Zbigniew Jankowski

1931, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Al rescate

Hoy en un sueño
metí en un saco
todos mis pecados y debilidades
y los arrojé a un río ciego como el olvido.

Pero del saco, al rozar la corriente,
salió un maullido desesperado.

Como si estuviera ahogando
mi propia infancia
cargada con la piedra
del crimen infantil.

Estos gatos

aún no se han ahogado,
me pertenecen,
a mi conciencia,
clavan sus garras en mi piel,
pues los pecados no deben ser ahogados,
hasta que abran sus ojos llenos de legañas
y nos guíen por el camino contrario.

Me lancé,
los estuve salvando
hasta que el amanecer

Fotogramas de Godland de  Hlynur Pálmason

Na ratunek

Dzisiaj we śnie
 wszystkie moje grzechy i słabości
wpakowałem do jednego wora
i wrzuciłem do rzeki ślepej jak niepamięć.

Ale z wora, ledwo dotknął nurtu,
wydobyło się rozpaczliwe miauczenie.

Jakbym topił
własne dzieciństwo
obciążone kamieniem
chłopięcej zbrodni.

Te koty

jeszcze się nie potopiły,
należą do mnie,
do mojego sumienia,
pazurami wiszą na mojej skórze,
bo nie wolno topić swoich grzechów,
aż otworzą posklejane oczy
i poprowadzą w odwrotną stronę.

Rzuciłem się,
do świtu
ratowałem swoje grzechy.

Gunnar Ekelöf

1907-1968, Suecia

Collar de perlas

13

Sencillo es el nacimiento:
Tú devienes tú
Sencilla la muerte:
Tú dejas de ser tú
Bien podría haber sido al revés
como en un mundo especular:
la Muerte podía haberte dado a luz
y la Vida haberte apagado
lo uno igual que lo otro-
Y quizá sea así:
De la Muerte has venido, lentamente
te va aniquilando la Vida.

de La leyenda de Fatumeh 

Fotografías de Jock Sturges

Tłum. Ada Trzeciakowska

Nazm («sznur pereł», różaniec)

13

Proste są narodziny:
Stajesz się sobą
Prosta jest śmierć:
Przestajesz być sobą
Mogło być na odwrót
jak w lustrzanym świecie:
Śmierć mogła cię zrodzić
a Życie zgasić
tak jedno, jak i drugie.
I być może tak właśnie jest:
Od Śmierci pochodzisz, powoli
unicestwia cię Życie.

Z Legendy Fatumeh (1966)

Nazm

13

Enkel är födelsen:
Du blir du
Enkel döden:
Du är inte mera du
Det kunde ha varit omvänt
som i en spegelvärld:
Döden kunde ha fött dig
och Livet släckt ut dig
det ena såväl som det andra –
Och kanske är det så:
Ur Död är du kommen, långsamt
utplånar dig Livet.

Sagan om Fatumeh (1966)



Maria Azenha

1945, Portugal

Trad. Ada Trzeciakowska

LA MÁS BELLA ENTRE LOS MUERTOS

Prefiero historias sobre gente que se mata
dentro de casas entre sábanas blancas
porque tienen mucha hambre de Dios.
Una vez una criatura que dormía
vio a Dios abrir un agujero en el corazón de Marilyn.
Marilyn, llena de miedo, abrió un foso
y se escondió allí dentro.

Ahora todas las noches otros muertos
cavan muy profundo dentro de la tierra
para conocer el corazón de Marilyn.

Una noche, de nuevo en 1953, cuando Marilyn no podía dormir, llamó a Andre de Dienes, que vino e hizo estas conmovedoras fotos. Le propuso que se reunieran para hacer las fotos en algún lugar de un oscuro valle de Beverly Hills. Sin flash ni iluminación profesional, iluminó el rostro de Marilyn con el faro de su coche. Fue la primera vez que de Dienes «se encontró cara a cara con el lado oscuro de Marilyn». «Estaba sola, infeliz, al borde de la desesperación», dijo de Dienes. «Quería que fuera a buscarla. Me propuso que hiciéramos una serie de fotos con una de las oscuras calles de Beverly Hills como telón de fondo». Aunque mantuvieron el contacto hasta su muerte en 1962, aquella noche en Beverley Hills fue la última vez que la fotografió.

