Manuel Altolaguirre

1905-1959, España

Recuerdo de un olvido

Se agrandaban las puertas. Yo gigante,
con el recuerdo de mi olvido dentro,
atravesaba las estancias,
golpeando las paredes sordas.

¡Qué collar interior en mi garganta
de palabras en germen, de lamentos
que no podían salir, que se estorbaban
en su gran muchedumbre!

¡Cuánto tiempo de olvido incomprensible!
Siempre ella en su ventana.
Su ventana entre dos nubes
-una y ella- siempre.

Y yo distante, agigantado, loco,
con el recuerdo de mi olvido dentro,
pesándome en el alma su naufragio,
agarrándose, hundiéndome,
en un espeso mar de cielos grises.

Collage propio

Tłum. Ada Trzeciakowska

Wspomnienie zapomnienia

Drzwi stawały się coraz większe. Olbrzymi ja,
ze wspomnieniem zapomnienia w sercu,
przemierzałem pomieszczenia,
uderzając w głuche ściany.

Cóż za wewnętrzny naszyjnik noszę w gardle
ze słów w zarodku, ze skarg
nie mogących się wydostać, blokujących
się w tak licznej gromadzie!

Ileż to czasu niepojętego zapomnienia!
Zawsze ona w swoim oknie.
Oknie między dwiema chmurami
-Jedna i ona- zawsze.

A ja, daleki, wyolbrzymiony, obłąkany,
ze wspomnieniem zapomnienia w sercu,
z duszą, której ciąży jej zatonięcie,
gdy czepia się kurczowo, a ja tonę,
w gęstym morzu szarego nieba.

Myroslav Layuk/ Мирослав Лаюк

1990 – , Ucrania

Publicado en Encuentros. Cien poemas de Ucrania y Polonia (Instituto de Literatura, 2022) en el que pude poner mi granito de arena.

Trad. Alina Petryk

EL PÁJARO-CUCHILLO

Me gusta afilar los cuchillos, esto es, los odio romos;
de no haber afilador, los afilo con cerámica,
concreto, pájaro de arcilla. Oh, precioso pájaro, eres un cuchillo.

A pesar de las explosiones, ellos cantan a la hora prevista
en los parques y los jardines, en los bosques que no debemos pisar
en tiempos de guerra. Entonces adivinamos:
«Aquel es un arrendajo en un chopo; aquel, un oriol; aquel, un mirlo en un abeto;
aquel, no se sabe qué en no se sabe qué».
¡Oh, precioso pájaro, eres un cuchillo!

De noche todos los pájaros se callaron y escuché alboroto afuera:
un loco gritaba a los raíles del tranvía, los insultaba, salvaje.
Y recordé cómo en los tiempos de los árboles en flor
a las cuatro de la madrugada me despertaban los pájaros en la degollada Vorzel,
cruzaba somnoliento el campo de camino al lago en la vecina Bucha degollada,
despertando a las feas liebres entre las flores pasadas
que arrojaban su pelusa sobre la hojarasca… Recordaba.

En todo lo precioso que recordaremos de estos lugares:
los matorrales de acacias de Mariúpol y las fábricas de Kramatorsk
al amanecer; los bailes de jubilados en el parque de Járkov y los cantos
en las iglesias subterráneas de Chernihiv, en todas partes
surgirá el cuchillo, el cuchillaco o al menos el cuchillito; por todas partes
habrá acacias degolladas y fábricas, bailes degollados y canto degollado.

Collage a partir de la obra de Christoffer Relander

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ptak-nóż

Lubię ostrzyć noże, a raczej nienawidzę tępych.
Jeśli nie mam ostrzałki, ostrzę klingę na ceramice,
na betonie, na glinianym ptaku. Piękny ptaku, nożem jesteś.

Mimo wybuchów, ćwierkają zgodnie z rozkładem –
w parkach i sadach, w lasach, do których zabroniono wchodzić
w czasie wojny. A my zgadujemy:
Na topoli sójka, to wilga, to drozd na jodle,
to nie wiadomo co na nie wiadomo czym.
Piękny ptaku, nożem jesteś!

