Jorge Urrutia

1945 – , España (Madrid)

Tiempo del espacio

A place. Where none. For the body. To be in.
                                             Move in. Out of. Back into. No. No out.
                                              No back. Only in. Stay in. On in. Still
*

Samuel Beckett [Worstward Ho]

Busca un espacio en ti, un territorio
que lo más íntimo hiera suavemente.
Huerto sin fruto. Jardín iluminado.
Regato silencioso donde flotan nenúfares.
Oscura luz que ordena el más oculto tacto.
¿Entróse un día? Ningún recuerdo queda
y tampoco hay recuerdo de haber estado ya,
de que estuviese alguien. Descubrimiento.
Nunca habitó este espacio cuerpo alguno
pues no hubo cuerpo nunca que en el cuerpo estuviera,
ni su cuerpo invadió cuerpo distinto.

Estar en el principio, en el quedarse,
origen es del tacto de todo lo intangible
tocado al fin. Sentido que se sabe
la palabra más alta del silencio,
el presente absoluto del presente.

* Un sitio. Donde ninguno. Para el cuerpo. Que esté. Que entre. Salga.
Vuelva. No. No se sale. No se vuelve. Sólo se está. Dentro. Dentro aún.
Quieto.

Samuel Beckett [Rumbo a peor]

Fotogramas de What Dreams May Come (1998) de Vincent Ward

Tłum. Ada Trzeciakowska

A place. Where none. For the body. To be in.
                                             Move in. Out of. Back into. No. No out.
                                              No back. Only in. Stay in. On in. Still
*

Samuel Beckett [Worstward Ho]

Czas Przestrzeni

Znajdź w sobie przestrzeń, terytorium
które najintymniejsze rani delikatnie.
Sad bez owoców. Rozświetlony ogród.
Cichy staw, gdzie kołyszą się lilie wodne.
Ciemne światło, co wymusza najskrytszy dotyk.
Wsunęło się tu kiedyś? Nie zostało wspomnienie
i nie ma wspomnienia o wcześniejszym pobycie,
ani że w ogóle ktoś tu był. Odkrycie.
Nigdy żadne ciało nie zamieszkało tej przestrzeni
bo nie istniało nigdy ciało, które by w ciele było,
ani ciało jego nie wtargnęło do innego ciała.

Być w samym zaraniu, w pozostawaniu,
początek bierze się z dotknięcia niedotykalnego
dotkniętego w końcu. Zmysł, który zna
najgłośniejsze słowo ciszy,
absolutną teraźniejszość teraźniejszości.

*I miejsce. Choć go nie ma. Dla tego ciała. Gdzie by było. Gdzie by ruszało się. Skąd wychodziłoby. Dokąd wracałoby. Nie. Nie wychodziłoby. I nie wracałoby. Byłoby tylko. Było. Jeszcze by tylko było. Nie poruszając się.

Samuel Beckett [Hej na dno] tłum. Antoni Libera

Początek Worstward How w wersji Antoniego Libery:

Jeszcze. Mówić jeszcze. Wymówić coś jeszcze. Jakoś coś jeszcze. Aż nijak już jeszcze. Wymówić nijak już jeszcze.
Mówić aby wymówić. Wymówić źle. Odtąd mówić aby wymówić źle.
Wymówić ciało. Choć go nie ma. Bez myśli. Choć go nie ma. Przynajmniej tyle. I miejsce. Choć go nie ma. Dla tego ciała. Gdzie by było. Gdzie by ruszało się. Skąd wychodziłoby. Dokąd wracałoby. Nie. Nie wychodziłoby. I nie wracałoby. Byłoby tylko. Było. Jeszcze by tylko było. Nie poruszając się.
Który to już raz. I zawsze to samo. Próbować. Pudłować. Trudno. Spróbować jeszcze raz. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej.
Zacząć od ciała. Nie. Zacząć od miejsca. Nie. Zacząć od obu naraz. Od tego. I od tamtego. Znużyć się jednym zabrać się za drugie. Znużyć się drugim zabrać się znów za pierwsze. I tak dalej. Jakoś dalej. Aż znużyć się tym i tamtym. I rzucić to i odejść. Gdzie nie ma już ani tego ani tego drugiego. Aż znowu tym się znużyć. I rzucić to i wrócić. Znowu do ciała. Choć go nie ma. Znowu do miejsca. Choć go nie ma. Spróbować jeszcze raz. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej. Albo i lepiej gorzej. Spudłować gorzej. Jeszcze raz jeszcze gorzej. Aż znużyć się tym na dobre. I rzucić to na dobre. I odejść. Odejść na dobre. Gdzie nie ma już ani tego ani tamtego na dobre. Niczego nie ma na dobre.


