Grzegorz Musiał

1952 -, Polonia

Mundo de amor prohibido

¿Qué mundo se abría en esa canción que, según el presentimiento
de su conciencia, debía ser un mundo de amor prohibido? Era la muerte.
(“La montaña mágica” Thomas Mann)

es sólo la muerte, madre
no hay otro amor;

pues no has claudicado y has persistido
en un cuarto vacío y frío
pues no has buscado brazos desconocidos
de noche y más de una
recuerda tus pasos perdidos
de pared a pared
has golpeado el cielo con los puños
lo golpeaste con una llave
pero Dios te la quitó
así que rezaste, tocaba «Der
Lindenbaum”* como si
Pollini estuviera gritando
sobre las ciudades y las personas
que caminan por un oscuro arco iris
al borde de la tumba;

hermosa sobre el piano
la frente
golpeó
contra la tapa. Y qué
más
un gong.
El último
movimiento de la mano

* del «Viaje de invierno» de Franz Schubert

Fotografías de Katia Chausheva

Kraj wzbronionej miłości

Jakiż to świat kryl się poza nią, który w jego poczuciu
był krajem wzbronionej miłości? Była to śmierć.

(Tomasz Mann – „Czarodziejska góra”)

to tylko śmierć, mamo
innej miłości nie ma;

boś się nie ugiął i trwał
w pustym i zimnym pokoju
boś nie szukał obcych ramion
w nocy niejedna noc
twe głuche kroki pamięta
od ściany do ściany
tłukłeś pięściami w niebo
biłeś w nie kluczem
lecz Bóg zabrał ci klucz
więc się modliłeś, tak „Der
Lindenbaum” grała
jakby Pollini krzyczał
o miastach i ludziach
idących ciemną tęczą
skrajem grobu;

piękna nad fortepianem
czoło
uderzyło
o wieko. Cóż
jeszcze
gong.
Ostatnie
drgnienie dłoni

Anna Janko

1957 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

en el umbral que queda

No soy yo
es una sucesión de mujeres cada vez más mayores
corriendo a través del cuerpo una tras otra
de la más grande y deseada
a la más pequeña y superflua
en exceso de la hospitalaria piel
 
No recuerdo cuál de ellas se fue a vivir contigo
no me hago responsable de lo que gritó al pasar
                                                            que prometía una vida
daba la que no era suya
Hace tiempo que murió
empujada hacia fuera por mí
                                        por mí
                                        por mí

La fotografía analógica de Davis Ayer

Na progu który pozostał

To nie ja
to szereg coraz starszych kobiet
przebiegają przez ciało jedna za drugą
od największej pożądanej
do najmniejszej zbędnej
w nadmiarze gościnnej skóry
 
Nie pamiętam która z nich z tobą zamieszkała
nie odpowiadam za to że wykrzyknęła w przelocie
                                                                        że obiecała życie
dawała nie swoje
Teraz już dawno nie żyje
wypchnięta przeze mnie
                      przeze mnie
                      przeze mnie

Transl. Regina Grol

At the Threshold Which Remained

That’s not me
it’s a succession of women getting older and older
they run through the body following one another
from the biggest the desired one
to the smallest the dispensable
in the surplus of the hospitable skin

I can’t remember which one settled down with you
I’m not responsible for her outcry in flight
                                                 nor her promise of a life
it wasn’t hers to give
Now she is long dead
pushed out by me
                     by me
                     by me



Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Todo lo que era en realidad
ese instante -permaneció
en él-. No existe en ningún otro
ahora: esa noche y el camino a la estación,
nubes de cornejas sobre el parque, el apretón de manos
y ese tren que se estaba poniendo en marcha entonces.
Poco, muy poquito. Suficiente,
para -muchos años después- en un cuarto
vacío y frío taparse la boca con un puño mordido. Y
no gritar: por un tiempo prolongado, como un entendido. Describir:
la noche, la carretera, las nubes de cornejas y el tren, todo
que hubo. Lo demás no existe. Es
únicamente la memoria. Sólo mi
memoria, yo, lo indescriptible. 

