Boleslav Prus

1847-1912, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

La muñeca

Antes, hace diez años, hace un año, ayer todavía, paseando por las calles no encontraba en ellas nada especial. La gente merodeaba, los carruajes circulaban, las tiendas abrían sus acogedores brazos a los transeúntes. Pero ahora se había apoderado de él una nueva sensación. Cada indigente le parecía una criatura que pedía a gritos ser rescatada, tanto más fuerte que no decía nada, limitándose a lanzar miradas temerosas como aquel caballo con la pierna rota. Cada mujer pobre le parecía una lavandera que, con sus manos destruidas por el jabón, mantiene a su familia al borde de la pobreza y la ruina. Cada miserable niño le parecía condenado a una muerte prematura o a pasar los días y las noches en un vertedero de la calle Buena.
Y no sólo le preocupaban las personas. Sentía la fatiga de los caballos que tiraban de los pesados carros y el dolor de sus cuellos rozados hasta el hueso por las riendas. Sentía la ansiedad del perro que ladraba en la calle habiendo perdido a su amo, y la desesperación de aquella perra flacucha de ubres caídas que corría en vano de alcantarilla en alcantarilla buscando comida para ella y sus cachorros. Además, para aumentar su sufrimiento, le dolían los árboles pelados de su corteza, los adoquines como dientes reventados, la humedad en las paredes, los muebles rotos y la ropa desgarrada.
Le parecía que cada cosa estaba enferma o herida, que se quejaba: «Mira cómo sufro…», y que sólo él oye y comprende sus quejas. Y esta capacidad especial de sentir el dolor ajeno ha nacido en él hoy mismo, hace una hora.
(…)
Y sólo hoy, cuando sacó a un hombre de su miseria con diez rublos, cuando nadie podía proclamar su nobleza ante el mundo, sólo hoy supo: lo que es un sacrificio. Sólo hoy se presentó ante sus asombrados ojos una nueva parte del mundo, desconocida hasta entonces: la miseria a la que hay que ayudar.
«Sí, ¿no he visto antes la miseria?…» – susurró Wokulski.
Y recordó filas enteras de gente harapienta y miserable en busca de trabajo, caballos flacos, perros hambrientos, árboles con la corteza pelada y las ramas rotas. Todo aquello no le había impresionado nunca. Y sólo cuando un gran dolor personal le asoló y desgarró el alma, creció en este suelo fertilizado con su propia sangre y salpicado de lágrimas invisibles para el mundo una planta peculiar: la compasión universal, que lo abarca todo: a las personas, a los animales, incluso a los objetos que llaman muertos.

Extraordinaria adaptación de la novela La Muñeca de Wojciech Jerzy Has (1968).

Lalka

Dawniej — dziesięć lat temu, rok temu, wczoraj jeszcze, przechodząc ulicami nie spotykał na nich nic szczególnego. Snuli się ludzie, jeździły dorożki, sklepy otwierały gościnne objęcia dla przechodniów. Ale teraz przybył mu jakby nowy zmysł. Każdy obdarty człowiek wydawał mu się istotą wołającą o ratunek tym głośniej, że nic nie mówił, tylko rzucał trwożne spojrzenia jak ów koń ze złamaną nogą. Każda uboga kobieta wydawała mu się praczką, która wyżartymi od mydła rękami powstrzymuje rodzinę nad brzegiem nędzy i upadku. Każde mizerne dziecko wydawało mu się skazanym na śmierć przedwczesną albo na spędzanie dni i nocy w śmietniku przy ulicy Dobrej.
I nie tylko obchodzili go ludzie. Czuł zmęczenie koni ciągnących ciężkie wozy i ból ich karków tartych do krwi przez chomąto. Czuł obawę psa, który szczekał na ulicy zgubiwszy pana, i rozpacz chudej suki z obwisłymi wymionami, która na próżno biegała od rynsztoka do rynsztoka szukając strawy dla siebie i szczeniąt. Jeszcze, na domiar cierpień, bolały go drzewa obdarte z kory, bruki podobne do powybijanych zębów, wilgoć na ścianach, połamane sprzęty i podarta odzież.
Zdawało mu się, że każda taka rzecz jest chora albo zraniona, że skarży się: „Patrz, jak cierpię…”, i że tylko on słyszy i rozumie jej skargi. A ta szczególna zdolność odczuwania cudzego bólu urodziła się w nim dopiero dziś, przed godziną.
(…)
I dopiero dziś, kiedy dziesięcioma rublami wydobył człowieka z niedoli, kiedy nikt nie mógł głosić przed światem o jego szlachetności, dopiero dziś poznał: co to jest ofiara. Dopiero dziś przed jego zdumionym okiem stanęła nowa, nie znana dotychczas część świata — nędza, której trzeba pomagać.
„Tak, alboż ja dawniej nie widywałem nędzy?…” — szepnął Wokulski.
I przypomniał sobie całe szeregi ludzi obdartych, mizernych, a szukających pracy, chudych koni, głodnych psów, drzew z obdartą korą i połamanymi gałęźmi. Wszystko to przecie spotykał bez wrażenia. I dopiero gdy wielki ból osobisty zaorał mu i zbronował duszę, na tym gruncie użyźnionym krwią własną i skropionym niewidzialnymi dla świata łzami wyrosła osobliwa roślina: współczucie powszechne, ogarniające wszystko — ludzi, zwierzęta, nawet przedmioty, które nazywają martwymi.

