Piedad Bonnett

1951 – , Colombia

IDA Y REGRESO

Allá arriba todo tiene un aire de irrealidad
y tú vuelves y te preguntas, con ingenuidad provinciana,
cómo es posible que te sostenga el aire.
A esa pegunta suele añadirse un leve escalofrío,
un deseo de ser un pájaro real
de vuelo alto y escaso pensamiento.
Las nubes no son exactamente nubes cuando viajas.
Pueden, incluso, en ciertas circunstancias,
convertirse en incómodas metáforas.
El tiempo en los aviones se hincha como un paréntesis.
En él caben memorias,
cartas que nunca escribirás, diálogos falsos,
y esa lucidez fría que vuelve a evidenciarnos
que somos animales de tierra,
mamíferos inquietos
que en la ciudad soñada ya empezamos
a añorar nuestra casa

y al regresar a esta
a imaginarnos la ciudad soñada.

De camino a casa, Barajas 26 de enero

De vuelta a casa, Barajas 27 de enero…

Tłum. Ada Trzeciakowska

TAM I Z POWROTEM

Tam wysoko wszystko zdaje się nierzeczywiste,
a ty wracasz i pytasz się, z zaściankową naiwnością,
jak to możliwe, że podtrzymuje cię powietrze.
Pytaniu zaś towarzyszy delikatne drżenie,
być ptakiem, jak on
wzbijać się wysoko a myśleć niewiele.
W podróży, chmury nie do końca są chmurami.
Czasem mogą wręcz
przybrać formę niewygodnych metafor.
Czas w samolotach puchnie jak nawiasy.
Mieści wspomnienia,
listy, których nie napiszesz, zmyślone dialogi
i lodowatą świadomość, która dowodzi,
że nasze miejsce jest na ziemi.
Jesteśmy niespokojnymi ssakami,
które w wyśnionym mieście zaczynają
tęsknić za domem

a znalazłszy się za progiem domu
żyją snem o wymarzonym mieście.

Laguna del Campillo

De camino a casa

Maria Azenha

1945, Portugal

Trad. Ada Trzeciakowska

Un número dorado por todas partes

*
Un bosque
Un barco
El recuerdo del viento
El vuelo de un pájaro
Un número dorado por todas partes

*
Afuera el viento vigila una canción demente.
Dios quiera que mi Amado no se convierta en un bandido.

*
Entrelacé mis manos y recordé tus brazos.
Mi corazón corrió a buscarte.

*
Dibujé un poema.
Lo dibujé para ti.

Te volverías loco si lo vieras.

*
Mi corazón está en llamas.
No puedo esperar a abrazarte.

Es medianoche y todavía no duermo.

*
Coso la primavera en ramas de luna nueva.
Y tu nombre se hace más grande.

*
Anoche hablamos.
Hice de tu corazón un sagrario.

Esta noche, lejos de ti, acaricio en mi mano una piedrecilla blanca.

de Bosque Blanco (2020)

Fotogramas de La metamorfosis de los pájaros de Catarina Vasconcelos (2020)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Złota liczba wszędzie

*
Las
Łódź
Wspomnienie wiatru
Lot ptaka
Złota liczba wszędzie.

*
Na zewnątrz wiatr czuwa nad obłąkaną pieśnią.
Boże spraw, by mój Ukochany nie został bandytą.

*
Splotłam dłonie i przypomniałam sobie twoje ramiona.
Moje serce pobiegło cię szukać.

*
Narysowałam wiersz.
Narysowałem go dla ciebie.

Oszalałbyś, gdybyś go zobaczył.

*
Moje serce płonie.
Nie mogę się doczekać, żeby cię objąć.

Jest północ, a ja wciąż nie śpię.

*
Wszywam wiosnę w gałęzie księżyca w nowiu.
A twoje imię rośnie.

*
Zeszłej nocy rozmawialiśmy.
Uczyniłam z twego serca tabernakulum.

Dziś w nocy, daleko od ciebie, głaszczę w dłoni biały kamyk.

