Leopoldo María Panero

1948-2014, España

DIÓGENES

Ah ira de la luz, calor del excremento
que se asoma pálido a la página
en do brillan las heces, y en ellas
se disuelve el mundo
oh tú hombre que no existe
tengo hambre
de hombre, no de hombre inmundo
sino de hombre

*

«Qué inmortal mano o qué ojo
pudo crear tu aterradora simetría
»
Himno al diablo de William Blake

Cuán perfecta es la silueta del desastre
mano del diablo y de la ruina
que en el hombre escupe, y en su sombra
que puede más que el viento, y que la espuma
cruel sobre la página
de la saliva.

*

Oh hipócrita lector, qué hay en mí que en ti
no haya, cuál de los dos es más canalla
qué oscuro perfil en el marfil se cincela
para acabar de una vez con el hombre:
después de muerto Dios, muerto está el hombre.

*

Oh marfil de la crueldad
perfecta crueldad de la sombra
en que desaparece el hombre
y la nada sobre la nada se construye
en un palacio en donde no está el hombre.


*

«La luz que nunca sufre»
PEDRO SALINAS

Capturar al hombre
en la red del espejo
donde la nada reina
sobre el crepúsculo del viento.

*

Te esperaré hasta el amanecer
y lloraré cuando vengas
de haber llorado
de haber rezado al silencio
por haber llorado
por despedazarme otra vez
oh violeta pálida del silencio
oh colorido azul de la nada
único asesino, único resplandor
victoria pálida del silencio pálido
(Carnero lo dijo
                  en un mundo sin nada).

*

Ah, sol de la ceniza
de la ceniza al viento enredada
oh sombrero para el viento
para aullar en la manada.

*

El poema es sólo un fonema
a cuyos dientes la sombra de Cravan
enferma
en el aliento de otros ojos.

*

Y el poema
es sólo espuma contra el viento
espuma en la boca, últimos sonidos
antes que por la boca
se vaya el alma.

de Erección del labio sobre la página (2004)

Cuadro de Zdzisław Beksiński

Tłum. Ada Trzeciakowska

DIOGENES

Ach gniewie światła, cieple ekskrementów
które blade pojawiają się na stronie
gdzie błyszczą odchody, a w nich
rozpuszcza się świat
oh człowieku ty, który nie istniejesz
czuję głód
człowieka, nie człeka plugawego
lecz człowieka

*

«Jaka nieśmiertelna ręka lub oko
mogła stworzyć twą przerażającą symetrię
«.
Hymn do diabła autorstwa Williama Blake’a

Jakże doskonała jest sylwetka nieszczęścia
ręka diabła i zniszczenia
który w człowieka pluje, a w jego cieniu
mogącym więcej niż wiatr, więcej niż piana
okrutna na stronie
śliny.

*

O obłudny czytelniku, co jest we mnie, czego w tobie
nie ma, który z nas jest bardziej niegodziwy
jaki ciemny profil w kości słoniowej jest ryty
aby rozprawić się z człowiekiem raz na zawsze:
po tym jak umarł Bóg, martwy jest człowiek.

*

O kości słoniowa okrutności
doskonałej okrutności cienia
w którym człowiek znika
i nicość na nicości się wznosi
w pałacu, w którym nie mieszka człowiek.

*

Światło, które nigdy nie cierpi
PEDRO SALINAS

Schwytać człowieka
w sieci lustra
gdzie króluje nicość
nad zmierzchem wiatru.

*

Będę cię czekał aż po świt
i zapłaczę, gdy nadejdziesz
za sprawą przelanych łez
za sprawą modlitw do ciszy
za przelane łzy
za rozdarcie mnie znów na strzępy
o blady fiołku ciszy
oh barwny błękicie nicości
jedyny zabójco, jedyny blasku
blada wiktorio bladej ciszy
(Carnero powiedział to
                      w świecie bez nicości).

*

Ach, słońce z popiołów
z popiołów w wiatr zaplątanych
oh kapeluszu dla wiatru
by zawyć stadnie.

*

Wiersz jest tylko fonemem
w którego zębach cień Cravana
choruje
w oddechu innych oczu.

*

A wiersz
to tylko piana na wietrze
piana w ustach, ostatnie dźwięki
nim ustami
ucieknie dusza.

*

Y el poema
es sólo espuma contra el viento
espuma en la boca, últimos sonidos
antes que por la boca
se vaya el alma.

Pedro Salinas

1891-1951, España

La voz a ti debida (33)

No, no te quieren, no.
Tú sí que estás queriendo.

