada
sólo el viento
y los árboles desnudos
y los movimientos más naturales:
lanzar y agarrar

y no conseguirás agarrar un avión
aquí incluso la tierra es incapaz
y los ángeles
y más aún tú, tan diminuto

No conseguirás agarrar un avión
no lo agarrarás
en el cielo desnudo
donde ni siquiera hay ramas
para sujetarse

y los niños se ríen
y derriban

manzanas
rojas
agusanadas
marchitas al sol

Collage propio

Trad. Aneta Kamińska

(simple things)

dzieci strącają ostatnie jabłka z nagich drzew
a ktoś strąca samolot
 komuś tak łatwiej
bo oduczył się już po prostu: jabłka
kijem
w przezroczystym sadzie
gdzie nie ma niczego
tylko wiatr
i nagie drzewa
i najbardziej naturalne ruchy:
rzucić i złapać

a samolotu nie złapiesz
tu nawet ziemia jest bezsilna
i anioły
a co dopiero maleńki ty

samolotu nie złapiesz
nie złapiesz
na nagim niebie
gdzie nawet gałęzi nie ma
żeby się zaczepić

a dzieci się śmieją
i strącają

czerwonoboczne
robaczywe
wyschnięte od słońca
jabłka


Selva Casal

1927-2020, Uruguay

hoy besaría

Hoy besaría a la gente desconocida
y les pediría que vinieran a mí
porque sin ellos nada soy
de sus ojos inocentes terribles
está llena mi alma
ellos saben que nunca vendrán por mi esqueleto
porque quiero abrazarlos y no puedo
la última masacre sucedió entre mis uñas
esa gente que se cruza al camino
y nunca más
vive en mi lecho respira con mi sangre
por ellos soy
anónimo desconocido amor
qué bien hueles bajo las raíces
en la calle sobre los cementerios profundos
cómo te encuentro cuando
apuñalada entera me entrego
al sueño al hombre a la desdicha.

Katia Chausheva

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dziś pocałowałabym

Dziś pocałowałabym nieznanych mi ludzi
i poprosiłabym ich, by przyszli do mnie
bo bez nich jestem niczym
ich niewinne straszliwe oczy
przepełniają moją duszę
wiedzą, że nigdy nie przyjdą po mój szkielet
bo chcę ich objąć, a nie mogę
ostatnia masakra dokonała się pod moimi paznokciami
ci ludzie, których mija się po drodze
i nigdy więcej
żyją w moim łóżku oddychają moją krwią
dla nich ja to
anonimowa nieznana miłość
jak ślicznie pachniesz pod korzeniami
na ulicy nad głębokimi cmentarzami
jak cię znajdę, kiedy
ugodzona cała oddaję się
snom ludziom nieszczęściu

Selva Casal

1927-2020, Uruguay

NADIE NINGUNA SOY

Nadie ninguna soy
ningún hombre es mi cuerpo
ningún río
que revisen mi cuerpo
no tiene corazón
está en la calle
maravillosa calle
como hoy casi es milagro
y los hombres recuerdan
un ultimátum ya
he vivido
nada más
he vivido
perdón por mi dulzura
por no haber empuñado ni fusiles
ni garras
perdón por mi esqueleto decisivo y efímero
mi violencia es una casa a fondo
cuando de noche mueres sin aviso
tocan la puerta
andan.

collage propio

Tłum. Ada Trzeciakowska

NICZYJA JESTEM, NIKIM JESTEM

Niczyja jestem, nikim jestem
żaden człowiek nie jest moim ciałem
żadna rzeka
niech przeszukają moje ciało
nie ma serca
jest na ulicy
wspaniałej ulicy
bo dzisiaj to prawie cud
a ludzie pamiętają, że
ultimatum już postawione
żyłam
nic więcej
żyłam
przepraszam za moją słodycz
że nie władałam bronią
ani pazurami
przepraszam za mój radykalny i nietrwały szkielet
moja przemoc jest domem w głębi
gdy umierasz nocą bez ostrzeżenia
pukają do drzwi
chodzą.