Pewnej nocy w 1953 roku, kiedy Marilyn nie mogła zasnąć, zadzwoniła do Andre de Dienes, który przyjechał i zrobił te przejmujące zdjęcia. Zaproponowała, by spotkali się i zrobili zdjęcia gdzieś w ciemnej dolinie w Beverly Hills. Bez lampy błyskowej lub profesjonalnego oświetlenia, oświetlił twarz Marilyn reflektorem swojego samochodu. To był pierwszy raz, kiedy de Dienes «stanął twarzą w twarz z ciemną stroną Marilyn». «Była samotna, nieszczęśliwa, na skraju rozpaczy» – powiedział de Dienes. «Chciała, żebym po nią przyjechał. Zasugerowała, że moglibyśmy zrobić serię zdjęć na tle jednej z ciemnych ulic Beverly Hills». Chociaż pozostawali w kontakcie aż do jej śmierci w 1962 roku, ta noc w Beverley Hills była ostatnią, kiedy ją sfotografował.

Tłum. Ada Trzeciakowska

NAJPIĘKNIEJSZA WŚRÓD MARTWYCH

Wolę historie o ludziach, którzy zabijają się
w domach w białej pościeli
ponieważ są tak głodni Boga.
Kiedyś śpiące dziecko
zobaczyło, jak Bóg otwiera dziurę w sercu Marilyn.
Marilyn, przerażona, otworzyła jamę
i ukryła się w środku.

Teraz co noc inni zmarli
kopią głęboko w ziemi
by poznać serce Marilyn.

A MAIS BELA ENTRE OS MORTOS

Prefiro histórias com pessoas que se matam
dentro de casas entre lençóis brancos
porque têm muita fome de Deus.
Uma vez uma criança que dormia
viu Deus abrir um buraco no coração de Marilyn.
Marilyn, cheia de medo, abriu uma cova
e escondeu-se lá dentro.

Agora todas as noites outros mortos
cavam muito fundo dentro da terra
para conhecer o coração de Marilyn.

Maria Azenha

1945, Portugal

Trad. Ada Trzeciakowska

ESCUPÍERON AZUFRE HACIA ADENTRO DEL POEMA

En una silla de ruedas que no rodaba
vi a una mujer coronada por una montaña de nieve
Sobre la hierba de la alfombra             un niño de rodillas
con un pájaro muerto en el centro de la cabeza.
Es él quien escribe esta sucia página de tierra
con pinceladas vivas de violencia de sangre y una gacela.

No sé si Dios estaba presente o lloraba
pero las ventanas sin estrellas y esta belleza sin nexo
gritaban oro cortado entre los dedos y el sexo.
Escupieron azufre hacia adentro del poema.

Laura Makabresku

Tłum. Ada Trzeciakowska

WYPLUŁY SIARKĘ DO WEWNĄTRZ WIERSZA

Na wózku inwalidzkim nie poruszającym się
dostrzegłam kobietę ukoronowaną górą śniegu.
Na trawie dywanu           dziecko na kolanach
z martwym ptakiem pośrodku głowy.
To ono zapisuje tę brudną stronę ziemi
żywymi pociągnięciami przemocy krwi i gazelą.

Nie wiem, czy Bóg był obecny, czy płakał
ale okna pozbawione gwiazd i to piękno bez związku
krzyczały złotem ściętym między palcami a seksem.
Wyrzuciły siarkę do wewnątrz wiersza.

CUSPIRAM ENXOFRE PARA DENTRO DO POEMA

Numa cadeira de rodas que não rodava
vi uma mulher coroada por uma montanha de neve.
Na relva do tapete              uma criança de joelhos
com um pássaro morto  no centro da cabeça.
É ela que escreve esta página suja de terra
com pancadas vivas de violência de sangue e uma gazela.

Não sei se Deus estava presente ou chorava
mas as janelas sem estrelas e esta beleza sem nexo
gritaram ouro cortado entre os dedos e o sexo.
Cuspiram enxofre para dentro do poema.

Zbigniew Jankowski

1931, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Sueño

Chapoteando un pato se escapaba de la oscuridad,
enredó sus alas
en el mazut del sueño.

Encima de él con los juncos blancos silbaban las gaviotas.
La bahía se acurrucó en los brazos de la costa.

Alguien con cien ecos exigió: tradúcelo.
Y deslizó la hoja del alba
bajo mis dedos pegados con mazut dedos.

Collage propio a partir de la imagen de Katia Chausheva

Sen

Kaczka wypluskiwała się z ciemności,
zaplątała skrzydła
w mazucie snu.

Białą trzciną świstały nad nią mewy.
Zatoka skuliła się w ramionach brzegów.

Ktoś w stu echach żądał: przetłumacz to.
I podsuwał kartkę świtu
pod moje mazutem posklejane palce.

