Raquel Taranilla

1981 , España

Noche y océano

A mí misma me digo: he sido atraída a un ejército de heraldos de la magna noche y del océano sin fondo conocido, a tal punto que: yo también hozo en las sepulturas. Tal vez el pasado solo sea para ser destripado.  (…)

En una carta a Lukács (con quien tuvo un breve pero intenso romance), Hilda Bauer escribe: «He aprendido que los seres humanos son inaccesibles. Que sus almas están tan lejos las unas de las otras como estrellas. Solo un resplandor remoto llega al otro. Sé que los seres humanos están rodeados de mares oscuros e inmensos, y que se miran los unos a los otros, anhelándose sin alcanzarse nunca». (…)  

Existe en la Polinesia una leyenda para explicar el origen del cocotero: un hombre enamorado muere jurando que la joven a la que ama, que no le corresponde, habrá de darle finalmente un beso. Su cuerpo sin vida yace en el bosque y tan grande y puro es el amor que siente, dice la leyenda, que su cabeza acaba transformada en coco (en el primer coco que hubo en el mundo, de hecho). Pasan las semanas y, un día, ella, la mujer amada, pasea junto a sus amigos entre los árboles. Hace un calor intenso y uno de ellos le acerca el nuevo fruto que da la tierra, al que se le ha hecho un boquete en la cáscara, a lo que la joven oye: toma y bebe. Besa.   

Cuadros de Leonor Fini, Georges La Tour, Paul Gauguin

Tłum. Ada Trzeciakowska

Noc i ocean

Mówię sobie: przyciągnęły mnie wojska heroldów wielkiej nocy i bezdennego oceanu, do tego stopnia, że: ja również grzebię w grobach. Być może przeszłość istnieje tylko po to, by wypruć jej trzewia (…)

W liście do Lukácsa (z którym łączył ją krótki, ale intensywny romans) Hilda Bauer pisze: «Nauczyłam się, że istoty ludzkie są nieosiągalne. Ich dusze są tak odległe od siebie jak gwiazdy. Do drugiego człowieka dociera ledwie daleki blask. Wiem, że istoty ludzkie są otoczone przez ciemne i niezmierzone morza, i że patrzą na siebie, tęskniąc za sobą, nie mogąc nigdy do siebie dosięgnąć». (…)

W Polinezji istnieje legenda wyjaśniająca pochodzenie drzewa kokosowego: zakochany mężczyzna umiera przysięgając, że młoda kobieta, którą kocha, a która nie odwzajemnia jego uczuć, w końcu go pocałuje. Jego martwe ciało spoczywa w lesie, a miłość, którą czuje, jest tak wielka i czysta, że jego głowa zmienia się w kokos (pierwszy zresztą kokos na świecie). Mijają tygodnie i pewnego dnia ona, ta ukochana kobieta, spaceruje ze swoimi przyjaciółmi wśród drzew. Jest bardzo gorąco i jeden z nich podaje jej nowy owoc, który rodzi ziemia, w skorupie którego zrobiło się pęknięcie, a młoda kobieta słyszy: bierz i pij. Całuj.

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Divertimento

Playa nocturna
donde el sol llega caminando sobre sus manos,
fresco, cabalgando como el viejo caballo de la plaza
todo de madera y rojo,
como un campanario sobre el mar y sus estatuas,
claros apóstoles con la boca abierta
y el paladar negro de tanto hablar con Dios
y de beberlo en la mañana
a verdes tragos,
sorprendiéndolo entre las gaviotas,
porque él es el pingüino macho de ojos salados
o la vieja tortuga
cuyo amor ilumina el bosque.

Y llega el sol
y el dolor en la playa es una mujer con barbas,
el esfuerzo pasado,
y no este piano en la arena
ni Mozart desnudo
como una niña arrebatada y libre
jugando al escondite con su sombra
y con la sombra de todos
y con la muerte
que se deshace en sonrisas en este falso jardín,
en el único día,
el inesperado,
el que cae como una manzana sobre la cabeza.

¡Voilà! Soy dulce, dice,
pero mañana romperemos el espejo,
robaremos al ladrón,
educaremos al demonio,
y el tiempo vuela,
y Mozart vuela
y no vuelve sino a oscuras
espectral y terrible
en asambleas de hombres tristes.

Escuchemos al caballo,
matemos al apóstol,
y amémonos sólo así,
con la boca abierta y tan jóvenes,
estudiando al pingüino,
muy lejos del tormento
y del cielo colosal e inflexible.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro

Trad. Ada Trzeciakowska

Divertimento

Nocna plaża
dokąd słońca dociera spacerując na rękach,
rześkie, podrygując jak stary koń z placyku
cały z drewna i czerwony,
jak dzwonnica nad morzem i jej posągi,
świetliści apostołowie o otwartych ustach
y czarnych podniebieniach od długich rozmów z Bogiem
i od spijania go o poranku
zielonymi łykami,
zaskoczywszy go wśród mew,
bo jest on pingwinem rodzaju męskiego o słonych oczach
lub starym żółwiem,
którego miłość rozświetla las.