Selva Casal

1927-2020, Uruguay

En colaboración con LaReversible

BIOGRAFÍA

Nací
todavía no he muerto
aquí vivo
mi madre es una niña que el viento apenas nombra
mis abuelos eran bellos ciruelos en el jardín
sobre lo prohibido construí mi vida
un día era el color era una fiesta
salimos en medio de la noche a ver el mar
como estertores de la vida
como estertores de una bestia herida
se oían ruidos y gritos y gemidos
callé obstinadamente
viví en llaga viva
sólo nací para mirar la lluvia
nunca supe gramática
la luz tampoco sabe
culpable soy de todas las muertes
de todos los amaneceres
me sé madre de toda violencia
vi mi cuerpo desintegrado y solo
como una casa en ruinas.

Katia Chausheva

Tłum. Ada Trzeciakowska

Biografia

Urodziłam się
jeszcze nie umarłam
tutaj żyję
moja matka jest dziewczyną ledwo wspomnianą przez wiatr
dziadkowie pięknymi śliwami w sadzie
na tym, co zakazane, zbudowałam swoje życie
pewnego dnia było barwą było świętem
wyszliśmy w środku nocy popatrzeć na morze
jak rzężenie życia
jak rzężenie rannego zwierzęcia
słychać było wrzaski, krzyki i jęki
milczałam uparcie
żyłam w żywej ranie
urodziłam się by patrzeć na deszcz
nigdy nie znałam się na gramatyce
światło też się nie zna
jestem winna wszystkich śmierci
świtów wszystkich
to ja jestem matką wszelkiej przemocy
widziałam jak moje ciało rozkłada się samotne
jak zgliszcza domu

Denise Levertov

1923-1997, Inglaterra/Estados Unidos

Trad. Ada Trzeciakowska

Conversación en la oscuridad

Vivimos en historia, dice uno.
Somos moscas sobre el pellejo de Leviatán, dice otro.

Sea como sea, dice uno,
miedos y pérdidas.

Y entre las pérdidas, dice otro,
los lugares especiales a los que iban a conducir nuestros caminos.

Nuestras muertes, dice uno.
Eso es, dice otro.
Ahora nos alcanzará la muerte colectiva.

Las fosas comunes, dice uno, nada nuevo.
No, dice otro, mas esta vez no habrá tumbas,
Todos los muertos yacerán donde hayan caído.

Excepto, dice uno, esos que se reducirán a cenizas.
Y los esparcirá el viento abrasador, dice otro.

¿Cómo podemos vivir en este miedo? Dice uno.
De un día para otro, dice otro.

Aun deseo ver, dice uno,
Hacia dónde lleva mi camino.

Quiero vivir, dice otro, ¿pero dónde voy a vivir
si el mundo se acaba?

Fotogramas de las series Chernóbil, La zona; película La carretera adaptación de la novela homónima de Cormac McCarthy.

Fragmento de la carta del filósofo Günther Anders a Claude Eatherly (piloto del avión de reconocimiento climático Straight Flush que apoyó el lanzamiento de la bomba atómica sobre Hiroshima):

(…) El próximo 6 de agosto, como cada año, la población de Japón va a conmemorar el día en que «aquello» ocurrió. ¿Por qué no envía un mensaje a esta gente, que llegue a tiempo para la conmemoración? Si usted les dijera: «En ese momento yo no sabía lo que estaba haciendo, pero ahora lo sé y creo que nunca debe volver a ocurrir algo así y que no se debe permitir a ningún ser humano que ordene a otro ser humano hacer nada parecido.» Y si añadiera: «Vuestra lucha es mi lucha, vuestro “No más Hiroshimas” es mi “No más Hiroshimas”», o algo por el estilo, puede estar seguro que un mensaje así convertiría un día de lamentaciones en un día de alegría y que los supervivientes de Hiroshima lo recibirían como a un amigo, como a uno de ellos, pues en realidad lo es, Eatherly, usted también es víctima de Hiroshima.

Tłum. Janusz Solarz

Rozmowa w ciemności

Żyjemy w historii, mówi ktoś.
Jak muchy na skórze Lewiatana, mówi ktoś inny.

Tak czy siak, mówi ktoś,
strachy i straty.

A wśród strat, mówi ktoś inny,
te wyjątkowe miejsca gdzie miały dotrzeć nasze drogi.

Nasze zgony, mówi ktoś.
O to chodzi, mówi ktoś inny.
Dopadnie nas teraz zbiorowa śmierć.

Zbiorowe groby, mówi ktoś, to nic nowego.
Tak, mówi ktoś inny, ale tym razem nie będzie grobów,
wszyscy zmarli spoczną tam gdzie padli.