Nocą wszystkie ptaki zamilkły, a ja usłyszałem na dworze hałas:
szaleniec krzyczał na tory tramwajowe, przeklinając je dziko.
I przypomniałem sobie, jak wtedy, gdy kwitły drzewa,
o czwartej rano zbudziły mnie ptaki w zarzynanym Worzelu –
Zaspany szedłem przez pole do jeziora blisko zarżniętej Buczy,
budząc pośród zeszłorocznych kwiatów brzydkie zające,
które pozostawiały spłowiały puch na łodygach… Przypomniałem sobie.

I pośród całego piękna tych miejsc, o którym będziemy pamiętać:
o akacjowych gąszczach Mariupola i fabrykach Kramatorska
o świcie, o tańcach emerytów w parku w Charkowie i o śpiewie
w podziemnych cerkwiach Czernihowa – wszędzie pojawi się
nóż, nożysko lub przynajmniej mały nożyk, wszędzie będą
zarżnięte akacje i fabryki, zarżnięte tańce i zarżnięte śpiewy,

piękny ptaku.

Птаха-ніж

Люблю гострити ножі, точніше, ненавиджу тупі.
Якщо немає точилки, гострю лезо об кераміку,
об бетон, об глиняну пташку. Прекрасна птахо, ти ніж.

Попри вибухи, вони щебечуть за розкладом —
у парках і садах, у лісах, до яких заборонено ходити
протягом дії воєнного часу. І ми вгадуємо:
то на тополі сойка, то іволга, то дрізд на ялиці,
ото не зрозуміло що на незрозуміло чому.
Прекрасна птахо, ти — ніж!

Уночі всі птахи замовкли, і я почув надворі галас:
шаленець кричав на трамвайну колію, материв її дико.
І я згадав, як у цей час, коли розпускаються дерева,
о четвертій мене будили птахи у зарізаному Ворзелі —
я сонний ішов полем до озера в зарізаній Бучі поряд,
будячи в торішніх квітах некрасивих зайців,
що залишали полинялий пух на бадиллі … Згадував.

У всьому прекрасному, що згадуватимемо про ці місця —
про зарості акацій Маріуполя і заводи Краматорська
на світанку, про танці пенсіонерів у парку Харкова і спів
у підземних церквах Чернігова — всюди виникатиме
ніж, ножище чи хоча б маленький ножичок, всюди будуть
зарізані акації і заводи, зарізані танці і зарізаний спів,

прекрасна птахо.

Javier Raya

1985 – 2 de octubre de 2022, México

Anúdame este grito

Anúdame este grito, huella
pura de viento, semillas
que serán balas: germinación
del bosque de la muerte. Dale, pues,
forma al torbellino: aire más
que sílaba, cuerpo más
del espasmo, hervidero
por lo que le falta de anuncio,
de ángel, mi deudo, deuda de mi carne
contraída, nudo de carne y rostro
en el centro de una mujer,
trenza de tu esqueleto, frágil
y sonoro abecedario, idioma
mío, mi nacionalidad
es tu patria de fantasmas.
Turba savia en el árbol congelado,
no respiras, planeta pequeñito
bramando sordo
bajo las raíces encontradas
de un hombre y una mujer
fundando una estirpe de fantasmas.

de Alharaca (2018)

Obra de Marian Bogusz

Zawiąż mi na supeł ten krzyk

Zawiąż mi na supeł ten krzyk, dziewiczy
ślad wiatru, nasiona
które będą kulami: kiełkujące
lasem śmierci. Nadaj, zatem,
kształt wirowi: powietrze raczej
niż sylaba, ciało bardziej
ze spazmu, charkot
w miejsce zwiastowania,
anioła, moja krew, dług mojego ciała
ściągnięty, supeł z ciała i twarzy
w samym środku kobiety,
warkocz twojego szkieletu, kruchy
i dźwięczny alfabet, język
mój, moja nacja
jest twoją ojczyzną duchów.
Mętne soki w zamarzniętym drzewie,
nie oddychasz, maleńka planeto
skomląc głucho
pod splecionymi korzeniami
kobiety i mężczyzny
dających początek linii duchów.

Carl Sandburg

1878-1967, Estados Unidos

Trad. Miguel Martínez-Lage

Asesinos

     A vosotros canto
con voz queda, como la del hombre que habla con su hijo
            muerto;
con la dureza de un hombre esposado,
sujeto allí donde no puede moverse.

