Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

No te preocupes

No te preocupes aún queda mucho por sufrir
ahora tienes derecho a aferrarte a la manga
de alguna amistad áspera la obligación de ser feliz
que tanto descuidas
negligente usuario del tiempo
arreando días como gansos
hacia el armuelle no te preocupes muchas veces
morirás hasta que justo al final
aprendas por fin a amar la vida

Nie martw się

Nie martw się będzie jeszcze wiele do cierpienia
teraz masz prawo przylgnąć do rękawa
czyjeś szorstkiej przyjaźni obowiązek szczęścia
który tak zaniedbujesz
niesumienny użytkownik czasu
poganiający dni jak gęsi
na lebiodę nie martw się wiele razy
będziesz umierać aż się nauczysz
na samym końcu wreszcie kochać życie

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

cuaderno de notas 1973-1979

Durante mucho tiempo he vivido como si intentara recordar algo olvidado. No sé lo que es, pero seguramente he perdido algo, he dejado algo atrás, debería volver a algún momento para recuperarlo. Pero, ¿es posible volver al pasado?


En esta inquietud y búsqueda, hay que escribir algo, darle forma a algo. Sea lo que sea, tal vez surja de ello alguna propuesta de sentido y de orden. Cualquier situación puede llegar a ser un punto de partida. Conocer la vida no tiene principio ni fin. Es como la tierra; cada punto en su superficie puede convertirse en un principio y en un centro.
Cada punto de la vida puede ser aquel a partir del cual comienza algo importante.
Es importante recordarlo cuando la vida se pone muy difícil y cuando el curso de lo cotidiano ya nos resulta demasiado despiadado.


Teóricamente, una «nueva vida» la podemos empezar desde cualquier punto, así que ¿por qué no lo hacemos? Arrastramos a cuestas a nuestro «yo», una marioneta que es ridícula y en cualquier momento queda obsoleta, falsa.


Dejar de esperar.
Pero inmediatamente empezamos a esperar otra cosa. No hay manera de salir de este bucle: excepto la muerte del alma o del cuerpo. (…)


Julio

La sensación de que todo carece de sentido nace cuando el hombre no está lo suficientemente arraigado en el mundo humano. Cuando vive casi como en la naturaleza, porque vegeta.
Sólo cuando uno está «implicado», por ejemplo, en salvar vidas humanas (como en la catástrofe en la mina), aporta un sentido al esfuerzo. Pero estos momentos dramáticos escasean en la vida. Y por eso tenemos que escuchar música, refugiarnos en objetos inservibles, escuchar nuestro propio cuerpo y sus caprichos.
«Rayuela» de Julio Cortázar es precisamente un libro sobre la alienación. El hombre debe sentir que su esfuerzo es imprescindible, no aparente. De hecho, necesitamos constantemente salvar alguna existencia o su percepción de sentido. Se ven amenazadas a cada momento.
La amistad, el amor, también son saltos al abismo, al precipicio. O muero yo o nos salvamos los dos. Siempre se esconde en ello una cierta determinación y obediencia a algo que nos empuja al uno hacia el otro.
Uno no debe resistirse a la voz que le dice que corra para salvar vidas.


Hay personas, las llamadas decentes, que colaboran con la vida en lugar de luchar contra ella.


Cuando nos quedamos de brazos cruzados, a veces nos sentimos como condenados que esperan su ejecución. Y en realidad es un sentimiento legítimo. Nos inventamos todo tipo de cosas para olvidar que somos convictos.

Fotografías de Lee Friedlander (1934, EE.UU)

Notatnik 1973-1979

Od dłuższego czasu żyję tak, jakbym starała się przypomnieć sobie coś zapomnianego. Nie wiem, co to jest, ale na pewno coś zgubiłam, zostawiłam, powinnam wrócić do jakiegoś momentu, aby to odzyskać. Ale czy można wrócić w przeszłość?


W tym niepokoju i poszukiwaniu trzeba coś pisać, coś kształtować. Cokolwiek to będzie, może wyrazi się w tym jakaś propozycja sensu i ładu. Każda sytuacja może stać się punktem wyjścia. Wiedza o życiu nie ma początku ani końca. Jest jak ziemia; każdy punkt na niej może stać się początkiem i środkiem.
Każdy punkt życia może być tym, od którego coś ważnego się rozpocznie.
Trzeba o tym pamiętać, gdy jest bardzo ciężko i gdy bieg powszedniości jest już zbyt bezlitosny.


Teoretycznie od każdego punktu można zacząć „nowe życie», Czemuż więc tego nie robimy? Wleczemy za sobą swoje „ja», kukłę śmieszną i w każdej chwili już przestarzałą, nieprawdziwą.


