Piotr Szewc

1961 – , Polonia (Zamość)

Trad. Ada Trzeciakowska

BUSCANDO A SPINOZA

Allí donde Spinoza escondió a Dios
a buen seguro encontró para sí mismo un sitio
junto con las palomas sobre Zamość*
aparta las nubes toca la luz debajo de la hoja
de la bardana se ha sumado a la procesión de
las hormigas con un topo desciende bajo tierra
para explorar lo invisible para los ojos
y junto con sus abejas siervas adora a
una rosa acaba de adherirse a un panal de miel ahora

*Zamość es una ciudad del sureste de Polonia. El centro histórico se incluyó en la lista de ciudades Patrimonio de la Humanidad de la Unesco. Fue fundada en el año 1580 por el Canciller y Hetman -jefe del ejército de la República de las Dos Naciones (formada por Polonia y Lituania) Juan Zamoyski-, en la ruta comercial que unía Europa del Oeste y del Norte con el Mar Negro. Modelada a semejanza de las ciudades comerciales italianas y construida durante la época barroca por el arquitecto Bernardo Morando, nativo de Padua, Zamość sigue siendo un ejemplo de ciudad del Renacimiento de finales del siglo XVI que mantiene su disposición original y sus fortificaciones y un buen número de edificaciones que combinan la arquitectura italiana y la tradicional centroeuropea. En 1822, unos 2.500 judíos vivían en Zamość (55% de la población total); para 1890 el porcentaje era de un 62%. Se concentraban en el comercio y abastecimiento de las barracas militares de Zamość. En 1939, aproximadamente 12.000 judíos vivían en Zamość (60% la población del pueblo). En 1942, la ciudad de Zamość, debido a su fértil tierra negra, fue escogida para ser colonizada por alemanes por el Gobierno General Nazi como parte del Plan General del Este (plan nazi de colonización de los territorios ocupados de Europa Central durante la Segunda Guerra Mundial). Los invasores alemanes planearon la recolocación de al menos 60.000 personas de etnia alemana en el área antes del final de 1943 y renombraron la ciudad como Himmlerstadt (la ciudad de Himmler). En junio/julio de 1943 se realizó una operación denominada Wehrwolf I y II por la que cerca de 110.000 personas de 297 aldeas fueron enviadas a campos de concentración o esclavizadas en Alemania. Unos 30.000 niños fueron recolocados en familias alemanas para ser germanizados. Hasta 1943 los alemanes consiguieron asentar 8.000 colonos, número que aumentó tras las expulsiones en 1944. (Wikipedia)

Collage propio

SZUKANIE SPINOZY

Pewnie tam gdzie Spinoza ukrył Boga
sam znalazł dla siebie dobre miejsce
razem z gołębiami nad Zamościem
rozgarnia chmury dotyka światła
pod łopianem włączył się w procesję
mrówek z kretem schodzi pod ziemię
żeby badać niewidoczne dla oczu
a ze służebnicami pszczołami adoruje
różę teraz przykleił się do plastra miodu

Blanca Varela

1926-2009, Perú

MÁSCARA DE ALGÚN DIOS

Frente a mí ese rostro lunar.
Nariz de plata, pájaros en la frente.
 
¿Pájaros en la frente?
 
Y luego hay rojo
y todo lo que la tierra olvida.
Humedad con poderes de fuego
floreciendo tras las negras pestañas.
Un rostro en la pared.
Detrás del muro, más allá de toda voluntad,
más lejos todavía que mirar y callar:
¿qué?
 
¿Siempre hay algo que romper, abolir o temer?
¿Y al otro lado? ¿Al revés?
 
Vuela la mano, nace la línea,
vibrante destino, negro destino.
Por un instante la melodía es clara,
parece eterna la tarde,
purísima la sombra del cielo.
 
Vuelvo otra vez. Pregunto.
Tal vez ese silencio dice algo,
es una inmensa letra que nos nombra y contiene
en su aire profundo.
Tal vez la muerte detrás de esa sonrisa
sea amor, un gigantesco amor
en cuyo centro ardemos.
 