     Bajo el sol
hay dieciséis millones de hombres
elegidos por sus dientes brillantes,
su buena vista, sus piernas duras
y porque corre en sus muñecas la sangre caliente y joven.

     Y un jugo rojo corre por la verde hierba;
y un jugo rojo empapa la oscura tierra.
y los dieciséis millones asesinan…y asesinan y asesinan.

     Nunca los olvido, ni de noche ni de día:
me golpean la cabeza para que los recuerde,
me baten el corazón y yo les devuelvo el grito
y grito a sus hogares y mujeres, a sus sueños y juegos.

     Despierto en plena noche y me llega el olor de las trincheras
y escucho la leve agitación de los que duermen en hilera…
Dieciséis millones de durmientes y piquetes a oscuras:
algunos ya durmientes para siempre,

algunos a punto de dormir mañana, dando tumbos, para siempre,
clavados tras la estela de la pena negra del mundo,
comiendo y bebiendo, empeñados en la faena… en un
            largo trabajo de asesinos.
Dieciséis millones de hombres.

Imagen propia

Tłum. Ada Trzeciakowska

Mordercy

     Zaśpiewam wam      
Łagodnie, jak przemawia człowiek do martwego dziecka;             
Twardo jak człowiek w kajdanach,         
Przetrzymywany tam, gdzie nie może się poruszyć:            
 
     W słońcu
zebrało się szesnaście milionów mężczyzn,        
Wybranych z uwagi na lśniące zęby,      
Bystry wzrok, mocne nogi,        
A w ich przegubach płynie młoda, ciepła krew. 
 
     Gdy czerwone soki płyną po zielonej trawie;
Gdy czerwone soki sycą czarną ziemię  
Gdy szesnaście milionów mężczyzn zabija… i zabija, i zabija.  
 
     Nie potrafię ich zapomnieć ani w dzień, ani w nocy:            
Tłuką moją głową bym o nich pamiętał;
Uderzają w serce, a ja krzyczę do nich,
Do ich domów i kobiet, do ich snów i gier.         
 
       W nocy budzę się czując smród okopów,     
I słyszę ciche poruszenie wśród śpiących w szeregach…       
Szesnaście milionów mężczyzn śpiących i pikietujących w ciemnościach:  
Niektórzy usnęli dawno, na wieki
 
     Inni zapadają w sen do jutra na zawsze
pochwyceni w wir czarnego serca świata,          
Jedzą i piją, harując… w mozolnym trudzie zabijania.            
Szesnaście milionów mężczyzn

Killers

       I am singing to you       
Soft as a man with a dead child speaks;
Hard as a man in handcuffs,      
Held where he cannot move:    
 
        Under the sun
Are sixteen million men,            
Chosen for shining teeth,          
Sharp eyes, hard legs,   
And a running of young warm blood in their wrists.            
 
        And a red juice runs on the green grass;    
And a red juice soaks the dark soil.        
And the sixteen million are killing … and killing and killing. 
 
       I never forget them day or night: 
They beat on my head for memory of them;     
They pound on my heart and I cry back to them,     
To their homes and women, dreams and games.            
 
       I wake in the night and smell the trenches,
And hear the low stir of sleepers in lines—        
Sixteen million sleepers and pickets in the dark:            
Some of them long sleepers for always,    
 
       Some of them tumbling to sleep tomorrow for always,
Fixed in the drag of the world’s heartbreak,      
Eating and drinking, toiling … on a long job of killing.            
  Sixteen million men.

Tadeusz Różewicz

1921-2014, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

voces

I

Hubo tantas palabras indiferentes
y duras
y en las caras sólo muecas

un día
ahora nos cuesta más vivirlo
más que a nuestros padres
pavor y desgarro
febriles bebemos la vida a lengüetadas

derribados inmaduros
con la boca abierta
bañados en sangre

sin haber llegado a la época de floración

II

Hubo desgarro odio
mutua antipatía y mueca
hubo un callejón sin salida
y rostro plano de los muros
cacarañado por la andanada


arrojados de los vagones de ganado
un rebaño empujado a golpes
y rugidos
y cerca sólo las patas de los perros
las patas de los perros
las patas de los perros

Sé que no se debe ser así
lo sé, lo sé.
pero
cuando un amigo me tiende la mano
cubro mi cabeza como si de un golpe se tratara
me protejo de un gesto humano

me protejo de un arrebato de ternura.