I dociera słońce
i ból na plaży jest kobietą z brodą,
minionym wysiłkiem,
a nie tym pianinem na piasku
ani nagim Mozartem
jak dziewczynka rozgrzana i wolna
bawiąca się w chowanego ze swoim cieniem
i z cieniem wszystkich
i ze śmiercią
która rozdaje uśmiechy w tym sztucznym ogrodzie,
tego jedynego dnia,
niespodziewanego,
który spada na głowę jak jabłko.

Voilà! Jestem słodka, mówi,
ale jutro potłuczemy lustra,
okradniemy złodzieja,
wychowamy demona,
a czas frunie,
i Mozart frunie
i wraca dopiero po zmroku
podobny do widma i straszny
na zgromadzeniach ludzi smutnych.

Posłuchajmy konia,
zabijmy apostoła,
i miłujmy się tak,
z otwartymi ustami i tacy młodzi,
ucząc się pingwina,
daleko od burzy
i przepastnego i nieugiętego nieba.

Ciskox

La estación florida

Las abejas esperan en el panal a que llegue la estación florida, los estanques están congelados y los osos hibernan. Cuando el oso se despereza despierta a las abejas y en los estanques el cisne, la rana y el martín pescador cantan, croan y chapotean. La estación florida convierte el bosque en un jardín de ensueño. Hay flores pintadas con pintalabios, las hay de plástico en las ventanas; los parques y los valles que la estación sombría secó vuelven a vivir después de haber perecido con el manto de flores. Es exagerado, desordenado, abigarrado, llamativo, y no puedes cerrar los ojos ni para pestañear pensando que desaparezca tras los párpados tal espectáculo que cubre la Tierra. Belleza, pétalos, pistilos, trinos, arroyuelos, cascadas, orquestinas, pérgolas con gente que repite el eco de los colores y la música, que ya olvidó la bufanda y fuman en pipa y lucen sombreros -ninguno de ellos negro-, cubren la faz de la Tierra. Los días duran más que en la estación sombría. En las noches, la Luna se ve reflejada en las flores blancas, y la noche americana parece un jardín de estrellas azules donde poder ver los anillos de Saturno y fuegos artificiales. La estación florida trae sonrisas y besos. Los niños juegan al columpio y el tobogán. El aroma de esta estación es el perfume de las flores, el agua de colonia y el olor del tabaco. Los árboles gritan y las flores se marchitan cuando llega a su fin y el soplo helado de la estación sombría cubre el cielo de nubes grises y despierta al oso polar. Y sueñas con colores que mañana al levantar no recuerdas dónde viste.

Videopoema de Ciskox

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ukwiecony czas

W plastrach wosku pszczoły oczekują aż nadejdzie epoka kwitnienia, jeziora zamarzły a niedźwiedzie zasnęły. Kiedy przeciąga się niedźwiedź budzi pszczoły i łabędzie w jeziorach, żaba i zimorodek zaczynają śpiewać, rechotać i pluskać się w kałużach. Pora kwitnienia przeobraża las w ogród ze snu. Są kwiaty jakby pomalowane szminką, inne, plastykowe, w oknach; parki i doliny, które ponura pora roku wysuszyła wracają do życia po tym jak umarły, pokryte kwiecistym płaszczem. Wszystko staje się przesadne, wyolbrzymione, pomieszane, wielobarwne, jaskrawe, i strach zamknąć oczy, by nie zniknęło pod powiekami owo przedstawienie, które budzi Ziemię. Piękno, płatki, słupki, trele, strumyki, kaskady, orkiestry grające do tańca, pergole pełne ludzi, którzy jak echo powtarzają barwy i muzykę; zapomnieli już o szalikach, palą fajkę i założyli kapelusze -nigdy nie czarne-, pokrywają Ziemię. Dni są dłuższe niż w ponurej porze roku. Nocami, Księżyc odbija się w białych kwiatach, i amerykańska noc upodabnia się do ogrodu błękitnych gwiazd, w którym można ujrzeć nawet pierścienie Saturna i sztuczne ognie. Sezon kwitnienia rozsyła uśmiechy i pocałunki. Dzieci dokazują na huśtawkach i na zjeżdżalni. Zapach tej pory roku to aromat kwiatów, wody kolońskiej i tytoniu. Drzewa krzyczą a kwiaty więdną, kiedy dobiega końca i mroźny oddech ponurej pory roku pokrywa niebo pełne szarych chmur a niedźwiedź polarny budzi się. A ty dalej śnisz twój sen pełen kolorów, których rano już nie potrafisz sobie przypomieć, skąd, kiedy i gdzie je widziałeś.