Zbigniew Jankowski

1931, Polonia

En memoria de Eva María Perona Martínez (1977-2023, Albacete)

Ewuniu, Evita mía, del alma más noble y más bella sonrisa, madre coraje de un corazón inmenso en que nos refugiamos todos: niños, adultos, pajaritos. Gracias por todo. Descansa en paz, descansa sin dolor: lo que nos has dado no será olvidado, bonica.

Trad. Ada Trzeciakowska

Tuyo – mío

Todo de ti, aunque
lo cojo sin más, es como si
brotase de la tierra, lo arrojara el mar.
Hablo y ya lo puedo abrazar.
Rozo algo con anhelo – ya lo estoy portando.

Y es tanto – que no pregunto de dónde.

Sólo cuando en la orilla tropiezo con la raíz
del dolor en mi pecho,
lo suelto de las manos
y como recién salida del agua,
me detengo encogida en la desnudez
de la primera palabra.

Moje – Twoje

Wszystko od Ciebie, chociaż
biorę zwyczajnie, jakby
wyrosło z ziemi, wyrzuciło z morza.
Mówię i już przygarniam.
Dotknę pragnieniem – już niosę.

A tyle – że nie pytam skąd.

Tylko gdy na brzegu potknę się o korzeń
bólu w piersi,
wypuszczam z rąk
i jakbym dopiero wyszedł z wody,
staję w skurczonej nagości
pierwszego słowa.

Zbigniew Jankowski

1931, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

La mujer de negro

La mujer de negro llora en la orilla
y ahora de ella
como de un clavo doblado
cuelga la imagen del mar.

En el muro inclinado de la tarde
se dibujan grietas de gaviotas.
Los patos se desmoronan como yeso
con un chapoteo inerte.
Inesperadamente, desde arriba
se asoma el fondo.

Sólo el cliché sobre el viento que gime
no desilusiona.

Fotografía de Anna Niemiec, fotograma de La jetée de Chris Marker

Kobieta w czerni

Kobieta w czerni płacze na brzegu
i teraz na niej
jak na zgiętym gwoździu
wisi obraz morza.

W pochylonej ścianie wieczoru
rysują się mewie pęknięcia.
Kaczki osypują się jak tynk
z bezwładnym pluskiem.
Niespodziewanie z góry
pokazuje się dno.

Tylko banał o zawodzącym wietrze
nie zawodzi.

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

cuaderno de notas 1973-1979

Durante mucho tiempo he vivido como si intentara recordar algo olvidado. No sé lo que es, pero seguramente he perdido algo, he dejado algo atrás, debería volver a algún momento para recuperarlo. Pero, ¿es posible volver al pasado?


En esta inquietud y búsqueda, hay que escribir algo, darle forma a algo. Sea lo que sea, tal vez surja de ello alguna propuesta de sentido y de orden. Cualquier situación puede llegar a ser un punto de partida. Conocer la vida no tiene principio ni fin. Es como la tierra; cada punto en su superficie puede convertirse en un principio y en un centro.
Cada punto de la vida puede ser aquel a partir del cual comienza algo importante.
Es importante recordarlo cuando la vida se pone muy difícil y cuando el curso de lo cotidiano ya nos resulta demasiado despiadado.


Teóricamente, una «nueva vida» la podemos empezar desde cualquier punto, así que ¿por qué no lo hacemos? Arrastramos a cuestas a nuestro «yo», una marioneta que es ridícula y en cualquier momento queda obsoleta, falsa.


Dejar de esperar.
Pero inmediatamente empezamos a esperar otra cosa. No hay manera de salir de este bucle: excepto la muerte del alma o del cuerpo. (…)


Julio

La sensación de que todo carece de sentido nace cuando el hombre no está lo suficientemente arraigado en el mundo humano. Cuando vive casi como en la naturaleza, porque vegeta.
Sólo cuando uno está «implicado», por ejemplo, en salvar vidas humanas (como en la catástrofe en la mina), aporta un sentido al esfuerzo. Pero estos momentos dramáticos escasean en la vida. Y por eso tenemos que escuchar música, refugiarnos en objetos inservibles, escuchar nuestro propio cuerpo y sus caprichos.
«Rayuela» de Julio Cortázar es precisamente un libro sobre la alienación. El hombre debe sentir que su esfuerzo es imprescindible, no aparente. De hecho, necesitamos constantemente salvar alguna existencia o su percepción de sentido. Se ven amenazadas a cada momento.
La amistad, el amor, también son saltos al abismo, al precipicio. O muero yo o nos salvamos los dos. Siempre se esconde en ello una cierta determinación y obediencia a algo que nos empuja al uno hacia el otro.
Uno no debe resistirse a la voz que le dice que corra para salvar vidas.