Krzysztof Karasek

1937 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Callando

El que habla
es el que calla.
O:
«Pero sobre lo más importante,
prefiero callar». (Rilke)

Estaba recostado contra el reposabrazos del sillón
cuando el rayo de una estrella lejana
perforó su pupila.

Fue en otro país, en otro sueño.
Un pañuelo de seda
que envolvía su cuello
se deslizó hasta las rodillas de ella.

Como la vía láctea. Las sombras
se alargaban, caía la tarde,
el sol estaba sangrando,
mientras ellos permanecían en el abrazo de la bahía
como en un frasco de miel.

Dos mares
derramados en torno a sus caras, península de pasión,
óvalos de ternura. Todo
se iba convirtiendo en la trama de una canción inaudible
reflejada en la luz de las montañas.

Ya que debemos hablar de lo más importante,
debemos callar, dijo.
El que calla
es el que habla.

Imagen de Qistina Khalida

MILCZENIE


Kto mówi
ten milczy.
Albo:
„A o tym, co najważniejsze,
zmilczę”. (Rilke)

Siedział oparty o poręcz fotela
kiedy promień dalekiej gwiazdy
przewiercił mu źrenicę.

To było w innym kraju, w innym śnie.
Jedwabny szalik
owinięty wokół szyi
zsunął się do jej kolan.

Jak mleczna droga. Cienie
wydłużały się, zapadał wieczór,
krwawiło słońce,
a oni trwali w uścisku zatoki
jak w słoju miodu.

Dwa morza
rozlane wokół twarzy, półwysep namiętności,
owale czułości. Wszystko
stawało się wątkiem niesłyszalnej pieśni
odbitej w świetle gór.

Skoro musimy mówić o tym, co najważniejsze,
musimy milczeć, powiedział.
Kto milczy
ten mówi.



Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Los Cinco

1
Se los llevan de buena mañana
al patio de piedra
y los colocan contra la pared

cinco hombres
dos muy jóvenes
los demás en plena madurez

nada más
se puede decir de ellos

2
cuando el pelotón levanta
el arma y apunta
todo de repente aparece
bajo la deslumbrante luz
de la evidencia

la tapia amarilla
el frío azul del cielo
una negra alambrada sobre la tapia
haciendo de horizonte

este es el momento
para la rebeldía de los cinco sentidos
que de buen grado huirían
como las ratas del barco que naufraga

antes de que la bala alcance su objetivo
el ojo percibirá el vuelo del proyectil que se acerca
el oído registrará un susurro de acero
las narices se llenarán de un humo acre
un pétalo de sangre rozará el paladar
y el tacto se contraerá y relajará

ahora yacen ya sobre tierra
cubiertos por una sombra hasta sus ojos
el pelotón se aleja
sus botones correas
y cascos de acero
están más vivos
que los yacentes al pie del muro

3
no me he enterado hoy de esto
lo sabía no precisamente desde ayer
entonces por qué estuve escribiendo
fútiles poemas sobre flores

de qué hablaban los cinco
la noche antes de su ejecución

de sueños proféticos
de una aventurilla en un burdel
de recambios de coche
de una travesía en barco
de que cuando le salieron las picas
no debía haber abierto
de que el vodka es mejor
el vino da dolor de cabeza
de chicas
de frutas
de la vida

así pues podemos
usar en poesía nombres de pastores griegos
podemos dejarnos tentar por perpetuar el color del cielo matinal

escribir sobre el amor
y también
una vez más
con seriedad de mortales
ofrecer al mundo traicionado
una rosa