III

«Nuestras voces secas
cuando murmuramos
ingenuos en voz baja
como el viento en la hierba seca
o las patitas de rata entre los trastos viejos
de nuestros sótanos vacíos…»

Poetas que midieron su vida en cucharitas de café
son como trajes de pájaros
en pares
o trajes de piel de los animales
que brillan
y el agua corre por ellos

cuando cierran la puerta
allí dentro son como figuras de yeso
con dulces sonrisas de idiotas
dicen «¿la verdad? ¿qué es la verdad?»
levantan los ojos al cielo
se encogen de hombros
son criaturas que
tienen dos lenguas
dos caras
y entrañas artificiales
giran sobre sus espinas dorsales
giran sus caras planas sobre sus espinas
el viento está soplando el viento está soplando

aprieto los párpados

chirrían mis ojos inquietos
con sus suaves hocicos tocan
mi corazón

La segunda estrofa del poema abre El último día del verano de Tadeusz Konwicki, película desgarradora e intimista, premiada en el Festival de Venencia (cine experimental), precursora de la Nueva Ola Polaca.  Dos personas solitarias y anónimas, heridas por el pasado, se reúnen en una playa desierta. Ambas viven obsesionadas por traumáticos recuerdos de la Segunda Guerra Mundial. Pero, aunque hacen todo lo posible por comunicarse, al final se impone el silencio. 

Drugą strofa wiersza rozpoczyna się Ostatni dzień lata Tadeusza Konwickiego, film rozpisany na dwoje aktorów, kameralny i bolesny, prekursor Nowej Fali, pierwszy polski film nagrodzony na Festiwalu w Wenecji.

głosy

I

Było tyle słów obojętnych
i ostrych
i na twarzach tylko grymas

dzień
teraz trudniej nam przeżyć
niż naszym rodzicom
przerażenie i rozdarcie
chłeptanie życia gorączkowe

strąceni niedojrzali
z otwartymi ustami
ociekamy krwią

I nie było pory rozkwitania.

II

Było rozdarcie nienawiść
niechęć wzajemna i grymas
był zaułek ślepy
i płaskie twarze murów
dziobate od salwy

wywalani z bydlęcych wagonów
stado pędzone razami
i rykiem
a obok tylko łapy psów
łapy psów
łapy psów

Ja wiem nie trzeba tak
ja wiem ja wiem
ale
kiedy przyjaciel wyciągnie rękę
zasłaniam głowę jak przed ciosem
zasłaniam się przed ludzkim gestem

zasłaniam się przed odruchem czułości.

III

«Suche nasze głosy
kiedy szemramy
cicho i naiwnie
jak wiatr w wyschniętej trawie
lub szczurze łapki w rupieciach
naszych pustych piwnic…»

Poeci którzy wymierzyli swe życie łyżeczką od kawy
są jak ubranka ptaków
po dwa
albo futrzane ubranka zwierząt
które lśnią
i spływa po nich woda

kiedy zamykają drzwi
tam wewnątrz jak gipsowe figury
ze słodkimi uśmiechami idiotów
mówią «prawda? co to jest prawda?»
wznoszą oczy do nieba
wzruszają ramionami
a są to stworzenia które
mają po dwa języki
dwa oblicza
i sztuczne wnętrzności
kręcą się dokoła na kręgosłupach
obracają płaskie twarze na kręgosłupach
wieje wiatr wieje wiatr