Hay personas, las llamadas decentes, que colaboran con la vida en lugar de luchar contra ella.


Cuando nos quedamos de brazos cruzados, a veces nos sentimos como condenados que esperan su ejecución. Y en realidad es un sentimiento legítimo. Nos inventamos todo tipo de cosas para olvidar que somos convictos.

Fotografías de Lee Friedlander (1934, EE.UU)

Notatnik 1973-1979

Od dłuższego czasu żyję tak, jakbym starała się przypomnieć sobie coś zapomnianego. Nie wiem, co to jest, ale na pewno coś zgubiłam, zostawiłam, powinnam wrócić do jakiegoś momentu, aby to odzyskać. Ale czy można wrócić w przeszłość?


W tym niepokoju i poszukiwaniu trzeba coś pisać, coś kształtować. Cokolwiek to będzie, może wyrazi się w tym jakaś propozycja sensu i ładu. Każda sytuacja może stać się punktem wyjścia. Wiedza o życiu nie ma początku ani końca. Jest jak ziemia; każdy punkt na niej może stać się początkiem i środkiem.
Każdy punkt życia może być tym, od którego coś ważnego się rozpocznie.
Trzeba o tym pamiętać, gdy jest bardzo ciężko i gdy bieg powszedniości jest już zbyt bezlitosny.


Teoretycznie od każdego punktu można zacząć „nowe życie», Czemuż więc tego nie robimy? Wleczemy za sobą swoje „ja», kukłę śmieszną i w każdej chwili już przestarzałą, nieprawdziwą.


Przestać oczekiwać.
Ale natychmiast zaczynamy oczekiwać czegoś innego. Nie ma wyjścia z tego kręgu – prócz śmierci dla duszy albo dla ciała.


Lipiec

Poczucie bezsensu wszystkiego rodzi się tam, gdzie człowiek nie jest dostatecznie zakorzeniony w ludzkim świecie. Gdzie żyje prawie jak w naturze, wegetuje.
Dopiero „zaangażowanie» np. w ratowanie życia ludzkiego (jak w czasie katastrofy kopalni) budzi poczucie sensu wysiłków. Lecz te dramatyczne chwile są w życiu rzadkie. I dlatego musimy słuchać muzyki, grzebać się w śmieciach przedmiotów, nasłuchiwać własnego ciała i jego zachcianek.
,,Gra w klasy» Julio Cortazara to książka właśnie o wyobcowaniu. Człowiek musi czuć, że jego trud jest konieczny, nie pozorny. Właściwie ciągle trzeba nam ratować jakieś zagrożone istnienie albo poczucie jego sensu. Ono w każdej chwili jest zagrożone.
Przyjaźń, miłość – to także skoki w przepaść, w głębię. Albo zginę, albo uratujemy się we dwoje. Jest w tym zawsze jakaś determinacja i posłuszeństwo czemuś, co nas pcha ku sobie.
Nie wolno się opierać głosowi, który każe biec na ratunek życia.


Są ludzie tzw. porządni, którzy kolaborują z życiem, zamiast z nim walczyć.


Gdy siedzimy bezczynnie, mamy czasem poczucie skazańców oczekujących egzekucji. I to jest właściwie słuszne samopoczucie. Wymyślamy sobie różne rzeczy, aby zapomnieć o tym, że jesteśmy skazańcami.

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Que Existes

No corriendo levemente como en un sueño
sino abriéndose paso entre una niebla densa
con la bola de oscuridad a sus pies
por los peñascos por los matorrales
solo cuelgan harapos luminosos
de las ramas suplicantes
con la fuerza de la debilidad
¿y si no llega?
rastreará reptará se arrastrará
y con los labios agrietados
sin plegarias sin palabras
encontrará el corazón del mundo
 
Cuando nos encuentre como en el campo de batalla
medio abrazados
sollozaremos dolorosamente de felicidad

Collages propios con fotografías de Sandra Bartocha y fotogramas de La notte de Michelangelo Antonioni (1961)

że jesteś

Nie biegnąc lekko jak we śnie
ale brnąc w ciężkiej mgle
z kulą ciemności u nóg
przez głazy przez chaszcze
tylko świecące łachmany wiszą
na błagalnych gałęziach
z mocą słabości
co jeśli nie doleci
to dopełznie doczołga się dociśnie
i wargami popękanymi
bez modłów bez słów
odszuka serce świata
 
