Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

6

«¿Qué te aportan estos poemas?» – pregunta mi hija. » ¿Algunos
superpoderes?» Sin saber qué responder, aseguro el

pozo cubriéndolo con una lámina de eternit. Antes
bajo el cubo a la profundidad de mi corazón.

De Perceptible e invisible

Collage propio a partir del video de Deep Dish Say Hello

6

„Co ci dają te wiersze?» – pyta córka. „Jakieś
supermoce?» Nie wiem, co odpowiedzieć, zabezpieczam

studnię, zakrywając ją taflą eternitu. Wcześniej
opuszczam wiadro na głębokość serca.

Z Widoczna i niewidzialna

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

ROTONDA (Rondó)

Agua humeante de la piscina, un ojo de vidrio -la puerta-.
Detrás el cruce y el acero. De este lugar
todavía puedo sacar algo, de esta mirada,
de los árboles que encalvecen: tiraba el balón a los chavales,
columpiaba a los niños risueños, me adhería al viento.
Me propuse no jurar nunca hacer promesas
Como voy a morir, no debo amar.
Como amo, no debo morir.
Ahora observo cómo el tiempo se ablanda, la pantalla sobre el agua
marca cada vez menos grados en el exterior.
En un momento volveremos, nos rodeará el duro aire.
Subiremos al coche mi hija y yo, ella cansada
de tanto empujar el agua pesada, clorada
se quedará dormida a medio camino.

Collage propio

Rondo

Parująca woda basenu, przeszklone oko – drzwi.
Za nimi skrzyżowanie i stal. Z tego miejsca
mogę jeszcze coś wyciągnąć, z tego spojrzenia,
łysiejących drzew: rzucałem piłkę chłopakom,
huśtałem śmiejące się dzieci, przylegałem do wiatru.
Wpajałem sobie, by nigdy się nie zarzekać, nie przysięgać.
Skoro umrę, nie powinienem kochać.
Skoro kocham, nie powinienem umierać.
Teraz patrzę, jak mięknie czas, wyświetlacz nad taflą
wskazuje coraz niższą temperaturę na zewnątrz.
Za chwilę powrócimy, otoczy nas twarde powietrze.
Wejdziemy z córką do auta, która zmęczona
odpychaniem ciężkiej, chlorowanej wody
zaśnie w połowie drogi

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Caso (Casualidad)

Ya hace demasiado frío para leer. Cierro los ojos
frente este lugar, un mundo gobernado por
gente fea y desconocida, me acerco al radiocasete
y bajo la música. No puedo sentirme feliz
porque no puedo estar en otro lugar que no sea éste.
Que estoy enfermo, me di cuenta cuando
me desperté junto a la ventanilla del autobús en que
recorría por las noches de punta a punta esta ciudad
que respira silenciosamente, oscura como el hígado.

Przypadek

Jest już za zimno, żeby czytać. Zamykam oczy
nad tym miejscem, światem, którym rządzą
brzydcy, obcy mi ludzie, podchodzę do magnetofonu
i ściszam muzykę. Nie mogę czuć się szczęśliwy,
bo nie potrafię być w innym miejscu niż tu.
Że jestem chory, uświadomiłem sobie, gdy
przebudziłem się przy szybie autobusu, którym
wieczorami jeździłem z końca w koniec tego cicho
oddychającego, ciemnego jak wątroba miasta.

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

separación

Llevo aquí un rato tumbado sobre una esterilla
junto al agua del lago centelleando entre las ramas,
bajo un sol blanco y circular. 

(Quería respirar con cordura. Percibir los hilos
de luz con los que se mueve el mundo.
Creía que al amar me desplazaba,

y él cesaba para no delatarme. No obstante, veo
cuán falsas son mis manos y ojos, amo
con un amor que me empequeñece y humilla).

Hace fresco, me levanto del suelo
como si fuera mi cuerpo. El viento sopla fuerte
y el álamo verde de golpe se vuelve blanco.

Obra de Alexandra Levasseur

rozstanie

Jestem tutaj chwilę, leżę na karimacie
nad wodą jeziora mrugającą w gałęziach,
pod słońcem białym i obłym.

(Chciałem oddychać mądrze. Dostrzec żyłki
światła, za które pociągany jest świat.
Myślałem, że gdy kocham, przenoszę się,

a on ustaje, by mnie nie zdradzić. Widzę jednak,
jak mam nieprawdziwe ręce i oczy, kocham
miłością, która mnie pomniejsza i poniża).

Chłodno, wstaję z ziemi
jak ze swojego ciała. Zrywa się wiatr
i zielona topola staje się nagle biała.

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Gama

El sol agujerea la nube, se derrama sobre la pradera.
El viento recoge del aire torpes pájaros,
en el fango de la orilla, el barco hace agua
opaca en la que aplaude el pasado.

No me mata el amor,
la muerte no me asusta.
Soy ellos yo mismo.

Gama

Słońce dziurawi chmurę, wylewa się na łąkę.
Wiatr zrywa z powietrza ociężałe ptaki,
w błocie przy brzegu łódź nabiera matowej
wody, w której klaszcze przeszłość.

Nie zabija mnie miłość,
nie przeraża śmierć.
Bo sam nimi jestem.