Foto propia

Pięciu

1
Wyprowadzają ich rano
na kamienne podwórze
i ustawiają pod ścianę
pięciu mężczyzn 
dwu bardzo młodych
pozostali w sile wieku

nic więcej
nie da się o nich powiedzieć

2
kiedy pluton podnosi
broń do oka
wszystko nagle staje
w jaskrawym świetle
oczywistości

żółty mur
zimny błękit
czarny drut na murze
zamiast horyzontu

jest to moment
buntu pięciu zmysłów
które rade by uciec
jak szczury z tonącego okrętu

zanim kula dojdzie do miejsca przeznaczenia
oko zauważy nadlatujący pocisk
słuch utrwali stalowy szelest
nozdrza napełnią się ostrym dymem
muśnie podniebienie płatek krwi
a dotyk skurczy się i rozluźni

teraz już leżą na ziemi
cieniem nakryci po oczy

pluton odchodzi
ich guziki rzemienie
i stalowe hełmy
Są bardziej żywe
od tych leżących pod murem

3
nie dowiedziałem się dzisiaj
wiem o tym nie od wczoraj
więc dlaczego pisałem
nieważne wiersze o kwiatach
o czym mówiło pięciu
w nocy przed egzekucją

o snach proroczych
o przygodzie w burdelu
o częściach samochodu
o morskiej podroży
o tym że jak miał piki
nie trzeba było zaczynać
o tym że wódka najlepsza
po winie boli głowa
o dziewczynach
owocach
o życiu

a zatem można
używać poezji imion greckich pasterzy
można kusić się o utrwalenie barwy porannego nieba
pisać o miłości
a także
jeszcze raz
ze śmiertelną powaga
ofiarować zdradzonemu światu
różę

Transl. Czesław Miłosz and Peter Dale Scott

Five men

1
They take them out in the morning
to the stone courtyard
and put them against the wall

five men
two of them very young
the others middle-aged

nothing more
can be said about them

2
when the platoon
level their guns
everything suddenly appears
in the garish light
of obviousness

the yellow wall
the cold blue
the black wire on the wall
instead of a horizon

that is the moment
when the five senses rebel
they would gladly escape
like rats from a sinking ship

before the bullet reaches its destination
the eye will perceive the flight of the projectile
the ear record a steely rustle
the nostrils will be filled with biting smoke
a petal of blood will brush the palate
the touch will shrink and then slacken

now they lie on the ground
covered up to their eyes with shadow
the platoon walks away
their buttons straps
and steel helmets
are more alive
than those lying beside the wall

3
I did not learn this today
I knew it before yesterday
so why have I been writing
unimportant poems on flowers
what did the five talk of
the night before the execution

of prophetic dreams
of an escapade in a brothel
of automobile parts
of a sea voyage
of how when he had spades
he ought not to have opened
of how vodka is best
after wine you get a headache
of girls
of fruit
of life

thus one can use in poetry
names of Greek shepherds
one can attempt to catch the color of morning sky

write of love
and also
once again
in dead earnest
offer to the betrayed world
a rose

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

¡Felices fiestas, paz e ilusión

(por muy modesta que sea)!

Trad. Ada Trzeciakowska

JARDÍN DE INVIERNO

Como hojas se caían los párpados se corroían tiernas miradas
bajo la tierra temblaban las gargantas sofocadas de las aguas
al final calló la voz del ave la última hendidura entre la piedra
y entre las plantas más diminutas la inquietud murió como un lagarto

verticales líneas de árboles en báscula del horizonte
un rayo oblicuo cayó sobre la tierra que se quedó inmóvil
La ventana ya está cerrada Se detuvo el jardín de invierno
Los ojos están húmedos y una nube junto a los labios

– quién fue el pastor que rescató los árboles Quién tocó
para reconciliarlo todo mano rama y cielo
su forminge real como brazos de la muerta
lleva el boreal Orfeo

pataleo de angelicales pies sobre la cabeza
como escamas de alas cae la nieve
la calma es una línea perfecta que
iguala la tierra con la constelación de Libra

para huerto blanco brotes de miradas – que no vuelva a herirnos jamás el amor
para hados crueles un puñado de pelos – que en el aire purísimo se consuman

Fotos propias. Vaciamadrid.