Odnalezieni jak na pobojowisku
wpół objęci
zapłaczemy boleśnie ze szczęścia

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

cuaderno de notas 1973-1979

La experiencia de la belleza arde dentro de sí misma y nada resulta de ella. Es un valor que es suficiente en sí mismo. Lo único que importa es que esté ahí. No se puede absorber a la belleza, consumirla para más tarde. La belleza que es imposible de poseer nos enseña sobre nuestro propio ser, sobre la propia existencia. p.164

Mi Cantar de los Cantares. En un sueño mi amor me lleva por los pasillos de la noche. En profunda oscuridad se cruzan los trenes, trenes ciegos y amordazados. Llevan gritos y terror. p.185

La poesía expresa el dolor de la vida, sea cual sea la concepción que tengamos de ella, sea cual sea la función variable que le atribuyamos en un momento dado. O, en otras palabras, es un esfuerzo por superar el dolor. p.187

Musil (sobre Rilke) «Ser incluido a través de las cosas más diminutas en las cosas más grandes». p.189


Siempre percibo algo sospechoso en el concepto de la belleza, tal vez porque temo que la «belleza» sublime deje atrás la realidad en la que todo está entremezclado, donde no existen ni la belleza ni la bondad puras. El concepto de la belleza niega así la verdad de un mundo complejo e intrincado, niega la verdad misma.

8 de agosto ¡¿No hay otra forma de librarse del dolor que un dolor nuevo y fresco que alcanza el mismo cielo?

«La noche de los sentidos» de San Juan de la Cruz. Ahí ya no hay poesía, porque la poesía necesita cosas, esa escalera de las cosas por la que suben y bajan los ángeles de la poesía.

(…) El tercer ojo. El ojo que ve la verdad entre dos polos opuestos. p.206

Autor desconocido

Notatnik 1973-1979

Doznanie piękna spala się w sobie i nic z niego nie wynika. Jest to wartość, która wystarcza sama sobie. Ważne jest tylko to, że jest. Nie można piękna skonsumować najeść się go na zapas. Piękno, którego nie można mieć uczy nas samego bycia, samego istnienia. p.164

 Moja Pieśń nad Pieśniami. We śnie mój miły prowadzi mnie korytarzami nocy. Mijają się tam pociągi w głębokiej ciemności, ślepe, zakneblowane pociągi. Wiozą krzyk i przerażenie. p.185

Poezja wyraża ból życia, jakkolwiek byśmy ją pojmowali, jaką przypisywalibyśmy jej aktualnie zmienną funkcję. Lub inaczej – jest wysiłkiem przezwyciężania bólu. p.187

Musil (o Rilkem) „Być włączonym sprawami najdrobniejszymi w rzeczy największe”. p.189


Wyczuwam zawsze coś podejrzanego w pojęciu piękna. Może wynika to z obawy, że wysublimowane „piękno» pozostawia poza sobą realną rzeczywistość, w której wszystko jest zmieszane, gdzie nie ma czystego piękna ani czystego dobra. Pojęcie piękna zaprzecza w ten sposób prawdzie o złożonym, skomplikowanym świecie, zaprzecza prawdzie.

8 sierpnia Czy nie ma innego sposobu pozbycia się bólu jak nowy, świeży ból do samego nieba?!

Noc zmysłów» św. Jana od Krzyża. Tam nie ma już poezji, bo poezja potrzebuje rzeczy, tej drabiny rzeczy, po której wstępują i zstępują aniołowie poezji.

(…)
Trzecie oko. Oko widzące prawdę pomiędzy dwoma biegunami przeciwieństw. p206

T.S. Eliot

1888-1965, Gran Bretania/ EE. UU.

