Jorge Urrutia

1945 – , España (Madrid)

El humo de Ítaca

¿Hay un hogar? ¿Se parte de algún sitio?
Siempre de las ruinas, pero exigen
las ruinas hogar un día construido.
Se parte de algún sitio, del derrumbe
del manto, de la saya
caída,
de la camisa rota,
del ánimo cortado por no se sabe qué,
por no se sabe quién.
Y se encamina uno hacia el pasado.

Fotogramas de Eleni y Viaje a Citera de Theo Angelopoulos 

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dym Itaki

Czy istnieje dom? Skąd wyruszamy?*
Od zgliszczy zawsze, lecz zgliszczom
trzeba domu wpierw postawionego.
Czy wyruszamy skądś począwszy od rozpadu
schronienia, od opadłej
szaty,
od rozdartej koszuli
od ducha ściętego przez niewiadome coś,
przez nie wiadomo kogo.
I bierzemy kurs na przeszłość.

*czasownik partir posiada wiele znaczeń, brać początek, zaczynać, dzielić, ale też wyruszać.


Entrevista con Jorge Urrutia en Poesía Exterior

Adam Górski

1976 – , Polonia (Cracovia)

Trad. Ada Trzeciakowska

***

pájaros junto a la iglesia donde
un perro viejo lleva
la prole de los sueños, una vista
a la pared opuesta:
protégeme ciudad lágrima
y comprende; llevo en mí
tus anillos desintegrándose,
tu sol desintegrándose
protégeme
y guíame,
desierto en los ojos de los iconos,
ermita de la escoria
y de las azules túnicas
de los santos

Palermo 2017

Fotograma de The hand of God de Paolo Sorrentino

***

ptaki koło kościoła, gdzie
stary pies nosi
pomiot snów, widok
na przeciwległą ścianę:
chroń mnie miasto łzo
i zrozum; mam w sobie
twoje rozpadające się słoje,
twoje rozpadające się słońce
chroń mnie
i prowadź
pustynio w oczach ikon,
pustelnio śmieci
i błękitnych szat
świętych

Palermo 2017

Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

lapidarium

Los condujo fuera de las arenas ardientes en medio del infierno
-ahora esperan pacientes a que el viento haga retroceder los ríos-.
En ninguna provincia queda lugar para los elefantes sagrados,
sus hembras preñadas y sus parientes de alta cuna.

Con la edad, la impotencia va en aumento, se pierden lugares
seguros. Y aunque la ciudad es siempre la capital de su pena,
para ellos iba a ser un lugar donde fuera posible multiplicar
la felicidad, perdonar a los pájaros malditos, bendecir la tierra.

Ciudad muda como un camposanto con los enlutados inclinados.
Todo estancado, los elefantes sagrados se van petrificando despacio
y no habrá nadie que dé testimonio del milagro del nacimiento,
del dolor breve y bello. La gracia se aleja, como el último aliento.

lapidarium

Wyprowadził je z rozżarzonego piachu w sam środek
piekła – teraz czekają cierpliwie, aż wiatr zawróci rzeki.
W żadnej z prowincji nie ma miejsca dla świętych słoni,
ich brzemiennych samic i wysoko urodzonych krewnych.

Z wiekiem przybywa bezradności, ubywa bezpiecznych
miejsc. I chociaż miasto jest zawsze stolicą jego smutku,
dla nich miało być miejscem, w którym uda się rozmnożyć
szczęście, ułaskawić wyklęte ptaki, poświęcić ziemię.

Miasto ciche jak cmentarz, żałobnicy pochyleni, milczący.
Wszystko stoi w miejscu, święte słonie zastygają powoli
i nie będzie komu zaświadczyć o cudzie narodzin, o bólu
krótkim i pięknym. Łaska oddala się, jak ostatni oddech.



Joanna Żabnicka

1989 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Lo que queda

Cariño, abre la ventana -dice
desde la cocina-. La entreabre,
pero no oye nada más, porque la voz
no se repite, y en los oídos
explotan las ortigas.
Pero la ventana ha sido abierta, un remolino de semillas
ha habitado la casa, estalla una y otra vez. Pero la ventana
se ha quedado, entreabre el gesto, acompaña
al sonido hasta el infinito.
Los cuerpos nunca aparecieron, no los buscaron.

Fotos propias

Co zostaje

Kochanie, otwórz okno – mówi
z kuchni. Uchyla,
ale nie słyszy już niczego więcej, bo glos
się nie powtarza, a w uszach
eksplodują pokrzywy.
Ale okno zostało otwarte, dom zamieszkuje
zawierucha nasion, wybucha raz po raz. Ale okno
zostało, uchyla gest, odprowadza
dźwięk w nieskończoność.
Ciał nigdy nie znaleziono, nie szukano.