Um número de ouro por toda a parte

*
Um bosque
Um barco
A lembrança do vento
O voo de um pássaro
Um número de ouro por toda a parte.

*
Lá fora o vento vigia uma canção demente.
Queira Deus que o meu Amado não se torne um bandido.

*
Entrelacei as mãos e lembrei-me de teus braços.
O meu coração foi a correr procurar-te.

*
Desenhei um poema.
Desenhei-o para ti.

Ficarias louco se o visses.

*
O meu coração está em fogo.
Não vejo hora de abraçar-te.

É meia-noite e ainda não durmo.

*
Costuro a Primavera em ramos de lua nova.
E o teu nome fica maior.

*
A noite passada falámos.
Fiz de teu coração um sacrário.

Esta noite, longe de ti, afago na minha mão uma pedrinha branca.

de Bosque Branco (2020)


Maria Azenha

1945, Portugal

Trad. Ada Trzeciakowska

LA MÁS BELLA ENTRE LOS MUERTOS

Prefiero historias sobre gente que se mata
dentro de casas entre sábanas blancas
porque tienen mucha hambre de Dios.
Una vez una criatura que dormía
vio a Dios abrir un agujero en el corazón de Marilyn.
Marilyn, llena de miedo, abrió un foso
y se escondió allí dentro.

Ahora todas las noches otros muertos
cavan muy profundo dentro de la tierra
para conocer el corazón de Marilyn.

Una noche, de nuevo en 1953, cuando Marilyn no podía dormir, llamó a Andre de Dienes, que vino e hizo estas conmovedoras fotos. Le propuso que se reunieran para hacer las fotos en algún lugar de un oscuro valle de Beverly Hills. Sin flash ni iluminación profesional, iluminó el rostro de Marilyn con el faro de su coche. Fue la primera vez que de Dienes «se encontró cara a cara con el lado oscuro de Marilyn». «Estaba sola, infeliz, al borde de la desesperación», dijo de Dienes. «Quería que fuera a buscarla. Me propuso que hiciéramos una serie de fotos con una de las oscuras calles de Beverly Hills como telón de fondo». Aunque mantuvieron el contacto hasta su muerte en 1962, aquella noche en Beverley Hills fue la última vez que la fotografió.

Pewnej nocy w 1953 roku, kiedy Marilyn nie mogła zasnąć, zadzwoniła do Andre de Dienes, który przyjechał i zrobił te przejmujące zdjęcia. Zaproponowała, by spotkali się i zrobili zdjęcia gdzieś w ciemnej dolinie w Beverly Hills. Bez lampy błyskowej lub profesjonalnego oświetlenia, oświetlił twarz Marilyn reflektorem swojego samochodu. To był pierwszy raz, kiedy de Dienes «stanął twarzą w twarz z ciemną stroną Marilyn». «Była samotna, nieszczęśliwa, na skraju rozpaczy» – powiedział de Dienes. «Chciała, żebym po nią przyjechał. Zasugerowała, że moglibyśmy zrobić serię zdjęć na tle jednej z ciemnych ulic Beverly Hills». Chociaż pozostawali w kontakcie aż do jej śmierci w 1962 roku, ta noc w Beverley Hills była ostatnią, kiedy ją sfotografował.

Tłum. Ada Trzeciakowska

NAJPIĘKNIEJSZA WŚRÓD MARTWYCH

Wolę historie o ludziach, którzy zabijają się
w domach w białej pościeli
ponieważ są tak głodni Boga.
Kiedyś śpiące dziecko
zobaczyło, jak Bóg otwiera dziurę w sercu Marilyn.
Marilyn, przerażona, otworzyła jamę
i ukryła się w środku.

Teraz co noc inni zmarli
kopią głęboko w ziemi
by poznać serce Marilyn.

A MAIS BELA ENTRE OS MORTOS

Prefiro histórias com pessoas que se matam
dentro de casas entre lençóis brancos
porque têm muita fome de Deus.
Uma vez uma criança que dormia
viu Deus abrir um buraco no coração de Marilyn.
Marilyn, cheia de medo, abriu uma cova
e escondeu-se lá dentro.