Trad. José Emilio Pacheco

Burnt Norton

I

El tiempo presente y el tiempo pasado
Acaso estén presentes en el tiempo futuro
Y tal vez al futuro lo contenga el pasado.
Si todo tiempo es un presente eterno
Todo tiempo es irredimible.
Lo que pudo haber sido es una abstracción
Que sigue siendo perpetua posibilidad
Sólo en un mundo de especulaciones.
Lo que pudo haber sido y lo que ha sido
Tienden a un solo fin, presente siempre.
Eco de pisadas en la memoria,
Van por el corredor que no seguimos
Hacia la puerta que no llegamos nunca a abrir
Y da al jardín de rosas. Así en tu mente
Resuenan mis palabras.
Pero no sé
Con cuál objeto perturbamos el polvo
Que vela el cuenco en donde están los pétalos
De rosa.
Y otros ecos
Habitan el jardín. ¿Vamos tras ellos?
De prisa, dijo el pájaro: encuéntralos, encuéntralos,
Al dar vuelta a la esquina, tras la primera puerta,
En nuestro primer mundo. ¿Vamos en pos
Del engaño del tordo? En nuestro primer mundo.
Allí estaban, solemnes, invisibles;
Se movían sin premura sobre las hojas muertas,
Bajo el calor de otoño, en el aire vibrante.
Y el pájaro silbó en contestación
A la inaudible música oculta entre las plantas
Y el destello de una mirada no vista cruzó el espacio.
Porque las rosas tenían aspecto de flores contempladas.
Eran como nuestros huéspedes, aceptados y aceptantes.
Así pues, avanzamos, y ellos, en procesión formal,
Caminaron también por el desierto sendero
Hasta llegar a la rotonda con el seto de arbustos.
Y miraron entonces el estanque drenado.
Seco el estanque, seco el concreto, pardos los bordes.
Y se llenó el estanque de agua solar,
En silencio, en silencio se alzaron lotos,
La superficie brilló desde el corazón de la luz
Y ellos quedaron tras nosotros reflejándose en el estanque.
Luego pasó una nube y se vació el estanque.
Váyanse, dijo el pájaro, porque las frondas estaban llenas de niños
Que alegremente se ocultaban y contenían la risa.
Váyanse, váyanse, dijo el pájaro: el género humano
No puede soportar tanta realidad.
El tiempo pasado y el tiempo futuro,
Lo que pudo haber sido y lo que ha sido
Tienden a un solo fin, presente siempre.

de Cuatro cuartetos

Fotogramas de las adaptaciones de The Secret Garden

Tłum. Czesław Miłosz

Burnt Norton

I
Czas teraźniejszy i czas, który minął,
Razem obecne są chyba w przyszłości,
A przyszłość jest zawarta w czasie, który minął.
Jeżeli wszelki czas jest teraźniejszy wiecznie,
Niczym okupić nie daje się czas.
Co mogło było być, jest abstrakcją
I ciągle trwa jako możliwość
Jedynie w świecie spekulacji.
Co mogło było być i to, co było,
Jeden ma kres, teraźniejszy wiecznie.
Echo stąpania dudni nam w pamięci
Przejściem, w któreśmy sami nie wchodzili nigdy,
Ku drzwiom zamkniętym, których nie otwieraliśmy nigdy,
Do różanego ogrodu. Tak echem w pamięci
Są wam i moje słowa.
A na co i po co
Z misy płatków różanych otrząsamy pył,
Tego już nie wiem.
Inne także echa
Mieszkają w ogrodzie. Czy mamy tam iść?
Śpiesz, mówił ptak, znajdź ich, znajdź ich,
Oni tuż, tuż. Więc przez pierwszą bramę
W pierwszy nasz świat, czy mamy tam iść
Za oszukaństwem drozda? W nasz najpierwszy świat.
Tam byli oni, dostojni, niewidzialni,
Sunąc bez dźwięku po warstwach suchych liści
W jesiennym upale, i powietrze drgało,
I wołał ptak do wtóru niesłyszalnej
Muzyce ukrytej w zaroślach ogrodu,
I niewidziany promień oczu minął nas, bo róże
Miały wygląd kwiatów, na które ktoś patrzy.
Stały tam niby goście uprzejmie przyjęci.
Szliśmy i goście z nami, rząd za rzędem,
Pustą aleją, pod szpaler bukszpanu,
Żeby zaglądnąć w sadzawkę bez wody.
Sucha sadzawka, suchy beton, rdza na skraju,
Woda ją napełniła słonecznego światła
I łagodnie, łagodnie wstawał lotos,
I powierzchnia mieniła się tym sercem światła,
Ich twarze tuż za nami, w sadzawce odbite.
A wtedy przeszedł obłok i sadzawka pusta.
Idź, mówił ptak, bo dzieci w listowiu
Skryły się, szepcząc, powstrzymując śmiech.
Idź, idź, idź, mówił ptak: ludzki gatunek
Znieść nie umie niczego, co zbyt rzeczywiste.
Co mogło było być i to, co było,
Jeden ma kres, teraźniejszy wiecznie.