przyciskam powieki

piszczą moje oczy rozbiegane
miękkimi pyskami dotykają
mojego serca



Luis Rosales

1910-1992, España

UNA HUELLA DE VIOLETA EN LA NIEVE

Me contaba su sueño hasta agotarse
y sus palabras eran
como el paso del tren cuando te encuentras junto a la vía,
y sientes su atracción en todo el cuerpo al mismo tiempo,
y vibras empujado por el vacío
que tiene un fundamento de dulzura y terror.
Mientras me hablaba
ella vivía desde este fundamento
en donde el miedo de vivir se nos acerca tanto
que la carne se agrieta para arder,
que la carne se agrieta
como la llama tiene un vacío, en su centro, de sombra natural;
y ella se iba llenando de ese hueco,
de ese espejo de nieve simultánea
mientras seguía contándome su sueño como si no pudiera despertar,
como si hablara sola,
sintiéndose empujada únicamente
por ese miedo transitivo que aún empapaba sus palabras.
Y sin embargo algo ha nacido de esa conversación extenuante,
algo que siento ahora,
que seguiré sintiendo siempre
como escucho a esta niña de tierra improvisándose
que reúne su temblor para decirme
que no sabe vivir,
que no puede vivir
porque la carne se le queda cada día más pequeña;
tan pequeña que ha llegado a sentirse impedida,
y ya no podrá nunca llegar hasta su casa,
y ya sólo recuerda que vivía en un colegio,
y ya sólo recuerda que vivía dentro del dormitorio de un colegio,
donde todas las noches despertaba
viendo pasar un tren por el pasillo atónito,
viendo pasar todas las noches el mismo tren
por el mismo pasillo titilante de camas sucesivas,
de camas con guirnaldas de muchachas que duermen
sin salir del espejo,
sin ver pasar el tren
que a ella, todas las noches, va despertándola un poco más,
a fuerza de seguirlo,
a fuerza de seguirlo cuando pasa y se pierde en la sombra,
y la desclava de su cuerpo igual que se desclava con la humedad un cuadro en la pared,
y la deja tronchada en las vías
sobre las cuales pasa el tren donde ella misma va sonriendo en todas las ventanas.

Fotografías de René Groebli (1927-, Suiza)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ślad fiołka na śniegu

Opowiadała mi swój sen, aż do wyczerpania
a słowa jej były
jak przejeżdżający pociąg, gdy stoisz przy torach,
i czujesz w każdym kawałku ciała przyciąganie,
wibrując popychany przez pustkę
u źródeł której kryje się słodycz i groza.
Mówiąc do mnie  
czerpała z tego źródła
gdzie strach przed życiem podchodzi do nas tak blisko,
że ciało pęka i płonie,
że ciało pęka
jak płomień, pustka w jego sercu jest z naturalnego cienia;
i ona właśnie wypełniała się tą nicością,
tym równoczesnym lustrem śniegu
podczas gdy opowiadała mi swój sen, jakby nie mogła się obudzić,
jakby mówiła sama do siebie,
czując się popychana tylko
tym przejściowym strachem, którym wciąż nasiąkają jej słowa.
A jednak coś z tej męczącej rozmowy zrodziło się,
coś co czuję teraz,  
co będę czuł zawsze
gdy słucham tej dziewczyny z ziemi improwizującej się  
zespalającej swoje drganie by powiedzieć mi,
że nie potrafi żyć,
że nie może żyć
bo ciało jej z dnia na dzień staje się coraz mniejsze;
tak małe, że czuje się już niezdolna,
i nigdy już nie będzie w stanie dotrzeć do domu,
i pamięta już tylko, że kiedyś mieszkała w szkole,  
i pamięta już tylko, że mieszkała w szkolnej sypialni,
w której każdej nocy budziła się
osłupiała patrząc na przejeżdżający korytarzem pociąg,
patrząc każdej nocy na ten sam pociąg, przejeżdżający   
tym samym rozmigotanym korytarzem kolejnych łóżek,
łóżek z girlandami uśpionych dziewcząt,
nie wychodzących z lustra,
nie widzących przejeżdżającego pociągu
który, każdej nocy, wybudza ją trochę bardziej,
bo idzie za nim,
bo idzie za nim, gdy przejeżdża i znika w cieniu,
i odrywa ją od jej ciała, jak obraz na ścianie odrywa się z powodu wilgoci,
i zostawia ją odłamaną na torach
po których przejeżdża pociąg, w którym ona sama uśmiecha się ze wszystkich okien.  

Randall Jarell

1914-1965, EE.UU.