Agora todas as noites outros mortos
cavam muito fundo dentro da terra
para conhecer o coração de Marilyn.

Dan Pagis

1930- 1986, Bucovina/ Israel

Ein Leben

una mujer joven de pelo rizado, elegante,
medita mientras mira hacia afuera.
En una foto marrón.
Desde afuera la mira una nube de la tarde
del año treinta y cuatro, borrosa, fuera de foco,
pero siempre fiel. Desde adentro
yo, su hijo, de casi cuatro años, la miro,
dejo de jugar a la pelota,
salgo lentamente de la foto y envejezco,
envejezco con cuidado, en silencio,
para no asustarla.

Fotografías de Lee Friedlander

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ein Leben

W miesiącu swojej śmierci, stoi w oknie,
młoda kobieta z elegancko zakręconymi włosami,
rozmyśla spoglądając na zewnątrz.
Na fotografii koloru sepii.
Od zewnątrz patrzy na nią popołudniowa chmura
roku trzydziestego czwartego, zamazana, nieostra,
ale zawsze wierna. Od środka
Ja, jej syn, prawie czteroletni, patrzę na nią,
zostawiam piłkę,
Powoli wychodzę ze zdjęcia i starzeję się,
Starzeję się ostrożnie, po cichu,
by jej tylko nie przestraszyć.

Ein Leben

בְּחֹדֶשׁ מוֹתָהּ הִיא עוֹמֶדֶת בַּחַלּוֹן,
אִשָּׁה צְעִירָה בְּסִלְסוּל תְּמִידִי, אֵלֵגַנְטִי,
מְהַרְהֶרֶת, מִסְתַּכֶּלֶת הַחוּצָה.
בְּתַצְלוּם הַחוּם.
מִבַּחוּץ מִסְתַּכֵּל בָּהּ עָנָן שֶׁל אַחַר־צָהֳרַיִם
מִשְּׁנַת שְׁלֹשִׁים וְאַרְבַּע, מְטֻשְׁטָשׁ, לֹא בַּפוֹקוּס,
אֲבָל נֶאֱמָן לָהּ תָּמִיד. מִבִּפְנִים
מִסְתַּכֵּל בָּהּ אֲנִי, בֶּן אַרְבַּע, כִּמְעַט,
עוֹצֵר אֶת הַכַּדּוּר שֶׁלִּי,
יוֹצֵא לְאַט מִתּוֹךְ הַתַּצְלוּם וּמַזְקִין,
מַזְקִין בִּזְהִירוּת, בְּשֶׁקֶט,
שֶׁלֹּא לְהַבְהִיל אוֹתָהּ.


Maria Azenha

1945, Portugal

Trad. Ada Trzeciakowska

ESCUPÍERON AZUFRE HACIA ADENTRO DEL POEMA

En una silla de ruedas que no rodaba
vi a una mujer coronada por una montaña de nieve
Sobre la hierba de la alfombra             un niño de rodillas
con un pájaro muerto en el centro de la cabeza.
Es él quien escribe esta sucia página de tierra
con pinceladas vivas de violencia de sangre y una gacela.

No sé si Dios estaba presente o lloraba
pero las ventanas sin estrellas y esta belleza sin nexo
gritaban oro cortado entre los dedos y el sexo.
Escupieron azufre hacia adentro del poema.

Laura Makabresku

Tłum. Ada Trzeciakowska

WYPLUŁY SIARKĘ DO WEWNĄTRZ WIERSZA

Na wózku inwalidzkim nie poruszającym się
dostrzegłam kobietę ukoronowaną górą śniegu.
Na trawie dywanu           dziecko na kolanach
z martwym ptakiem pośrodku głowy.
To ono zapisuje tę brudną stronę ziemi
żywymi pociągnięciami przemocy krwi i gazelą.

Nie wiem, czy Bóg był obecny, czy płakał
ale okna pozbawione gwiazd i to piękno bez związku
krzyczały złotem ściętym między palcami a seksem.
Wyrzuciły siarkę do wewnątrz wiersza.