z Cztery kwartety

BURNT NORTON

Time present and time past
Are both perhaps present in time future,
And time future contained in time past.
If all time is eternally present
All time is unredeemable.
What might have been is an abstraction
Remaining a perpetual possibility
Only in a world of speculation.
What might have been and what has been
Point to one end, which is always present.
Footfalls echo in the memory
Down the passage which we did not take
Towards the door we never opened
Into the rose-garden. My words echo
Thus, in your mind.
                              But to what purpose
Disturbing the dust on a bowl of rose-leaves
I do not know.
                        Other echoes
Inhabit the garden. Shall we follow?
Quick, said the bird, find them, find them,
Round the corner. Through the first gate,
Into our first world, shall we follow
The deception of the thrush? Into our first world.
There they were, dignified, invisible,
Moving without pressure, over the dead leaves,
In the autumn heat, through the vibrant air,
And the bird called, in response to
The unheard music hidden in the shrubbery,
And the unseen eyebeam crossed, for the roses
Had the look of flowers that are looked at.
There they were as our guests, accepted and accepting.
So we moved, and they, in a formal pattern,
Along the empty alley, into the box circle,
To look down into the drained pool.
Dry the pool, dry concrete, brown edged,
And the pool was filled with water out of sunlight,
And the lotos rose, quietly, quietly,
The surface glittered out of heart of light,
And they were behind us, reflected in the pool.
Then a cloud passed, and the pool was empty.
Go, said the bird, for the leaves were full of children,
Hidden excitedly, containing laughter.
Go, go, go, said the bird: human kind
Cannot bear very much reality.
Time past and time future
What might have been and what has been
Point to one end, which is always present.

(No. 1 of Four Quartets)

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Oración a Andrei Rublev, el santo pintor de iconos

San Andrés del pincel bañado en oro
Tu maestro decía
guárdate del pecado
guárdate de la impureza
pero, sobre todo, guárdate de la tristeza
La tristeza es el viento seco de la estepa
Sopla y deja a su paso
Un alma asolada por el dolor
Las hierbas encanecidas se tumban
Y sólo el ajenjo siembra la amarga semilla
 
San Andrés de bronce y púrpura
Tu maestro seguía rezando
guárdate de la tristeza
Pero, sobre todo, guárdate de la desesperación
La desesperación sube como el mar
Y de repente te parecerá, hombre
que no hay salvación para ti
Ya rehúyes el trabajo y lel consuelo
Por eso que murmure la alegría
en el estudio del artista
Mezcla con entusiasmo las pinturas
sin pereza con un pincel dorado
en la pupila de Dios
deja penetrar una gota de luz
viste a la Virgen con sus ropas
y al Niño hazlo
todo sonrisas de la infancia

San Andrés de los ángeles del silencio
San Andrés sobre el tablero vacío
un tablero vacío como el sueño de un muerto
San Andrés que enmudecido aguardas
hasta que el mismo tablero abra su párpado
y mire con ojo humano
Pronto los ángeles amables se precipitan
traen luminosas claridades
Tú, viejo ángel entre ellos
con el plumón blanco de tu vejez
te apresuras
porque el fin está cerca
y tantas obras en júbilo esperan

San Andrés del tiempo icónico
con obediencia y humildad pintaste el infierno
monstruos condenados y demonios
Pero no querías atemorizar al hombre
Así que te fuiste muy entristecido
sin siquiera mirar atrás
como Moisés que volvió su rostro
de su tierra para morir antes
Y entonces la llama del tiempo borró tu pintura
Y descendió el poderoso ángel del consuelo
sobre la pared vacía y grande como Rusia
San Andrés del pincel celestial
Amén

Iconos de Andréi Rublev y fotogramas de la fascinante Andréi Rublev de Andréi Tarkovsky (1966)

Modlitwa do Andrzeja Rublowa świętego ikonotwórcy

Święty Andrzeju pędzla maczanego w złocie
Twój mistrz powiadał
strzeż się grzechu
strzeż się nieczystości
lecz nade wszystko strzeż się smutku
Smutek jest suchym wiatrem stepu
Przewieje a zostaje po nim
dusza żałością spustoszona
Kładą się osiwiałe trawy
i tylko piołun gorzkie sieje ziarno

Święty Andrzeju brązu i purpury
Twój mistrz dalej powiadał
Strzeż się smutku
lecz nade wszystko strzeż się rozpaczy
Rozpacz podnosi się jak morze
I nagle zda ci się człowiecze
nie ma dla ciebie ocalenia
Lenisz się już do pracy i pociechy
Dlatego radość niech szumi
w pracowni artysty
Ochoczo mieszaj farby
nieleniwo pędzelkiem złotym
w źrenicę Boga
wpuść kropelkę światła
odziej w szaty Madonnę
i Dzieciątko uczyń
całe w uśmiechach niemowlęctwa