Z wyjatkiem tych, mówi ktoś, którzy spalą się na popiół.
I rozwieje ich ognisty wiatr, mówi ktoś inny.

Jak żyć w takim strachu? Mówi ktoś.
Dzień po dniu, mówi ktoś inny.

Ciągle pragnę zobaczyć, mówi ktoś,
dokąd wiedzie moja droga.

Pragnę żyć, mówi ktoś inny, ale gdzie mam się podziać
jeśli zabraknie świata?

Talk in the Dark

We live in history, says one.
We’re flies on the hide of Leviathan, says another.

Either way, says one,
fears and losses.

And among losses, says another,
the special places our own roads were to lead to.

Our deaths, says one.
That’s right, says another.
Now it’s to be a mass death.

Mass graves, says one, are nothing new.
No, says another, but this time there’ll be no graves,
all the dead will lie where they fall.

Except, says one, those that burn to ash.
And are blown in the fiery wind, says another.

How can we live in this fear? Says one.
From day to day, says another.

I still want to see, says one,
where my own road’s going.

I want to live, says another, but where can I live
if the world is gone?

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Grados bajo cero

Estamos en una fiesta que no nos ama. Al final, la fiesta deja caer su máscara y se muestra como realmente es: una estación de cambio de trenes. Fríos colosos sobre raíles en la niebla. Una tiza ha garabateado en las puertas de los vagones.

No se puede mencionar, pero aquí hay mucha violencia reprimida. Por eso son tan pesados los detalles. Y es tan difícil ver lo otro que también existe: una mancha de sol que cambia de sitio en la pared de la casa y resbala a través del inconsciente bosque de rostros centelleantes; una cita bíblica que nunca ha sido escrita: «Ven a mí, porque yo soy tan contradictoria como tú.»

Mañana trabajo en otra ciudad. Susurro hacia allá a través de la niebla matinal que es un cilindro negriazul. Orión cuelga encima de la capa de hielo. Hay un grupo silencioso de niños esperando el autobús escolar, niños por los que nadie reza. La luz crece lentamente como nuestro pelo.

Fotos propias

Tłum. Mirosław Rodziewicz

Minusowe stopnie

Jesteśmy na zabawie, która nas nie kocha. Pod koniec zabawa opuszcza maskę i pokazuje swe prawdziwe ja: plac manewrowy. Zimne kolosy stoją we mgle, na szynach. Kreda namazała coś na drzwiach wagonów.

Nie powinno się o tym wspominać, ale jest tu dużo stłumionej przemocy. To dlatego detale są tak ciężkie. I tak trudno zobaczyć inne rzeczy: plamę słońca przemieszczającą się po ścianie i zjeżdżającą poprzez nieświadomy las drżących twarzy, słowo biblijne, którego nigdy nie zapisano: „Chodź do mnie, ponieważ mam naturę równie sprzeczną jak ty”.

Jutro pracuję w innym mieście. Lecę tam porankiem będącym wielkim czarno-niebieskim cylindrem. Orion wisi nad mrozem. Dzieci stoją w cichej grupie i czekają na szkolny autobus, dzieci za które nikt się nie modli. Światło rośnie wolno jak nasze włosy.

Transl. Robin Fulton

Below Zero

We are at a party that doesn’t love us. At last the party lets its mask drop and shows itself for what it really is: a marshalling yard. Cold colossi stand on rails in the mist. A piece of chalk has scribbled on the wagon doors.

It shouldn’t be said but there is much suppressed violence here. That’s why the components are so heavy. And why it’s so hard to see something else that’s there too: a little reflection from a mirror, flitting on the house-walls and gliding through the unknowing forest of glimmering faces, a biblical text which was never written: ‘Come unto me, for I am full of contradictions like you.’

Tomorrow I am working in another town. I swish towards it through the morning hour which is like a big dark-blue cylinder. Orion hangs above the ground-frost. Children are standing in a silent cluster waiting for the school bus, children no one prays for. The light is growing as slowly as our hair.

Minusgraden

Vi är på en fest som inte älskar oss. Till sist låter festen sin mask falla och visar sig som den verkligen är: en växlings- bangård. Kalla kolosser står på skenor i dimman. En krita harklottrat på vagnsdörrarna.