CUSPIRAM ENXOFRE PARA DENTRO DO POEMA

Numa cadeira de rodas que não rodava
vi uma mulher coroada por uma montanha de neve.
Na relva do tapete              uma criança de joelhos
com um pássaro morto  no centro da cabeça.
É ela que escreve esta página suja de terra
com pancadas vivas de violência de sangue e uma gazela.

Não sei se Deus estava presente ou chorava
mas as janelas sem estrelas e esta beleza sem nexo
gritaram ouro cortado entre os dedos e o sexo.
Cuspiram enxofre para dentro do poema.

Dan Pagis

1930- 1986, Bucovina/ Israel

Pájaro de invierno

Del bosque nevado llega al extremo de Manhattan
un pájaro de invierno. Lo esperé siete años
hasta esta noche clara, que congela
la silueta de los rascacielos en el horizonte.
Arribamos puntualmente al encuentro. Yo crucé el océano,
él salta sobre un cúmulo de nieve frente a mí,
me examina con la cabeza inclinada.
y dice:

Hombre torpe dudosamente vivo,
yo te hubiera hecho crecer plumas,
afilado tu pico,
te hubiera armado un esqueleto liviano y hueco.
Observa, al menos un instante, la púrpura puesta de sol.
Sabes muy bien que debes
empezar todo desde el principio.
Mira, ya te desprendiste, estás volando
a mi lado.

William Kentridge

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zimowy ptak

Z zaśnieżonych lasów dotarł na skraj Manhattanu
zimowy ptak. Czekałem na niego siedem lat
aż do tego pogodnego wieczoru, który mrozi
sylwetki wieżowców na horyzoncie.
Na spotkanie przybyliśmy punktualnie. Ja przepłynąłem ocean,
on podskakuje na zaspie naprzeciw,
patrzy na mnie z przekrzywioną głową
i mówi:

Niezdarny człowieku żyjący w zwątpieniu,
sprawiłbym byś porósł piórami,
zaostrzyłbym twój dziób,
dał ci lekki i pusty szkielet,
Spójrz, choć przez chwilę, na purpurowy zachód słońca przed sobą/
Dobrze wiesz, że musisz
zacząć wszystko od nowa.
Spójrz, już się oderwałeś, lecisz
u mojego boku.

ציפור חורף

מחורש מושלג מגיעה אל קצה מנהטן
ציפור החורף. ציפיתי לה שבע שנים
עד הערב הצלול הזה, הקופא
בצללית גורדי השחקים שבאופק.
דייקנו מאוד לפגישה. חציתי אוקיאנוס,
היא מדלגת על השלג ממול,
בוחנת אותי בראש נטוי
ופותחת:
איש מגושם, החי מן הספק,
הייתי מצמיחה לך נוצות,
מחדדת לך מקור,
בונה לך שלד קל וחלול,
התבונן, בלו רגע, בשקיעה הסגולה שלפניך.
אתה יודע יפה שאתה חייב
להתחיל הכול מאל»ף.
ראה, כבר ניתקת, אתה מתעופף
לצדי.

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

Siempre Génesis

No haber engendrado
                                también es dar.
Nadie pasa sin haber legado, nadie
            carece       de sonido.
No hay yermo estéril si alguien lo mira.
Si se oye cantar al mirlo cuando el alba
es porque un primer mirlo cantó,
                                 y fue recordado.
Si el castaño está entre nosotros
es porque hubo un primer polen,
                                 y fue recordado.
Si el tejado existe como conciencia
es porque un día hubo desnudez,
                                 y fue recordado.
Si el bajar del río es su enseñanza
es porque alguien aprendió del cauce,
                                 y fue recordado.
Las cosas significan por su memoria,
y lo que unos llaman brisa y otros alma,
otros aliento, arima, —atman, psyché,
es el soplo, el aire que empuja al mirlo
a posarse en una teja y a escuchar
como si tú llevaras la canción que le falta.