Boleslav Prus

1847-1912, Polonia

Faraón

“¡Celebra el día alegre, oh Nefarhotep, varón de manos límpidas! Yo sé todo lo que sucedió a tus antepasados: sus murallas se desmoronaron, ya no existen las ciudades y ellos mismos existen como si jamás hubiesen existido. Nadie regresa de allí; nadie ha podido decirnos cómo se encuentran. Y así será hasta que vosotros mismos os acerquéis al lugar donde ellos permanecen”.
—¿Has visto tú alguna vez un mar apacible?… —preguntó Menes a Pentuer—. Verdad que es aburrido, como la imagen de un sueño donde no se sueña nada. Pero cuando el viento ara la plana superficie, cuando una ola cae en el abismo y la otra se eleva, cuando en su superficie juguetean las luces y desde la profundidad se dejan oír las voces terribles o quejumbrosas, entonces el mar se vuelve bello. Así mismo sucede con el río. Mientras fluye siempre en una sola dirección parece muerto; pero cuando gira a izquierda y a derecha adquiere encanto. Y lo mismo sucede con las montañas: la elevación uniforme es monótona, pero las cimas disparejas y los barrancos profundos son hermosos…
Cantaba el sacerdote: “Echa mirra sobre tu cabeza, vístete con delicadas telas y ponte ungüentos divinos. Vístete tan bellamente como puedas y no permitas a tu corazón desanimarse. Vive para el placer mientras te encuentres en la tierra; no entristezcas tu alma antes de que llegue el día de los pesares”.
—Otro tanto sucede con la vida humana —continuó Menes—. Los placeres son como las olas y las cimas de los montes; los sufrimientos, como las profundas quebradas y los abismos. Y todos ellos hacen que la vida sea bella, ya que la esculpen como a la desgarrada cadena de montañas del este, a las que miramos con admiración.

Magnífica estéticamente, minimalista y sobria adaptación de la novela Faraon de Jerzy Kawalerowicz (1966), nominada al Oscar y a la Palma de Oro. Se puede ver en Filmin.

Faraon

— „Święć wesoły dzień, o Nefarhotep, mężu z czystymi rękoma! Ja wiem wszystko, co się stało przodkom twoim: ich mury rozpadły się, miast już nie ma, a oni sami są, jakby ich nie było nigdy. Nikt nie przychodzi stamtąd, kto by nam powiedział, jak się miewają, i serca nasze ucieszył. I tak będzie, dopóki sami nie zbliżycie się do miejsca, gdzie oni poszli.”
— Widziałeś ty kiedy spokojne morze?… — odezwał się Menes do Pentuera. — Prawda, jakie ono nudne, niby obraz snu, w którym się nic nie śni? Dopiero gdy wicher zaorze gładką powierzchnię, gdy jedna fala spada w otchłań, a druga podnosi się, gdy na powierzchni zagrają światła, a z głębi odezwą się groźne lub jękliwe głosy, wówczas morze robi się pięknym. Tak samo z rzeką. Dopóki płynie ciągle w jednym kierunku, wygląda martwo; lecz gdy skręca się na lewo i na prawo — nabiera wdzięku. I tak samo z górami: jednostajna wyniosłość jest nudna, ale nierówne szczyty i głębokie wąwozy są piękne…
— „Połóż mirrę na głowę twoją, ustrój się w cienkie płótna i namaść się boskimi darami — śpiewał kapłan. — Ubierz się pięknie, jak możesz, i nie pozwalaj upadać sercu twemu. Żyj dla rozkoszy, dopóki jesteś na ziemi, i nie zasmucaj serca, zanim przyjdzie dla ciebie dzień żalów.” — Tak samo z życiem ludzkim — ciągnął Menes. — Rozkosze są niby fale i szczyty gór, cierpienia — niby głębie i wąwozy, i dopiero wszystkie one razem sprawiają, że życie jest piękne, gdyż rzeźbi się jak poszarpany łańcuch gór wschodnich, na które patrzymy z podziwem.