Święty Andrzeju aniołów milczenia
Święty Andrzeju ponad pustą deską
nad deską pustą jak sen umarłego
Święty Andrzeju niemo czuwający
aż sama deska otworzy powiekę
i spojrzy ludzkim wzrokiem
Wnet pośpieszają uprzejme anioły
światłości niosą
Ty stary anioł pośród nich
porosły białym puchem swej starości
śpieszysz się
bo już koniec bliski
a tyle dzieła ku radości czeka

Święty Andrzeju czasu ikonnego
Posłusznie kornie malowałeś piekło
maszkary potępieńców i szatanów
Ale nie chciałeś przestraszyć człowieka
Odszedłeś przeto wielce zasmucony
nie oglądając się za siebie zgoła
jak Mojżesz który twarz obrócił
od swej krainy aby prędzej umrzeć
I wtedy płomień czasu starł twe malowidło
I zstąpił smagły anioł pocieszenia
na pustą wielką niby Rosja ścianę
Święty Andrzeju pędzla niebieskiego
Amen

Leszek Kołakowski

1927-2009, Polonia (exilio en Inglaterra desde 1968)

Si Dios no existe: sobre Dios, el diablo, el pecado y otras preocupaciones de la llamada filosofía de la religión (frg.)

La idea principal se reduce a esto: lo que pertenece al pasado o al futuro no existe, por definición, más que en el recuerdo o en la esperanza, es decir, subjetivamente; mientras tanto, el presente, cuando se escudriña atentamente, disminuye hasta quedar reducido a un punto evasivo e inalcanzable que, por definición, desaparece en cuanto tratamos de capturarlo. Así pues, lo que es «en» el tiempo, nunca «es»; puede hablarse de ello como de algo que fue o que será, y, sin embargo, esas palabras no tienen sentido más que cuando está implicado un sujeto que percibe. Las cosas que no tienen memoria deben la continuidad de su identidad sólo a nuestras mentes, ya que en sí mismas no tienen ni pasado ni futuro, ni, por tanto, identidad alguna. Dotamos al mundo de cosas corruptibles, de duración y, por ello, de subsistencia, pero en este mismo acto de crearlo mentalmente, nos percatamos de nuestra propia falta de identidad, excepto de la que nos proporciona la memoria. Esto equivale a decir que lo que es, es intemporal. Y así, volvemos a los grandes iniciadores de la metafísica europea, Parménides y Heráclito, quienes, desde lados opuestos, pusieron en movimiento esta vertiginosa peonza de conceptos: lo que cambia no es; lo que es, es más allá del tiempo; si no existe nada más allá del tiempo, nada existe.

1 Foto propia 3 Fotograma de Cat People 5 Foto de Anita Hamremoen

Jeśli Bóg nie istnieje (frg.)

 Główna idea sprowadza się do tego oto: cokolwiek należy do przeszłości albo do przyszłości, nie istnieje na mocy definicji, chyba w pamięci albo antycypacji, a więc subiektywnie; tymczasem to, co teraźniejsze, przy bliższym badaniu kurczy się do nieuchwytnego punktu, który z definicji znika, gdy tylko próbujemy go schwytać. Tym samym wszystko, co jest „w» czasie, nigdy nie „jest»; można mówić o tym jako o czymś, co było albo będzie, lecz powiedzenia takie mają sens tylko wtedy, gdy zakłada się podmiot postrzegający. Rzeczy, które nie mają pamięci, zawdzięczają swoją ciągłą tożsamość tylko naszym umysłom, w sobie natomiast nie mają przeszłości ani przyszłości, a więc żadnej zgoła tożsamości. To my obdarzamy trwaniem świat rzeczy podlegających zniszczeniu, i w ten sposób utrzymujemy go w istnieniu; lecz w tym samym akcie umysłowego tworzenia świata zdajemy sobie sprawę z braku tożsamości własnej, jeśli ma ona być czymś więcej niż treścią osobniczej pamięci. To zaś tyle znaczy, że cokolwiek jest, jest bezczasowe. Tak to powracamy do wielkich inicjatorów europejskiej metafizyki, Parmenidesa i Heraklita, którzy z dwóch przeciwnych stron wprawili w ruch tę zawrotną karuzelę pojęć: tego, co się zmienia, nie ma; co jest, jest poza czasem; jeśli nie ma niczego poza czasem, to nic nie istnieje.