El amor que te sobra
se lo reparten seres
y cosas que tú miras,
que tú tocas, que nunca
tuvieron amor antes.
Cuando dices: «Me quieren
los tigres o las sombras»,
es que estuviste en selvas
o en noches, paseando
tu gran ansia de amar.
No sirves para amada;
tú siempre ganarás,
queriendo, al que te quiera.
Amante, amada no.
Y lo que yo te dé,
rendido, aquí, adorándote,
tú misma te lo das:
es tu amor implacable,
sin pareja posible,
que regresa a sí mismo
a través de este cuerpo
mío, transido ya
del recuerdo sin fin,
sin olvido, por siempre,
de que sirvió una vez
para que tú pasaras
por él —aún siento el fuego—
ciega, hacia tu destino.
De que un día entre todos
llegaste
a tu amor por mi amor.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Głos dzięki tobie (33)

Nie, nie kochają cię, nie.
Ty, owszem kochasz.

Miłością, która cię przepełnia
Dzielą się stworzenia
I rzeczy, na które patrzysz,
dotykasz, a które nigdy
Nie doznały jej dotychczas.
Kiedy mówisz: „Kochają mnie
Tygrysy albo cienie”,
dlatego że bywałaś w dżunglach
Albo nocach, chełpiąc się
Twoją wielką potrzebą miłości.
Nie nadajesz się na ukochaną;
Zawsze wygrasz,
Kochając, tego kto cię pokocha.
Kochanka, ale nie ukochana.
A to co mógłbym dać ci ja,
Pokonany, u twych stóp.
sama sobie dajesz:
To twoja niepokonana miłość,
Zawsze nieparzysta,
powracająca do siebie samej
Poprzez to ciało
Moje, przeżarte
Wspomnieniem bez końca,
Nie do zapomnienia, wiecznym,
O chwili gdy posłużyło ci raz
Kiedy przeszłaś
Przez nie -wciąż czuję ogień-
Ślepa, ku twojemu przeznaczeniu.
I gdy pewnego dnia
Dotarłaś
Do swojej miłości poprzez moją.

Fotografías de Kansuko Yamamoto y Walter Chappel

Pedro Salinas

Perdóname si tardo algunos años

Fragmento

He mirado las manos, muchas manos.
Las manos son muy grandes y se puede
dejar a un ser entero en unas manos,
lo mismo que se deja
nuestro futuro si tenemos fe,
en nombres de dos sílabas abiertas.
Pero las manos casi nunca saben
estar abiertas, siempre tienen ansia
de apresar, de cerrarse, haciendo suyo
eso que en ti no quiere ser de nadie
y que igual que los ampos de la nieve
a mí se me deshizo entre los dedos
por quererlo guardar. No encontré unas
que supieran estarse, invariables,
tal como tú las quieres, todas palma,
como están las llanuras para el cielo
que en ellas vive eternamente libre,
entregado a su azul.
Y además en las palmas
hay líneas extrañas
que marcan rumbos y que trazan sinos,
que no entendemos bien. Y si te dejo
quiero dejarte en algo
tan terso como un lago
antes del primer viento de este mundo,
donde tú sola inventes tu destino.
Unas manos conozco
donde podrías descansar a gusto,
si no fueran las mías. ¡Sí, qué sueño
entregarte a mis manos,
como si fueran otras, y otro yo!

Mi videopoema, adaptación de este fragmento del texto de P. Salinas
Wybacz mi jeśli zajmie mi to kilka lat

Tłum. Ada Trzeciakowska

Oglądałem ręce, tak wiele rąk.
Ręce są bardzo przepastne i można
rękom powierzyć istotę kompletną,
prawie jak powierza się
przyszłość, jeśli pokładamy ufność,
w nazwy o dwóch sylabach otwartych.
Jednak ręce tak nieczęsto potrafią
pozostawać otwarte, zawsze pragną
zacisnąć się, zamknąć, uczynić własnym
to co w nas nie chce być niczyje
i co zupełnie jak płatek śniegu
rozpłynęło się między palcami kiedy
chciałem to zachować. Nie ma rąk
które umiałyby trwać sobie, niezmienne,
twoje upragnione, całkiem tylko dłonie
tak jak istnieją równiny dla nieba
które w nich żyje się wiecznie wolne,
oddane błękitowi.
Nadto na dłoniach
są pewne dziwne linie
które znaczą kursy i kreślą losy,
niezrozumiale. I jeśli im Cię powierzę
chciałbym oddać cię
im gładkim jak jezioro
przed pierwszym powiewem tego świata,
byś wymyśliła tam twe przeznaczenie.
Znane są mi te ręce
mogłabyś tam odpoczywać do woli,
gdyby nie były moje. Cóż za marzenie
oddać cię w me ręce,
jakby były inne, jakby innym był ja!

Wideopoezja