de Poesía reunida y aforismos

Fotograma de Madame Bovary de Claude Chabrol

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zawsze Genesis

Nie spłodzić nic
                                też znaczy dawać.
Nikt nie przemija nie pozostawiwszy po sobie dziedzictwa, nikt
           nie                       jest pozbawiony                      głosu.
Nie istnieje jałowa ziemia, jeśli przyciąga czyjś wzrok.
Jeśli o świcie słychać śpiew kosa
to dlatego, że pierwszy kos zaśpiewał
                                i został zapamiętany.
Jeśli kasztan rośnie obok nas
to dlatego, że pojawił się pierwszy pyłek
                                i został zapamiętany.
Jeśli mamy świadomość dachu
to dlatego, że kiedyś była nagość
                                i został zapamiętany.
Jeśli bieg rzeki jest jej lekcją
to dlatego, że ktoś nauczył się z jej koryta
                                 i został zapamiętany.
Rzeczy znaczą tyle, co pamięć o nich,
i to co jedni nazywają bryzą, drudzy duszą,
a inni oddechem, arimą*, -atman**, psyché,
to tchnienie, powietrze, które popycha kosa
by przysiąść na dachu i słuchać
jak gdybyś to ty niósł pieśń, której mu brakuje.

*dusza w języku baskijskim

**w hinduizmie określenie duszy rozumianej jako indywidualna jaźń, obecnej w każdej żywej istocie. 

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

LA CRÍTICA DE LA RAZÓN PURA
ABIERTA EN LA PÁGINA 46

Si decimos que el pájaro resume
las ramas al volar en su sonido,
si decimos
                que alguien junta el tiempo
para aprender que es vano conjugarlo,
es porque el pájaro no sabe
que el cielo es suyo y suyo es lo abierto;
podría sentir que sin aire
batiría más libre la distancia.
Y así pensamos lo anterior,
el recordarlo invierte la raíz
y hace que el fruto sea
                         nostalgia del adentro,
pues al nacer los árboles
                                       mueren
en la lluvia interior de su corteza,
lo mismo que las casas son declive
en la niebla que suman estos valles.
 
Podemos encontrarnos
en medio de algún nombre,
                                  decir qué pueblos
caben bajo las nubes de este frente
que entra por Legate,
qué parte es del quitar,
                             y cuál del ofrecer.
Esto lleva a hablar y a existir
lo menos en los días,
a mostrar que somos vacío,
                           como es vacío el cauce,
y no por ello dejan de crecer las cosechas,
como el viento es también vacío
          y no por ello olvida
despertar y esparcirnos por el mundo.

de Poesía reunida y aforismos

Tłum. Ada Trzeciakowska

KRYTYKA CZYSTEGO ROZUMU
OTWARTA NA STRONIE 46

Jeśli mówimy, że ptak zawiera w sobie
gałęzie, gdy wznosi się w ich szumie,
jeśli mówimy
                   że ktoś gromadzi czas
by nauczyć się, że próżno go wiązać,
to dlatego, że ptak nie wie
że niebo jest jego i jego jest to, co otwarte;
mógłby poczuć, że bez powietrza
swobodniej pokonałby odległość.
I w ten sposób myślimy o tym co powyżej,
Rozpamiętywanie odwraca korzeń
i sprawia, że owoc staje się
                nostalgią od wewnątrz,
bo rodząc się drzewa
                                   umierają
w wewnętrznym deszczu kory,
tak jak domy są zboczem
we mgle, którą dodają te doliny.

Możemy spotkać się
w połowie imienia,
                         powiedzieć, które wioski
zmieszczą się pod chmurami tego frontu
nadchodzącego od strony Legate,
jaką część trzeba ująć,
                          jaką oddać.
Co prowadzi do tego, że przemawia i istnieje
to czego w dniach ubywa,
pokazując, że jesteśmy pustką,
                               jak puste jest koryto rzeki,
a jednak zbiory nie przestają rosnąć,
tak jak i wiatr jest pustką
                 a jednak nie zapomina
budzić i rozpraszać nas po świecie.