Fotografía de Henri Cartier-Bresson

***

Wszystko, czym była naprawdę
ta chwila — pozostało
w niej. Nie istnieje w żadnym innym
teraz: tamten wieczór i droga na stację,
chmury wron nad parkiem, uścisk rąk
i tamten tylko wtedy ruszający pociąg.
Mało, bardzo mało. Starczy,
by wiele lat później w zimnym pustym
pokoju zatykać sobie usta pogryzioną pięścią. —
Nie krzyczeć: długo, ze znawstwem. Opisać:
wieczór, drogę, chmury wron i pociąg, wszystko,
co było. Reszta nie istnieje. To
tylko pamięć. Tylko moja
pamięć, ja, nie do opisania.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Mirar y ver en el ojo amarillo de una flor todo
que hay: estatuas de la ciudad y de las nubes, interior de los mares,
sinuosos caminos de los hombres rajando la piel viva de la tierra. Andar por todos
los caminos, atravesar las ciudades, el mar y la memoria. Mirar y encontrarse
por fin frente a frente con el diminuto ojo de una flor.
Entonces mirar, ver y perder de vista
las formas del: lirio, cúmulo, rascacielos y arce. Ver
lo que son, libres de ellas: flor, nube, casa y árbol.
Su unidad y homogeneidad. Si la hay.

Cuadro de Arkhip Kuindzhi, fotograma de Solaris, autorretrato del pintor Nicola Samori.

***

Tak patrzeć by w żółtym oczku kwiatu zobaczyć wszystko
co jest: rzeźby miasta i chmur, wnętrze mórz, kręte drogi ludzi
we wszystkich kierunkach tnące żywą skórę ziemi. Idąc wszystkimi
drogami, przez miasta, morze i pamięć – tak patrzeć, aby stanąć
nareszcie oko w oko z maleńkim oczkiem kwiatu.
Wtedy tak patrzeć, by widząc, stracić z oczu
formy: konwalii, kumulusa, wieżowca i klonu. Ujrzeć
czym są, wolne od nich: kwiat, obłok, dom i drzewo.
Ich jedność i jednorodność. Jeżeli tylko jest.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Por qué no estás para mí. Por qué no veo
el rastro de Tu mano en la construcción tan inhumanamente
repleta de sentido de una brizna de hierba. Para mí
este canto del mirlo no es de nadie -no oigo tu oír-. No oigo
voz que traspase el bullicio del día. Y por la noche,
ahogado en su inmenso aliento, siento que todo surge
de mí: entre una ciega estrella y yo
transcurre un camino glacial del temor, mi medida
de lo infinito que concluirá conmigo. Más allá
no veo nada. No veo, porque creo poco
en que veo? A lo mejor es solo sed
de ver y que no hay nada más salvo aquella sed
que de golpe me traspasa en el bullicio del día, en la catedral
de hierba, bajo el ojo muerto de la estrella.

Fotogramas de Jauja de Lisandro Alonso

***

Dlaczego nie ma Cię dla mnie. Dlaczego nie widzę
 śladu Twojej ręki w nieludzko sensownej konstrukcji
 źdźbła trawy. Ten śpiew kosów jest dla mnie tylko
 bezpański, nie słyszę Twojego słyszenia. Nie słyszę
 głosu przeszywającego zgiełk dnia. I nocą
 utopiony w jej ogromnym oddechu czuję, że wszystko
 dzieje się ze mnie: pomiędzy mną a ślepą gwiazdą
 przebiega mroźna droga trwogi, moja miara
 nieskończoności, która skończy się ze mną. Dalej nic
 nie widzę. Nie widzę, bo za mało wierzę,
 że widzę? A może to jest tylko tym głodem
 ujrzenia i nie ma nic oprócz tego głodu
 przeszywającego nagle w zgiełku dnia, w katedrze
 trawy, pod martwym okiem gwiazdy.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Canción sobre un copo de nieve

Si tuya es esa señal y compasión
-La nieve pura -en vano es:
Cada copo parece un ángel enviado
A la muerte y al envilecimiento

Mira, como espejo absorbe al vuelo la imagen de la tierra;
Antes de tocarla -deja de ser una estrella-
En mi frente calla como unos labios
Diminutos que besan el hierro encendido

Piosenka o płatku śniegu

Lecz jeśli to Twój znak i zmiłowanie
Ten czysty śnieg – daremne jest:
Każdy płatek jak anioł zesłany
Na upodlenie i śmierć

Patrz, w locie obraz ziemi chłonie jak lustro;
Nim opadnie – już nie jest gwiazdą
Na moim czole cichnie jak usta
Maleńkie – całujące rozpalone żelazo

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Xavier Farré

Nunca escribiré

Nunca escribiré un poema largo: nada
de lo que aquí he conocido me autoriza
a mentir. Todo dura
lo que un suspiro, una
mirada, un salto del corazón. Y existo
solo ahora, y lo que existe aquí conmigo
basta para apenas una docena de
líneas, un poema tan breve como la vida
de una mariposa, del brillo de la luz sobre una ola,
de un hombre, de una catedral. Doce líneas
y lo que queda entre ellas: el infinito
brillo de la luz, la eterna vida de una mariposa,
un hombre que traspasa
la muerte.