Tal vez el otro lado existe
y es también la mirada
y todo esto es lo otro
y aquello esto
y somos una forma que cambia con la luz
hasta ser sólo luz, sólo sombra.

Máscara del dios Inti

Tłum. Ada Trzeciakowska

MASKA JAKIEGOŚ BOGA

Na wprost mnie lunarna twarz.
Srebrzysty nos, na czole ptaki.
 
Na czole ptaki?
 
A potem czerwień
i wszystko, o czym zapomina ziemia.
Wilgoć z potęgą ognia
kwitnąca za czarnymi rzęsami.
Twarz na ścianie.
Za murem, poza wszelką wolą,
dalej jeszcze niż spojrzenie i milczenie:
co?
 
Zawsze jest coś, co trzeba przełamać, obalić, czego się lękać?
A po drugiej stronie? Na odwrót?

Ręka leci, rodzi się linia,
wibrujący los, czarny los.
Przez chwilę melodia jest wyraźna,
wieczór wydaje się wieczny,
cień nieba najczystszy.
 
Wracam raz jeszcze. Pytam.
Może ta cisza mówi coś,
jest ogromną literą, która określa nas i zawiera
w głębi swego powietrza.
Może śmierć, skryta za tym uśmiechem
to miłość, gigantyczna miłość
w sercu której płoniemy.
 
Może druga strona istnieje
i istnieje też spojrzenie
i to wszystko jest tym drugim
a tamto tym
a my jesteśmy formą zmieniająca się ze światłem
aż staniemy się światłem ledwie, ledwie cieniem.

Blanca Varela

1926-2009, Perú

es fría la luz

es fría la luz de la memoria
lo apenas entrevisto brilla con insistencia
gira buscando el casco de botella
o el charco de lluvia

tras cualquier puerta que se abre
está la luna
tan grande y plana
tan fuera de lugar
como si de un cuadro se tratara
óleo sobre el papel
endurecido por el tiempo

así cayeron en la mente
formas y colores
casualidades
azar que anuda sombras
vuelcos en la negra marmita
donde a borbotones
se cuecen gozo y espanto

crece el yeso de un cielo
mil veces lastimado
mil veces blanqueado
se borra el mundo y se vuelve a escribir
hasta el último aliento

sólo esto
eternidad aparente
mísera astilla de luz en la entraña
del animal
que apenas estuvo



Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zimne jest światło

zimne jest światło pamięci
to, co ledwo dostrzegalne, lśni z uporem 
kręci się w poszukiwaniu szkła butelki
albo kałuży deszczu

za każdymi otwierającymi się drzwiami
jest księżyc
taki duży i płaski
tak nie na miejscu
jakby był olejnym
obrazem na papierze
utwardzonym przez czas

tak powpadały do umysłu
formy i kolory
przypadki
ślepy traf, który wiąże cienie
fikołek w czarnym kotle
gdzie bulgocząc
wrą błogość i groza

rośnie tynk nieba
tysiąc razy uszkodzonego
tysiąc razy pobielonego
świat wymazuje się i pisze na nowo
aż do ostatniego tchnienia

tylko to
pozorna wieczność
żałosna drzazga światła w brzuchu
zwierzęcia
które ledwie było

Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Las palabras del poema serán como el agua
que se condensa en nubes, cae como lluvia, como nieve,
sube como rocío.
Llegará entonces a las aguas subterráneas que alimentan el árbol de la sangre.
Se irá esparciendo sobre las hojas del aliso gris y le ayudará a persistir.
Basta con que las palabras del poema sean como el agua reflejando en sí misma todo lo que existe.
Todo lo que se marcha para despertarse
dentro de algo más vasto.
La niebla entonces no será demasiado densa,
será posible divisar el contorno de otra tierra. El fondo del cielo será profundo y puro,
sin escollos ni bajíos, llevará hasta la orilla.
Que un leve oleaje golpee a los poemas,
las luces y las sombras jueguen en el fondo y nuestros cuerpos hechos de sol,
naden en la bahía, bajo el fino escamaje de los destellos.
Finalmente, las aguas recogidas en ríos regresarán de nuevo a los mares
de los que salimos.
Un día se evaporaron de ellos. Dejaron sal.  