Anxo Pastor

1959- , España (Pontevedra)

ir hacia un fresno

conoces el secreto
y lo olvidas mientras
salta un mirlo a tus pies
y levanta la hierba con su pico
y levanta oscuridad
tú dentro del afuera
de las cortezas, de los surcos
de los mapas que deja el aire
en tu tronco
surcos inmensos, innombrables
de música, de arabescos
que ha dejado el aire el aire
que sostienes sobre
tu mesa inmensa de hojas

Collage propio

Tłum. Ada Trzeciakowska

idąc w stronę jesionu

znasz tajemnicę
i zapominasz ją, gdy
u twoich stóp podskakuje kos
i podnosi dziobem źdźbła trawy
i zgarnia ciemność
ty wewnątrz zewnętrznej warstwy
kory, bruzd
map, które powietrze pozostawia
na twoim pniu
ogromne, niewyrażalne bruzdy
muzyki, arabesek
pozostawionych przez powietrze
które podtrzymujesz nad
swym bezkresnym stołem z liści

María Ángeles Pérez López

Enhorabuena a María Ángeles Pérez López quien acaba de ganar el Premio Nacional de la Crítica Literaria en poesía castellana por el poemario Incendio mineral.

1967 – , España (Valladolid)

***

 ¿Y si eres nadie?
 Miras dentro de ti y solo hay un inmenso páramo en el que nada se oye. Ni siquiera la respiración agitada en el incendio de aquello que fuiste. ¿Adónde irás cargando tu vacío?
 Nada pesa lo que no tienes, pero no hay ligereza posible para ti porque el vacío te arrastra hacia sus pies. Ha arrasado con toda la flora, los días sin viento, las reservas de agua y de pardales. Quedan muchos más pájaros atrapados contra las vallas: vencejos, cormoranes, petirrojos. Un viejísimo albatros sacude su cabeza como si se hubiera atragantado con un mal verso. Entre ellos se disputan las raspas del sol y todos los poemas sobre ruiseñores o palomas que han sido capaces de digerir. Disputan también con quienes han quedado crucificados contra esas vallas, atrapados en la larga migración del hambre, de la guerra.
  Y mientras, tú sobre tu páramo vacío.
Te asomas con miedo al brocal de la boca y solo se ve un espejo negro que parece saludarte desde el fondo. También alguna mano de gente difusa tras tantas pantallas entreabiertas. Nada se oye sino la frugalidad de la desgana.
 A lo lejos, tal vez el agua pida que abras la puerta de tu cuerpo. ¿O vas a conformarte con ser páramo? ¿Eriazo que no habilitan las hormigas? ¿Pedregal que golpea con su sed?
 ¿Y si nadie somos todos? Pájaro perro, pájaro persona, población y polluelo enardecido. ¿Qué harás en el tránsito de las taxonomías?
 En ti están los cien mil caracteres hereditarios que te atan dulcemente a los demás, los tres mil millones de letras del genoma humano que has aprendido sin esfuerzo y silbas con felicidad al levantarte, veinticuatro de los noventa elementos químicos, todas las maletas que quedan extraviadas frente a las aduanas y las noches de Ítaca y Caronte.
 En ti, partículas lejanísimas de estrellas y otros parientes, piedras, peces, patronímicos, banderas deslucidas y otros trapos del dolor. Incluso meteoros en el festejo de la luz.
 Todos ellos te bendicen y completan.
 Bendicen cada una de las capas freáticas que alimentas con tu desesperación y tu amor radical a esta extrañeza que llamaron vivir, estar viviendo.
 Porque tú no eres suficiente para ti.
 Desconoces quién eres y no importa.
 De pronto apremian la vida y los tendones. De pronto estallan granos rojísimos de luz sobre la superficie torpe de tu lengua. Algunos estorninos los disputan y te besan con su canción de alambre.
 ¿Cómo dejar entonces que el día colisione? ¿Que haya personas aparcadas como muebles mientras viajan las mesas en primera?
 Alguna vez recibiste en herencia un baúl y una silla de esparto pero hoy todo ha sido arrasado por el fuego, hasta el flequillo que desordenó los días y la expiación y nota a lápiz del convenio laboral, mientras hay personas aparcadas como muebles y están dentro de ti, son tu apellido. Con el agua que mana de sus letras humedeces tu frente y te levantas.