Fotograma de La Venganza De La Mujer Pantera de Robert Wise; fotos propias; Masao Yamamoto

Nigdy nie napiszę

Nigdy nie napiszę długiego poematu: wszystko,
co tu poznałem, nie pozwala mi
kłamać: trwa pomiędzy
dwoma haustami powietrza, w jednym
spojrzeniu skurczu serca. I jestem
tylko teraz i to, co jest tu ze mną,
wystarcza zaledwie na kilkanaście
linijek, wiersz tak krótki jak życie
bielinka, błysku światła na fali,
człowieka, katedry. Kilkanaście linijek
i to, co pomiędzy nimi: nieskończony
błysk światła, wieczne życie bielinka,
człowiek przekraczający
śmierć.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Tarde de agosto

Tarde de agosto. Incluso aquí se oye
el murmullo del brillante Raba. Miramos la sierra,
mi madre y yo. Qué aire tan puro:
cada abeto negro en el Luboń se divisa
tan nítidamente como si creciese en nuestro jardín.
Un fenómeno asombroso -le asombra a mi madre
y a mí-.  Tengo cuatro años y no sé
qué significa “tener cuatro años”. Soy
feliz: no sé qué significa
“ser” ni “felicidad”. Sé que mi madre siente
y ve lo mismo que yo. Y sé,
lo sé con toda seguridad, que también hoy,
como cada tarde, iremos de paseo
lejos hasta el bosque. Ya
pronto.

Fotogramas de El espejo de Andrei Tarkovsky ; el monte Luboń y el río Raba

Sierpniowe popołudnie

Sierpniowe popołudnie. Aż tu słychać
szum błyszczącej Raby. Patrzymy na góry,
matka i ja. Jakie czyste powietrze:
każdy czarny świerk na Luboniu widać
tak wyraźnie jakby rósł w naszym ogrodzie.
Zdumiewające zjawisko – zadziwia i matkę,
i mnie. – Mam cztery lata i nie wiem,
co znaczy «mieć cztery lata». Jestem
szczęśliwy: nie wiem, co to znaczy
«być» i «szczęście». Wiem, że matka czuje
i widzi to samo, co ja. I wiem,
wiem na pewno, że i dziś,
jak co wieczór, pójdziemy na daleki
spacer pod las. Już
niedługo.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska


¿QUIÉN DARÁ FE de este tiempo?
¿Quién anotará? No será ninguno de nosotros:
vivimos demasiado tiempo, absorbimos demasiado
esta época, demasiado leales para contar
la verdad. En general para contar la verdad. Leal:
digo “justicia” y pienso
en la oscura felicidad de la venganza,
digo “dignidad” y deseo imponer mi voluntad,
digo “cuidados” mientras pienso “nosotros” y “ellos”,
y “qué han hecho conmigo”. Nada más
tengo para mi defensa: lealtad. Y debilidad:
que he odiado a los malos, engañaba para proteger
la verdad, el desprecio era mi orgullo enfermo.
El odio, el desprecio, la mentira -durante tantos años,
para sobrevivir y permanecer limpio. A lo sumo -sobrevivir-.
Permanecer mudo. Preguntar: ¿quién dará fe?
A sabiendas de que ninguno de nosotros y tampoco 
otros. Entonces sin una palabra. Una época vacía.
Como ninguna llena de vida, 
de la nuestra, y no habrá ninguna más. El jaleo,
el grito, el llanto, la risa y el aullido, un canto
trivial, sin palabras, sin una palabra,
que algún día pudiera hablar 
en nuestro favor.