Det får inte nämnas, men här finns mycket undertryckt våld. Därför är detaljerna så tunga. Och så svårt att se det andra som också finns: en solkatt som flyttar sig på husväggen och glider genom den ovetande skogen av flimrande ansikten, ett bibelord som aldrig skrevs: ‘Kom till mig, ty jag är mot- sägelsefull som du själv.’

I morgon arbetar jag i en annan stad. Jag susar dit genom morgontimman som är en stor svartblå cylinder. Orion hanger ovanför tjälen. Barn står i en tyst klunga och väntar på skol-bussen, barn som ingen ber för. Ljuset växer sakta som vårt hår.

Audre Lorde

1934-1992, Estados Unidos

Poeta, mujer negra, feminista, víctima de cáncer, antirracista, profesora, luchadora en la época de las protestas, lesbiana… Fascinante entrevista realizada por su amiga, Adrienne Rich aquí

Trad. Torres Ruiz

Conclusión

Cruzarse en la calle con hombres que están muertos
se vuelve un hecho cotidiano
pero amar a uno de ellos
no es solución.
Creo en el amor como creo en nuestros hijos
pero nací Negra y sin ilusión
y mi visión
que difiere de la tuya
es clara
por más que a veces sea limitada.

Te he observado a medianoche
mientras dormías como si nada
deseando poder permitirme que los indesesperados sueños
que a ti te agitan  se marchiten y se disipen
en soluciones parciales.
Tus noches son invernalmente largas y muy jóvenes
llenas de pureza y perdón
y un dócil Jesús que atraviesa tus ciudades
sobre un estéril burro cuyos rebuznos
no incluyen tiempo futuro.

Pero soporto mis noches como soporto mi vida
y mi muerte
absolutas y despiadadas
pepitas de transigencia y decisión
fosilizadas por el fiero sol de verano
y cuando sueño
camino en una tierra Negra
donde el futuro
brilla eterno y verde
pero los símbolos del ahora
son sangrientas e implacables
habitaciones
donde niños confusos
con muñones de madera por dedos
juegan a la guerra
y no pueden recoger sus canicas
o esconderse en casa
cuando amenaza una pesadilla.

Tłum. Renata Gorczyńska

Konkluzje

Martwi mężczyźni mijani na ulicach
stają się codziennym zjawiskiem
ale kochać jednego z nich
nie jest rozwiązaniem
Wierzę w miłość jak wierzę w nasze dzieci
lecz urodziłam się czarna, odarta ze złudzeń
a moje widzenie
różne od waszego
jest jasne,
chociaż niekiedy ograniczane.

Badałam cię wzrokiem o północy obracałeś się w powszednim śnie
ja też chciałabym sobie pozwolić na bezbolesne majaki
które miotają tobą i więdną
w niepełnych rozwiązaniach
Twoje noce ciągną się jak zima i są bardzo młode
wypełnione czystością, wybaczaniem
i łagodnym Chrystusem objeżdżającym twe miasta
na bezpłodnej oślicy której rykinie obwieszczają czasu przyszłego.

Ja zaś noszę moje noce jak noszę moje życie
i umieranie
absolutne i niewybaczalne
bryłki ustępstw i decyzji
skamieniałe od dzikiego słońca
A kiedy śnię
posuwam się przez Czarny Ląd
gdzie przyszłość
świeci wiecznie i zielono
lecz gdzie teraźniejsze symbole
to skrwawione i nieustępliwe
izby
w których skołowane dzieci
z kikutami z drewna zamiast palców
bawią się w wojnę
i nie potrafią pozbierać szklanych kulek
albo uciec do domu
ilekroć zagraża zmora.

Fecha de la primera fotografía: 1981.

Conclusion

Passing men in the street who are dead
becomes a common occurrence
but loving one of them
is no solution.
I believe in love as I believe in our children
but I was born Black and without illusion
and my vision
which differs from yours
is clear
although sometimes restricted.

I have watched you at midnight
moving through casual sleep
wishing I could afford the nondesperate dreams
that stir you     to wither and fade
into partial solutions.
Your nights are wintery long and very young
full of purity and forgiveness
and a meek Jesus who rides through your cities
on a barren ass whose braying
does not include a future tense.

But I wear my nights as I wear my life
and my dying
absolute and unforgiven
nuggets of compromise and decision
fossilized by fierce midsummer sun
and when I dream
I move through a Black land
where the future
glows eternal and green
but where the symbols for now
are bloody and unrelenting
rooms
where confused children
with wooden stumps for fingers
play at war
and cannot pick up their marbles
or run away home
whenever a nightmare threatens.