Trad. Raúl Racedo

La muerte del artillero de la cúpula blindada

Desde el sueño de mi madre caí en el Estado,
y me encorvé en su vientre
hasta que mi mojada piel se heló.
A seis millas de tierra, separado
de su sueño de vida,
me desperté ante una negra barrera antiaérea
y la pesadilla de los caza.
Cuando morí me lavaron de la torreta
con una manguera.

Tłum. Michał Sprusiński

Śmierć strzelca z wieżyczki bombowca

Wprost ze snu matki wpadłem w Państwo; w jego brzuchu
Kuliłem się, aż mokrą sierść oszklił mi całkiem
Lód. Sześć mil ponad ziemią, śnionym przez nią życiem,
Zbudził mnie czernią ostrzał i koszmar myśliwców.
Po śmierci wypłukali mnie z wieżyczki szlauchem.

Fotograma de la maravillosa A vida y muerte (1946) de Michael Powell y Emeric Pressburger 

The death of the ball turret gunner

From my mother’s sleep I fell into the State,
And I hunched in its belly till my wet fur froze
Six miles from earth, loosed from its dream of life,
I woke to black flak and the nightmare fighters.
When I died they washed me out of the turret with a hose.

Charles Simic

1938 – 2023 , Serbia / EE. UU

Trad. Sandra Toro

Motel Paraíso

Habían muerto millones, inocentes todos.
Yo me quedé en mi cuarto. El presidente
hablaba de la guerra como de una poción de amor.
Los ojos se me abrían del asombro.
Mi cara en el espejo me parecía
una estampilla con dos sellos.

Vivía bien, pero la vida era horrible.
Había tantos soldados ese día,
tantos refugiados que llenaban las calles.
Naturalmente, al tocarlos con la mano
desaparecían todos.
La historia se lamía las comisuras de su boca ensangrentada.

En el canal pago, un hombre y una mujer
intercambiaban besos voraces y se arrancaban
la ropa entre ellos mientras yo los miraba
sin volumen y con la habitación a oscuras
excepto por la pantalla donde el color
tenía demasiado rojo, demasiado rosa.

Fotogramas de Un día más con vida de Raúl de la Fuente y Damian Nenow basada en un libro de reportajes de guerra en Angola de Ryszard Kapuściński.

Tłum. Krystyna Dąbrowska

Motel Paradise

Miliony zginęły; wszyscy niewinni.
Siedziałem w swoim pokoju. Prezydent
Mówił o wojnie jak o miłosnym eliksirze.
Miałem oczy otwarte ze zdumienia.
W lustrze moja twarz wyglądała
Jak dwukrotnie ostemplowany znaczek.

Dobrze żyłem, ale życie było straszne.
Tak wielu żołnierzy w tym czasie,
Tak wielu uchodźców tłoczyło się na drogach.
Naturalnie wszyscy zniknęli
Za dotknięciem ręki.
Historia oblizała kąciki krwawych ust.

Na płatnym kanale mężczyzna i kobieta
Wymieniali głodne pocałunki i zdzierali
Z siebie ubrania, a ja patrzyłem,
Z wyłączonym dźwiękiem, bez światła,
Nie licząc ekranu, którego kolory
Miały zbyt wiele czerwieni, zbyt wiele różu.

MOTEL PARADISE

Millions were dead; everybody was innocent.
I stayed in my room. The President
Spoke of war as of a magic love potion.
My eyes were opened in astonishment.
In a mirror my face appeared to me
Like a twice-canceled postage stamp.

I lived well, but life was awful.
there were so many soldiers that day,
So many refugees crowding the roads.
Naturally, they all vanished
With a touch of the hand.
History licked the corners of its bloody mouth.

On the pay channel, a man and a woman
Were trading hungry kisses and tearing off
Each other’s clothes while I looked on
With the sound off and the room dark
Except for the screen where the color
Had too much red in it, too much pink.

Fotogramas de Nuestra música y El libro de imágenes de Jean-Luc Godard

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Deseo

Compañera íntima de mi gran batalla,
¡Tú, cuyo cuerpo delicado con un rayo rosa
Penetra en mis ojos! Con la luz ceñida
Sobre la desesperación terrenal y terrenal sombra.

Compañera íntima del desfile sangriento
Por el país del fuego y guerra, aire y hambre,
¡Que no los venzan a nuestros corazones los gritos de nadie!