Fotos propias, río Vísula y albufera de Przysiek

***

Słowa wiersza będą jak woda,
co zagęszcza się w chmury, opada jako deszcz, jako śnieg,
podnosi się jako rosa.
Wtedy dotrze do wód gruntowych, zasilających drzewo krwi.
Będzie rozpryskiwać się na liściach szarej olchy, pomoże jej trwać.
Wystarczy, że słowa wiersza będą jak woda odbijająca w sobie wszystko, co jest.
Wszystko, co odchodzi, ażeby się przebudzić
w czymś większym.
Wtedy mgła nie będzie zbyt gęsta,
pozwoli uchwycić zarysy innego lądu. Dno nieba będzie czyste, głębokie,
bez raf i płycizn, poprowadzi pod brzeg.
Niech będzie przy wierszach trochę przyboju,
gra światła i cienia na dnie, nasze ciała zrobione ze słońca,
kiedy pływamy w zatoce, pod drobną łuską lśnień.
W końcu wody zebrane w rzeki wrócą z powrotem do mórz,
z których wyszliśmy.
Kiedyś z nich wyparowały, pozostawiając sól

z tomiku Nawigacje

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Dama de blanco

el poema es mi cuerpo
esto la poesía
la carne fatigada
el sueño el sol
atravesando desiertos
los extremos del alma se tocan
y te recuerdo Dickinson
precioso suave fantasma
errando tiempo y distancia
en la boca del otro habitas
caes al aire eres el aire
que golpea con invisible sal
mi frente
los extremos del alma se tocan
se cierran se oye girar la tierra
ese ruido sin luz
arena ciega golpeándonos
así será ojos que fueron boca
que decía manos que se abren
y se cierran vacías
distante en tu ventana
ves al viento pasar
te ves pasar el rostro en llamas
póstuma estrella de verano
y caes hecha pájaro
hecha nieve en la fuente
en la tierra en el olvido
y vuelves con falso nombre de mujer
con tu ropa de invierno
con tu blanca ropa de
invierno
enlutado

Fotos de Laura Makabresku

Maravilloso biopic de Terence Davis.

Trad. Ada Trzeciakowska

Dama w bieli

wiersz jest moim ciałem
a poezja to
zmęczone ciało
sen słońce
przemierzające pustynie
końce duszy stykają się
i pamiętam ciebie Dickinson
śliczny delikatny błędny
duchu czas i przestrzeń
zamieszkujesz na ustach innych
opadasz z powietrzem jesteś wiatrem
co smaga niewidzialną solą
czoło moje
końce duszy stykają się
zwierają się słychać obroty ziemi
ten łoskot bez światła
ślepy piach chłoszczący nas
tak stanie się oczami, które były ustami
mówiącymi dłonie, które otwierają się
i zamykają puste
daleka w twoim oknie
widzisz jak przetaczają się wichry
widzisz siebie niknącą twarz pośród płomieni
pośmiertna letnia gwiazdo
i opadasz jako ptak
jako śnieg na źródło
na ziemię w zapomnieniu
by powrócić pod przybranym kobiecym imieniem
w zimowym stroju
w twoich białych sukniach
na zimę
w żałobie

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Strip tease

quítate el sombrero
 si lo tienes
quítate el pelo
que te abandona
quítate la piel
las tripas los ojos
 y ponte un alma
si la encuentras

Fotos de René Groebli (1927 – , Suiza)

Trad. Ada Trzeciakowska

Strip tease

zdejmij kapelusz
jeśli go masz
ściągnij włosy,
które cię opuszczają
zdejmij skórę
trzewia oczy
i załóż duszę
jeśli ją znajdziesz