                         con Fernando Pessoa
                          y Antonio Machado

                   (De Incendio mineral)

1.2.Fotos propias 3. Laura Makabresku

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

 A co, jeśli jesteś nikim?
Spoglądasz w głąb siebie samego, a tam rozciąga się tylko niezmierzone pustkowie, gdzie nie posłyszysz nic, nawet wzburzonego oddechu w ogniu tego, czym byłeś.  Dokąd się udasz obciążony pustką?
Nie waży nic, to czego nie masz, ale lekkość nie jest ci dana, pustka ciągnie cię i wlecze ku sobie. Wyniszczyła całą florę, skończyła z bezwietrznymi dniami, zasobami wody i wróbli. W ogrodzeniach ugrzęzło wiele ptaków: jerzyków, kormoranów, rudzików. Stary albatros potrząsa głową, jakby zadławił się złym wierszem. Sprzeczają się między sobą o słoneczne łuski i wszystkie wiersze o słowikach czy gołębiach, które zdołały przetrawić. Prowadzą też dysputy z tymi, którzy zostali ukrzyżowani na tych palisadach, uwięzieni w długiej wędrówce głodu i wojny.
 A ty tymczasem tkwisz na swym pustkowiu.
Zaglądasz z obawą w czeluść ust i dostrzegasz jedynie czarne lustro, które zdaje się witać Cię od dołu. Także czyjaś ręka niewyraźna za tyloma przymkniętymi ekranami. Nie dobiega nic poza umiarkowanym zniechęceniem.
W oddali, być może woda prosi cię, byś otworzył drzwi do swego ciała. A może zadowolisz się tym pustkowiem? Byciem nieużytkiem, którego nie przystosują mrówki? Kamienistą ziemią, która uderza swoim pragnieniem?
 A co, jeśli każdy z nas jest nikim? Pies-ptak, osoba-ptak, społeczeństwo i pobudzone pisklę – Co zrobisz w czasie przepływu taksonomii?
Kryje się tobie sto tysięcy znaków dziedzicznych słodko wiążących cię z innymi, trzy miliardy liter ludzkiego genomu, których nauczyłeś się bez wysiłku i wygwizdujesz z rozkoszą, gdy wstajesz, dwadzieścia cztery z dziewięćdziesięciu pierwiastków chemicznych, wszystkie walizki, które przepadły przed odprawą celną, noce Itaki i Charona.
W tobie – najodleglejsze drobiny gwiazd i innych krewnych, kamienie, ryby, odojcowskie imiona, wypłowiałe chorągwie i inne łachmany bólu. Nawet meteory wielbiące światło.
 Wszystkie one błogosławią cię i dopełniają.
 Błogosławią każdą strefę freatyczną wykarmioną twoją rozpaczą i radykalną miłością do tej dziwności, którą nazwali życiem, byciem żywym.
 Bo sam sobie nie wystarczasz.
 Nie wiesz, kim jesteś i nie ma to znaczenia.
 Nagle życie i ścięgna napierają. Nagle krwistoczerwone ziarenka światła wybuchają na zdrętwiałej powierzchni języka. Kilka szpaków toczy o nie spory i całuje cię swą drucianą piosenką.
Jak zatem można pozwolić, by dzień stał w sprzeczności? By ludzie byli upychani jak meble, podczas gdy stoły podróżują pierwszą klasą?
Dawno temu dostałeś w spadku kufer i krzesło z esparto, lecz dziś wszystko strawił ogień, nawet grzywkę, która splątała dni, i pokutę, i zapisaną ołówkiem stronę umowy o pracę, podczas gdy ludzie upchnięci jak meble istnieją, a ty nosisz ich w sobie, są twoim nazwiskiem. Wodą, która tryska z ich liter, zwilżasz sobie czoło i wstajesz.

z Fernando Pessoa
                          i Antonio Machado

                   (Z Incendio mineral)