¡wesołych Świąt, pełnych spokoju i nadziei

(choćby najskromniejszej)!

zimowy ogród

Jak liście opadały powieki kruszyła się czułość spojrzeń
drżały pod ziemią jeszcze zduszone gardła źródeł
na koniec zamilkł głos ptaka ostatnia szczelina w kamieniu
i wśród najniższych roślin niepokój zmarł jak jaszczurka
 
pionowe linie drzew na horyzontów wadze
ukośny promień padł na zatrzymaną ziemię
Okno zamknięte jest Stanął zimowy ogród
Oczy wilgotne są i mały przy ustach obłok
 
– jaki to pasterz wyprowadził drzewa Kto grał
tak aby wszystko pogodzić rękę gałąź i niebo
formirtgę pewną jak ramiona zmarłej
północny niesie Orfeusz
 
tupot anielskich ponad głową stóp
jak łuska skrzydeł leci śnieg
cisza jest linią doskonałą która
porówna ziemię z gwiazdozbiorem Waga
 
zimowym sadom pąki spojrzeń – niech miłość nas już nie kaleczy
okrutnym losom włosów garść – niech spala się w powietrzu czystym 

Transl. Alissa Valles

Winter Garden

Eyelids fell like leaves the tenderness of glances crumbled
the stifled throats of springs still trembled under the earth
finally the bird’s voice fell silent the last crevice in a rock
and down amid the lowest plants unrest froze like a lizard

plumb lines of trees on the horizon’s scales
a slanting ray fell on an earth come to a halt
The window is shut The winter garden froze
Eyes are teary little clouds form at the mouth

—what shepherd led the trees off Who played
to reconcile everything hand branch and skies
a phorminx sure as a dead woman’s shoulders
carried by a northern Orpheus

a patter of angelic feet over our heads
snow falls like wings shedding scales
quietness is a perfect line which brings
earth level with the constellation Libra

buds of glances for winter orchards—may love not wound us
a clutch of hair for cruel destiny—may it burn in the pure air

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

(….) hay realidades que, si se relataran de forma realista, causarían heridas tan profundas que tenemos que desacelerar su comunicación, para que la experiencia pueda alcanzarlas. Con esta noción describió lo que hace una metáfora, lo que genera la poesía. Frente a la experiencia insoportable, la poesía configura los vasos, los laberintos, los hilos, en los que el terror se desacelera lo suficiente como para que nuestra experiencia sensorial pueda enfrentarse a él sin resultar herida.

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of Intellectuals in Contemporary Germany» ed. Michael Geyer

Trad. Xaverio Ballester

dos gotas

Los bosques ardían –
mas ellos
en sus cuellos enredaban los brazos
como ramos de rosas

la gente corría a los refugios –
él decía que su esposa tenía cabellos
en los que uno podía esconderse

cubiertos con una sola manta
musitaban impúdicas palabras
la letanía de los amantes

Si la cosa se ponía muy fea
saltaban en los ojos del otro
y los cerraban con fuerza

con tanta fuerza que no sintieron el fuego
que alcanzaba sus pestañas

hasta el final fueron audaces
hasta el final fueron fieles
hasta el final fueron parecidos
 como dos gotas
detenidas al borde de la cara

Posters y fotogramas de El último día de verano y El Día de los Fieles Difuntos de Tadeusz Konwicki (escritor, guionista, director polaco)

(…) istnieją rzeczywistości, które, gdyby je realistycznie przedstawić, spowodowałyby tak głębokie rany, że musimy spowolnić ich przekazanie, aby umożliwić doświadczeniu ich dogonienie. Tym pojęciem opisał, jak działa metafora, jak powstaje poezja. W obliczu doświadczenia nie do zniesienia poezja kształtuje naczynia, labirynty, nici, w których groza zwalnia na tyle, że nasze doznania zmysłowe mogą sobie z nią poradzić bez doznania urazów.