Para que, en un joven verano sumergidos hasta las rodillas,
Podamos decir, bebiendo el resplandor del cielo como de una jarra:
Escucha, la humanidad está viva, nuestra alegría también.

(1944)

Fotogramas de Antes de la lluvia de Milcho Manchevski. Guerra de los Balcanes, un curioso tratamiento del tiempo y una manera de contar polifónica. Más sobre la película

Życzenie

Towarzyszko serdeczna mojej wielkiej bitwy,
Ty, której wątłe ciało różowym promieniem
Przenika w moje oczy! Światłem przepasana
Ponad rozpaczą ziemską i nad ziemskim cieniem.

Towarzyszko serdeczna krwawego pochodu
Przez kraj ognia i wojny, powietrza i głodu,
Oby serc nam nie zmogły wołania niczyje!

Abyśmy, w młodym lecie brodząc po kolana,
Mówili, blask z niebiosów pijąc jak ze dzbana:
Posłuchaj, ludzkość żyje, nasza radość żyje.

(1944)

Película completa (Antes de la lluvia, 1994)

Ingeborg Bachmann

1926-1973, Austria

Trad. Jan Pohl

La linea de la vida

Soñaba de noche

Pues soñaba esta noche
que alguien leía en mi mano que era corta
interrumpida, había un corte, y vi una
dos muertes tres muertes, todas
muertes
y por la mañana me puse el trapo mojado
en este lugar, abrí la ventana
y me dio en este lugar
me hice una infusión y me
dio también en este lugar, todo
tocaba este corte y
así lo vi despierta:

Quiero desmoronarme como vestido viejo
quebrantarme en las articulaciones
arrugarme, como se arruga la manzana, volverme pequeña decrépita y
gris como una piedra y, un día, tumbarme,
encorvada, debajo de una raíz y reírme
de todas las muertes y sin violencia, extinguirme,
de manera que, apenas perciba dónde empiezo
a acabar, y dónde acabo de pertenecer

Obras de Agostino Arrivabene

Tłum. Ada Trzeciakowska

Linia życia

Nocami śnię o niej

Tej nocy śniłam
że wyczytano z mojej dłoni, że jest krótka,
przerwana, i jest na niej skaleczenie, i ujrzałam jedną,
dwie trzy śmierci, wszystko
martwe
rano zaś przycisnęłam wilgotną szmatkę
do tego miejsca, otworzyłam okno,
i to też wiązało się z tym miejscem
zrobiłam herbatę, i to też
wiązało się z tym miejscem, wszystko
odnosiło się do tego skaleczenia i
oto co ujrzałam po przebudzeniu:

Chcę rozpaść się jak stara sukienka
stać się krucha w stawach
pomarszczyć się, pomarszczyć niczym jabłko, stać się mała
zniedołężniana szara jak kamień i, któregoś dnia, zgięta,
położyć się pod korzeniami i śmiać się
z tych wszystkich śmierci i niegwałtownie zgasnąć
tak, bym ledwie spostrzegła, gdzie zaczynam
ustawać i gdzie ustając przynależę

Transl. Peter Filkins

The Life line

Each night I dream of it.

Tonight I dream of it.
In my hand I see something, the line short,
broken off, ripped apart, and I see one,
two deaths, three deaths, everything
dead
and in the morning I press the damp cloth
on the spot. I open the window,
that also relates to the spot.
I set out the tea, that also
relates to the spot. Everything
connects to this severing, and
thus I see while awake:

I want to collapse like an old dress,
to have fragile joints,
to shrivel up, shrivel like an apple, to become
small, ancient and stone gray, and one day bend over
to lie beneath a root and laugh at
all the deaths and expire, not violently,
so that I hardly notice where I begin
to cease, where I cease, then belong.

Die Lebensliene

(…)
Ich will zerfallen wie ein altes Kleid an den Gelenken brüchig werden
schrumpfen, so schrumpft der Apfel, klein uralt und steingrau
werden und eines Tags gebückt mich
unter eine Wurzel legen und lachen
aller Tode, und nicht gewaltsam, auslöschen
so daß ich kaum merk, wo ich anfang
aufzuhören, wo ich aufhöre, anzugehören