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Divertimento

Playa nocturna
donde el sol llega caminando sobre sus manos,
fresco, cabalgando como el viejo caballo de la plaza
todo de madera y rojo,
como un campanario sobre el mar y sus estatuas,
claros apóstoles con la boca abierta
y el paladar negro de tanto hablar con Dios
y de beberlo en la mañana
a verdes tragos,
sorprendiéndolo entre las gaviotas,
porque él es el pingüino macho de ojos salados
o la vieja tortuga
cuyo amor ilumina el bosque.

Y llega el sol
y el dolor en la playa es una mujer con barbas,
el esfuerzo pasado,
y no este piano en la arena
ni Mozart desnudo
como una niña arrebatada y libre
jugando al escondite con su sombra
y con la sombra de todos
y con la muerte
que se deshace en sonrisas en este falso jardín,
en el único día,
el inesperado,
el que cae como una manzana sobre la cabeza.

¡Voilà! Soy dulce, dice,
pero mañana romperemos el espejo,
robaremos al ladrón,
educaremos al demonio,
y el tiempo vuela,
y Mozart vuela
y no vuelve sino a oscuras
espectral y terrible
en asambleas de hombres tristes.

Escuchemos al caballo,
matemos al apóstol,
y amémonos sólo así,
con la boca abierta y tan jóvenes,
estudiando al pingüino,
muy lejos del tormento
y del cielo colosal e inflexible.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro

Trad. Ada Trzeciakowska

Divertimento

Nocna plaża
dokąd słońca dociera spacerując na rękach,
rześkie, podrygując jak stary koń z placyku
cały z drewna i czerwony,
jak dzwonnica nad morzem i jej posągi,
świetliści apostołowie o otwartych ustach
y czarnych podniebieniach od długich rozmów z Bogiem
i od spijania go o poranku
zielonymi łykami,
zaskoczywszy go wśród mew,
bo jest on pingwinem rodzaju męskiego o słonych oczach
lub starym żółwiem,
którego miłość rozświetla las.

I dociera słońce
i ból na plaży jest kobietą z brodą,
minionym wysiłkiem,
a nie tym pianinem na piasku
ani nagim Mozartem
jak dziewczynka rozgrzana i wolna
bawiąca się w chowanego ze swoim cieniem
i z cieniem wszystkich
i ze śmiercią
która rozdaje uśmiechy w tym sztucznym ogrodzie,
tego jedynego dnia,
niespodziewanego,
który spada na głowę jak jabłko.

Voilà! Jestem słodka, mówi,
ale jutro potłuczemy lustra,
okradniemy złodzieja,
wychowamy demona,
a czas frunie,
i Mozart frunie
i wraca dopiero po zmroku
podobny do widma i straszny
na zgromadzeniach ludzi smutnych.

Posłuchajmy konia,
zabijmy apostoła,
i miłujmy się tak,
z otwartymi ustami i tacy młodzi,
ucząc się pingwina,
daleko od burzy
i przepastnego i nieugiętego nieba.

Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Cuando ya el torrente de cascotes y lodo que se desliza por la ladera
haya desgarrado el manto aluvial -la vida- y nos mezcle con el barro
y las piedras,

te reconoceré por la raíz, por la diminuta roya en el limbo de la hoja pinada.
Te reconoceré por la semilla y las trazas de hoja,
por la escama que protege la yema hibernando:

y te besaré
con labios de tierra

Fotografías impresas sobre las hojas por Hiro Chiba

***

Gdy już sunący zboczem gruzowo-błotny strumień
rozerwie tę aluwialną pokrywę, życie, i wymiesza nas z gliną
i kamieniami,

poznam cię po korzeniu, po drobnej rdzy na blaszce pierzastego liścia.
Poznam cię po nasieniu i liściowych bliznach,
po ochronnej łusce na zimującym pąku –

będę całować cię
wargami z ziemi