Ariana Harwicz

1977 – , Argentina

Mátate amor (frg.)

Recuerdo lo que no está. Una isla habitada por hombres que buscan belleza y solo la encuentran en la vastedad del encierro. Me reconozco sádica. Digo que no hay posibilidad sin alma, como no hay imagen sin el otro. Pero no tengo otro. Ni alma. Escribiré el signo fatal sobre tu vientre y luego marcharemos hacia una tierra húmeda, me prometió un joven enamorado. ¿Qué fue de eso? Esa noche está a cien mil noches y el enamorado está perdido. Sigo esperando a que aparezca entre las espirales que surgen de mi boca. Llevo grabados olores como a fuego fatuo, el de unas manos en la penumbra, el de una espalda blanda, el de una garganta endiablada. Terminó y se fueron todos. Sigo siendo una pequeña bruja que espera encantar. El vecino sucumbió a una sobredosis de heroína con su bebé en brazos. La de las ventanas tapiadas se asfixió con el humo de su propio fuego. Los animales se extinguen antes de reproducirse. Eso es morir por estos pagos. En cambio, en mis noches soleadas en la isla, todo era tertulia, ensueño, besos furiosos. En cambio, en la dorada época en que existí, todo fue fruición de sexo redivivo. Una oleada de antipatía por el mundo brota desde lo íntimo. No sé qué pensarán las bestias que ahora forman un círculo y me miran atónitas, las mandíbulas desprendidas de sus cuerpos. Caigo de rodillas. Si un lugareño pasara con una canasta buscando setas y frutos creería que es un acto de misticismo.

(…)

Y así se levantó de la cama angosta en medio de la noche mientras yo seguía desnuda. Me había dejado una nota sin lírica. El comienzo del espanto seco. Algunas horas antes habíamos levitado, pero qué es al día siguiente la noche anterior. Salté de la camita con la boca descascarada. Abajo, los tres habían salido de compras. Cuántas veces entró y salió de mí, el aire del altillo hecho de miel.

Cuántas veces el deseo rozó lo insoportable, la boca de un caimán abierta a más no poder. El río me arrastró y fui una rama seca. Pedaleé los veinte kilómetros hasta mi casa queriendo vomitar. Pedaleé y pedaleé sin separarme de su gusto en mi saliva. El deseo me siguió a lo largo de toda la carretera, pegajoso, maloliente y servil.

Quiero un tratamiento agresivo con láser para olvidar su mandíbula, para deshacerme de su frente. Lejos, entre balas de pasto empaquetado, un joven que nunca vi iba haciendo equilibrio sobre la rueda trasera de un scooter, de su labio inferior colgaba un pucho. Tal vez mi hijo en unos años. Sigo pedaleando con mis piernas largas y quisiera patear el piso como una yegua con colmillos. No sé traducir lo que siento. Tengo quince años y acabo de hacerme la última prueba del vestido blanco.

Fotogramas de Un tranvía llamado Deseo de Elia Kazan (1951)

Tłum. Agata Ostrowska

Zgiń, kochanie (fragm.)

Wspominam to, czego nie ma. Wyspę zamieszkaną przez ludzi poszukujących piękna, którzy znajdują je tyl­ko w ogromie izolacji. Przyznaję, że jestem sadystką. Mówię, że nic nie jest możliwe bez duszy, tak jak obraz nie może istnieć bez tego drugiego. Ale ja nie mam tego drugiego. Ani duszy. „Zapiszę znak śmierci na twoim łonie i powędrujemy razem ku wilgotnym krainom” – obiecał mi kiedyś młody kochanek. Co się z nim stało? Od tamtej nocy upłynęło sto tysięcy innych, a kochanek przepadł. Wciąż mam nadzieję, że ukaże się między spiralnymi smużkami wydobywającymi się z moich ust. Zapa­chy towarzyszą mi jak błędne ogniki, zapach pewnych dłoni w półmroku, miękkich pleców, diabelskiego gardła. Skończyło się, wszyscy odeszli. Nadal jestem wiedźmą, która tylko cze­ka, żeby rzucić na kogoś urok. Sąsiad przedawkował heroinę, trzymając w ramionach niemowlę. Ta z domu z zabitymi okna­mi udusiła się dymem z własnego kominka. Zwierzęta wymie­rają, zanim zdążą się rozmnożyć. W tych stronach tak wygląda śmierć. Tymczasem tamte słoneczne noce na wyspie były pełne spotkań, rozmów, snów na jawie, szalonych pocałunków. Tymczasem w tamtym złotym okresie mojego życia wszystko kręciło się wokół odkrytej na nowo rozkoszy seksualnej. Fala antypatii do całego świata wzbiera gdzieś w najintymniejszym zakątku mojego jestestwa. Nie wiem, co sobie pomyślą zwie­rzęta, które uformowały teraz krąg i patrzą na mnie zbaraniałe, szczęki opadły im tak nisko, że prawie odseparowały się od reszty ciała. Padam na kolana. Gdyby w tej chwili minął mnie jakiś miejscowy z koszykiem na grzyby, uznałabym to za akt absolutnie mistyczny.