William Kentridge Triumphs & Laments

KTO DA ŚWIADECTWO TYM CZASOM?
Kto zapisze? Bo przecież nikt z nas:
za długo tu żyliśmy, za głęboko wchłonęliśmy
tę epokę, zbyt jej wierni, aby móc o niej powiedzieć
prawdę. W ogóle – mówić prawdę. Wierny:
mówię «sprawiedliwość», a myślę
o mrocznym szczęściu zemsty,
mówię «godność», a pragnę narzucania swojej woli,
mówię «troska», a myślę «my» i «oni»,
i – «co ze mną zrobili». Nic więcej
nie mam na swoją obronę: wierność. I słabość:
to, że nienawidziłem złych, oszukiwałem, by chronić
prawdę, pogarda była moją chorą dumą.
Nienawiść, pogarda, kłamstwo – przez tyle lat,
by przeżyć i być czystym. Co najwyżej – przeżyć.
Pozostać – niemym. Pytać: kto da świadectwo?
Dobrze wiedząc, że nikt z nas i przecież nikt
inny. Więc bez jednego słowa. Pusta epoka.
Jak żadna inna wypełniona życiem, bo
naszym, i nie będzie drugiej. Zgiełk
wrzask, płacz, śmiech i skowyt, pospolita
pieśń, bez słów, bez jednego słowa,
które by kiedyś przemówiło
za nami.

Bronisław Maj

1953- , Polonia

* Recomiendo leer también el poema Lo indecible de Antonio Rodríguez Jiménez

Trad. Ada Trzeciakowska

AL SALIR ESTA MAÑANA, como por casualidad, ella ha dejado
los muguetes que le regalé y la noche aún sigue llenando
el cuarto con su oscuro olor. Saturado yo,
miro ahora el Vístula bregando desde la madrugada:
los obreros van arrastrando por la esclusa una barcaza con carbón –
sus movimientos imprescindibles y eficaces dicen,
únicamente, lo que hace falta para comprenderse, a veces,
es solo un gesto. La barcaza se va pesada, colmada
con su razonable carga–. Si pese a todo
escribo poemas: que sean solo las palabras imprescindibles
para comunicarse, hechos simples: el río,
el olor de las flores, el gesto comprensible
para dos hombres y para aquel que
los observa. Eso es todo. Y solo eso ya
nos sobrepasa infinitamente.

Foto propia

*Polecam lekturę wiersza Antonio Rodrigueza Jiméneza, zainspirowanego wierszem Maja.

WYCHODZĄC RANO, niby przypadkiem, zostawiła
darowane konwalie i ciągle napełnia pokój
mrocznym zapachem ta noc. Wypełniony,
patrzę teraz na harującą od świtu Wisłę:
robotnicy ciągną przez śluzę barkę z węglem –
ich ruchy niezbędne i skuteczne, mówią,
ile trzeba, żeby się zrozumieć, czasem tylko
gest ręki. Barka odpływa ciężko wypełniona
swoim sensownym ładunkiem. – Jeżeli mimo to
będę pisał wiersze: tylko słowa niezbędne,
by się porozumieć, proste fakty: rzeka,
zapach kwiatów, ruch ręki zrozumiały
dla dwóch ludzi i tego, kto
na nich patrzy. To jest
wszystko. I tylko to
nas nieskończenie przerasta.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

NADA FUE como lo contaron después.
Es verdad, no supiste vivir, ni tampoco
morir: tu pena y éxtasis, esperanza y dolor
no distaban de las de otra gente. La muerte llegó
después. La convirtieron en el inicio y te miran
ahora desde allí. Como si nunca hayas vivido. Nunca:
tibia luz del ocaso sobre las torres de la ciudad, tersa
piel del perro, Mescal, bajo los dedos, el olor de las
hogueras, grito del pájaro evocando vagas impresiones, su
nombre, pronunciado con ternura, hambre, alegría del
trabajo acabado- nunca eran tuyas, dicen. La muerte,
es lo único seguro, y te ven a la luz de lo que es seguro-.
En la luz que te miraba a los ojos, permanece para siempre
tu vista, la piel del animal es más tersa gracias a
tu tacto, como también distinta sería la mujer si
no la amaras tú. Nada acaba. La muerte ya
ha pasado. Todo es. Es
distinto de lo que dicen.

Fotografías de Kati Horna (Hungría/México, 1912-2012)

TO WSZYSTKO BYŁO NIE TAK, jak potem mówiono.
Prawda, nie potrafiłeś żyć, lecz przecież nie umiałeś
umierać: twoja rozpacz i zachwyt, nadzieja i ból
nie były inne, niż bywają u ludzi. Śmierć przyszła
później. Zrobili z niej początek i patrzą teraz
na ciebie – stamtąd. Jakbyś nigdy nie żył. Nigdy:
ciepłe światło zachodu nad wieżami miasta, gładka
sierść psa, imieniem Meskal, pod dłonią, zapach
ognisk, krzyk ptaków budzący niejasne uczucia, jej
imię, wymawiane tak miękko, głód, radość zakończonej
pracy – nigdy nie były twoje, tak mówią. Śmierć, to
jedno jest pewne, widzą cię poprzez to, co pewne.-
W świetle, które patrzyło ci w oczy, trwa na zawsze
twój wzrok, sierść zwierzęcia jest gładsza, niż gdybyś
jej nie dotykał, inna byłaby ta kobieta, gdybyś
nie kochał jej ty. Nic się nie kończy. Śmierć już
minęła. To wszystko jest. Jest
inaczej, niż mówią.