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of, Intellectuals in Contemporary Germany ed. Michael Geyer)

Transl. Alssa Valles

Dwie krople

Lasy płonęły –
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów –
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs

do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy

(…) there are realities which, if they were reported realistically, would cause such deep injuries that we have to decelerate information about them, so that experience can catch up with them. With this notion he described what a metaphor does, what poetry produces. In the face of unbearable experience, poetry shapes the vessels, labyrinths, threads, in which terror decelerates enough so that our sense experience can deal with it without being injured

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of, Intellectuals in Contemporary Germany ed. Michael Geyer)

Two Drops

No time to grieve for roses, when the forests are burning.

—JULIUSZ SLOWACKI

The forests were on fire —
they however
wreathed their necks with their hands
like bouquets of roses

People ran to the shelters—
he said his wife had hair
in whose depths one could hide

Covered by one blanket
they whispered shameless words
the litany of those who love

When it got very bad
they leapt into each other’s eyes
and shut them firmly

So firmly they did not feel the flames
when they came up to the eyelashes

To the end they were brave
To the end they were faithful
To the end they were similar
like two drops
struck at the edge of a face

Robert Hass

1941 – , Estados Unidos

Trad. Ada Trzeciakowska

Alado y oscuro ácido

La sentencia con “sombra moteada” en ella.
Algo indecible
brotando del silencio matutino,
secreto como un tordo.

El otro hombre, el oficial, quien trajo cebollas,
vino y sacos de harina,
el comandante con la rodilla hinchada,
exigió después una inteligente conversación.
Al no tener otra opción, ella se la proporcionó también.

Potsdamerplatz, mayo de 1945.

Cuando el primero terminó, abrió su boca a la fuerza.
Bashō aconsejó a Rensetsu evitar argumentos sensacionalistas.
Si el horror del mundo fuese la verdad del mundo,
dijo, no habría nadie quien lo contara
ni a quien contárselo.
Creo que recomendaba describir la levemente frenética
enjambrazón de insectos cerca de una cascada.

Abrió su boca a la fuerza y escupió dentro de ella.
Probablemente damos cuenta de estas cosas,
porque somos lo que podemos imaginar.

Algo indecible en el silencio matutino.
La mente está sedienta de parecidos. “Cielo plácido”, etc.,
las curvas que trazan las golondrinas en el aire.

1 y 3 fotografías de Minor White (1908-1976)

Tłum. Renata Gorczyńska

Skrzydlate i ciemne

Zdanie z „cętkowanym cieniem”.
Coś nie do wyrażenia
wytryskuje z porannej ciszy,
tajemnicze jak drozd.

Ten drugi, oficer, co miał spuchnięte kolano
i przyniósł cebulę, wino i worki mąki,
domagał się potem inteligentnej rozmowy.
Nie mając wyboru, też mu jej dostarczyła.

Potsdammerplatz, maj 1945.

Kiedy ten pierwszy skończył, siłą rozwarł jej usta.
Basho radził Rensetsu unikać drastycznych treści.
Gdyby groza świata była prawdą świata,
rzekł, nie byłoby nikogo, kto by o tym mówił
i nikogo, kto by tego słuchał.
Myślę, że zalecał, by opisywać gorączkowe
rojenie się owadów przy wodospadzie.

Rozwarł jej usta i napluł w nie.
Przekazujemy takie rzeczy pewnie dlatego,
Że jesteśmy tym, co potrafimy sobie wyobrazić.

Coś nie do wyrażenia w porannej ciszy.
Umysł łaknie podobieństw. „Łagodne niebo”, etc.,
kreślone w powietrzu łuki jaskółek.

Winged and Acid Dark

A sentence with “dappled shadow” in it.
Something not sayable
spurting from the morning silence,
secret as a thrush.

The other man, the officer, who brought onions
and wine and sacks of flour,
the major with the swollen knee,
wanted intelligent conversation afterward.
Having no choice, she provided that, too.

Potsdamerplatz, May 1945.

When the first one was through he pried her mouth open.
Bashō told Rensetsu to avoid sensational materials.
If the horror of the world were the truth of the world,
he said, there would be no one to say it
and no one to say it to.
I think he recommended describing the slightly frenzied
swarming of insects near a waterfall.

Pried her mouth open and spit in it.
We pass these things on,
probably, because we are what we can imagine.

Something not sayable in the morning silence.
The mind hungering after likenesses. “Tender sky,” etc.,
curves the swallows trace in air.