(…)

A później zwyczajnie wstał z tego wąskiego łóżka w środku nocy, ja nadal leżałam tam naga. Zostawił mi prozaiczny liścik. Ogarnęło mnie nagłe przerażenie. Kilka godzin wcześniej unosiliśmy się w powietrzu, ale czymże jest ubiegła noc następ­nego poranka. Wyskoczyłam z łóżka, czułam suchość w ustach. Cała trójka z dołu wyszła na zakupy. Ile razy wchodził we mnie i wychodził, powietrze na strychu było słodkie jak miód.

Ile razy pożądanie zdawało się nie do zniesienia, jak paszcza krokodyla rozdziawiona do granic możliwości. Porwała mnie rzeka, by­łam suchym badylem niesionym przez nurt. Pedałowałam przez dwadzieścia kilometrów do domu i chciało mi się wymiotować. Pedałowałam i pedałowałam, a w ślinie ciągle czułam jego smak. Żądza podążała za mną przez całą drogę powrotną, lepka, cuch­nąca, służalcza.

Potrzebuję intensywnej terapii, zabiegu laserem, żeby zapomnieć jego szczękę, żeby pozbyć się z myśli jego czoła. W oddali, między belami ciasno upakowanego siana, jakiś chło­pak, którego nigdy wcześniej nie widziałam, jeździł, balansu­jąc na tylnym kole skutera, do dolnej wargi miał przyklejonego papierosa. To mógłby być mój syn za kilkanaście lat. Pedałuję dalej długimi nogami i chciałabym tupać, deptać, skopać ziemię jak klacz z ostrymi kłami. Nie potrafię przetłumaczyć tego co czuję. Mam piętnaście lat i wzięłam ostatnią przymiarkę sukni ślubnej.

Denise Levertov

1923-1997, Inglaterra/Estados Unidos

Trad. Cynthia Mansfield

Los golpeadores

Un hombre sentado junto a la cama
de una mujer a quien golpeó,
cura sus heridas,
suavemente palpa los moretones.
La sangre forma un charco a su alrededor,
se oscurece.

Atónito, se da cuenta que ha comenzado
a quererla. Siente terror.
¿Por qué nunca había
visto, antes, lo que era?
¿Y si deja de respirar?

Tierra, ¿será que no podemos amarte
a menos que creamos que el fin se aproxima?
¿Que no creemos en tu vida
a menos que pensemos que agonizas?

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dręczyciele

Mężczyzna siedzi przy łóżku
pobitej przez niego kobiety,
opatruje jej rany,
ostrożnie gładzi siniaki.
Krew zbiera się wokół,
ściemnia się.

Zdumiony zrozumiał, że zaczyna
się o nią troszczyć. Jest przerażony.
Dlaczego nigdy wcześniej
nie spostrzegł czym była?
A co, jeśli przestanie oddychać?

Ziemio, czy by móc Cię kochać
musimy wierzyć w nadchodzący koniec?
By uwierzyć w twoje życie
musimy się przekonać, że umierasz?

Fotografías de Marit Beer

The Batterers

A man sits by the bed
of a woman he has beaten,
dresses her wounds,
gingerly dabs at bruises.
Her blood pools about her,
darkens.

Astonished, he finds he’s begun
to cherish her. He is terrified.
Why had he never
seen, before, what she was?
What if she stops breathing?

Earth, can we not love you
unless we believe the end is near?
Believe in your life
unless we think you are dying?