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Manel Bellmunt Serrano/Ada Trzeciakowska

LA NATURALEZA MUERTA DE LAS COSAS: no dan señales de vida,
no dan ninguna señal. Este
umbral cruje bajo mis botas
porque la madera está alabeada y solo
por eso. Cruje, no se queja,
no advierte. La manía de verlo todo
a imagen y semejanza, la pertinaz búsqueda
de pruebas de imprescindibilidad, la constante
afirmación de nuestra dudosa presencia
aquí. Las cosas no necesitan prótesis. Son,
sin esfuerzo y con seguridad. No hay piedra
que soporte la desgarradora metáfora
del corazón. Solos y perdidos, nos hieren
sus frías aristas, nos hacen sangrar
las astillas y las cuchillas: que haya
por lo menos,
por lo menos, tal hermandad de
sangre.

Bodegones de Julia Hetta

MARTWA NATURA RZECZY: nie dają znaku życia
nie dają żadnych znaków. Ten
próg skrzypi pod moim butem
bo drewno jest spaczone i tylko
dlatego. Skrzypi. Nie – skarży się
nie – ostrzega. Mania widzenia wszystkiego
na obraz i podobieństwo, uparte szukanie
dowodów na niezbędność, utwierdzanie
ciągle niepewnej siebie obecności
tutaj. Rzeczy nie potrzebują protez. Są –
bez wysiłku i pewnie
Żaden kamień
nie wspiera się zdartą metaforą
o sercu. Samotni i zgubieni, ranimy
się o ich zimne krawędzie, krwawimy
na drzazgach i ostrzach: niech będzie
chociaż takie
chociaż takie braterstwo
krwi.

Bronisław Maj

1953- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Sé que en alguna parte existe
una fuente más pura
la deseo demasiado para que 
no exista
esa fuente en la que borraré
todo lo que soy-
no me fallará en el camino
la última reserva de aire
ni una pizca de histeria
empujando siempre hacia la luz-
solamente aquella cadenita 
de latidos de corazón
en voz baja contando sílabas de poemas
que allí no estarán- he de quitarla
para poder partir

Henri Rousseau La cascada

Wiem, że jest gdzieś
najczystsze źródło
za mocno pragnę
by mogło go nie być
to źródło w którym zmyję z siebie
wszystko czym jestem –
nie zawiedzie mnie w drodze
żelazny zapas powietrza
ani ta odrobina histerii
pchająca ciągle ku światłu –
jeszcze tylko ten łańcuszek
uderzeń serca
cicho liczących głoski wierszy
jakich tam już nie będzie – zerwać
by iść

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

ESE LUGAR DONDE AMÉ TANTO: bosque joven –
corríamos viendo sobre los arbolillos nuestras cabezas-
ahora es un bosque alto. Está oscuro. No veo: salir,
cuanto antes salir de aquí. Al sol, al camino
que queda por recorrer entero, solamente se quedó allí
su comienzo. “Amé” significa: “amaré”, nada más.
Nada más frente a los árboles jóvenes creciendo: amar.
Y regresar: sin miedo, pararse en un bosque que será
cada vez más alto, lleno de húmeda sombra, más lleno
de sombras que amé como
a nadie nunca después.

Foto propia

TO MIEJSCE, W KTÓRYM TAK KOCHAŁEM: młodniak –
biegaliśmy wciąż widząc nad drzewkami swoje głowy –
jest wysokim lasem. Jest ciemno. Nie widzę: wyjść,
jak najprędzej stąd wyjść. Na słońce, na drogę,
która cała jeszcze przede mną, to tylko jej początek tam
został. “Kochałem” znaczy: “będę kochać”, nic więcej.
Nic więcej wobec rosnących młodych drzew: kochać.
I powracać: bez lęku, przystawać w lesie, który będzie
coraz wyższy, pełen wilgotnego cienia, coraz pełniejszy
cieni tych, których kochałem, jak
nigdy potem, nikogo.