Przestać oczekiwać.
Ale natychmiast zaczynamy oczekiwać czegoś innego. Nie ma wyjścia z tego kręgu – prócz śmierci dla duszy albo dla ciała.


Lipiec

Poczucie bezsensu wszystkiego rodzi się tam, gdzie człowiek nie jest dostatecznie zakorzeniony w ludzkim świecie. Gdzie żyje prawie jak w naturze, wegetuje.
Dopiero „zaangażowanie» np. w ratowanie życia ludzkiego (jak w czasie katastrofy kopalni) budzi poczucie sensu wysiłków. Lecz te dramatyczne chwile są w życiu rzadkie. I dlatego musimy słuchać muzyki, grzebać się w śmieciach przedmiotów, nasłuchiwać własnego ciała i jego zachcianek.
,,Gra w klasy» Julio Cortazara to książka właśnie o wyobcowaniu. Człowiek musi czuć, że jego trud jest konieczny, nie pozorny. Właściwie ciągle trzeba nam ratować jakieś zagrożone istnienie albo poczucie jego sensu. Ono w każdej chwili jest zagrożone.
Przyjaźń, miłość – to także skoki w przepaść, w głębię. Albo zginę, albo uratujemy się we dwoje. Jest w tym zawsze jakaś determinacja i posłuszeństwo czemuś, co nas pcha ku sobie.
Nie wolno się opierać głosowi, który każe biec na ratunek życia.


Są ludzie tzw. porządni, którzy kolaborują z życiem, zamiast z nim walczyć.


Gdy siedzimy bezczynnie, mamy czasem poczucie skazańców oczekujących egzekucji. I to jest właściwie słuszne samopoczucie. Wymyślamy sobie różne rzeczy, aby zapomnieć o tym, że jesteśmy skazańcami.

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Sobre los intentos de Czeslaw Milosz y de Emanuel Swedenborg (científico, filósofo, místico sueco) de plasmar los pensamientos de carácter escatológico en el lenguaje de las imágenes:

«Aquí, pues, el hombre mismo, guiado por su propia voluntad, se sitúa en el espacio (espiritual) que corresponde a su voluntad (amor) – en el espacio del cielo o del infierno»*. Por eso Swedenborg repite que el cielo y el infierno se hallan dentro y no fuera de alguien. El espacio celestial e infernal descrito por él está lleno de simbólicos equivalentes de los estados íntimos de los ángeles y de los espíritus malignos. Czesław Miłosz describe de forma muy sugestiva el funcionamiento del semejante más allá en La tierra de Ulro:

«Los estados íntimos del hombre que dependen de la orientación de su voluntad (el amor) adoptan la forma derivada de las experiencias sensoriales en nuestra tierra, pero no existe un «objetivo» más allá, es decir, sólo es «objetivo» el bien o el mal de una persona». » Tal como eres, así percibes»: puesto que toda la naturaleza está compuesta de signos, ahora los signos, por así decirlo, se independizan y constituyen el alfabeto de la alegría o de la angustia. El espacio de Swedenborg es interno.

Swedenborg escribe que todos los objetos del cielo son «representaciones», es decir, manifestaciones, porque se corresponden con el interior y, por tanto, también lo representan.
( de En el espacio de la traducción. Traslaciones de Emanuel Swedenborg y Czesław Milosz de las cosas finales, Piotr Bukowski)

*El Cielo y sus maravillas y el Infierno de cosas oídas y vistas de E. Swedenborg

Trad. Ada Trzeciakowska

AL OTRO LADO

En algunos de los infiernos se ven semejanzas de ruinas de casas y de ciudades destruidas por incendio, en cuyas ruinas se esconden los espíritus infernales. En los infiernos menos severos se presentan apariencias de cobertizos, algunos contiguos como un pueblecillo con pasillos y plazuelas.

Emanuel Swedenborg

Cayendo al suelo me agarré a la cortina
y el tacto del terciopelo fue lo último que sentí en la tierra
mientras me desplomaba rugiendo: ¡aaah aah!

Hasta el final no creía que yo también debo… Como los demás

Luego caminé por las rodadas
entre adoquines y baches. Barracones de madera,
o una casita sobre un pie en el campo de hierbajos,
parcelas de patatas cercadas con alambre de púas.
Y jugaban a las cuasi-cartas y olía a cuasi-repollo
y había cuasi-vodka, cuasi-suciedad y cuasi-tiempo.
Yo decía que después de todo…. pero se encogían de hombros
o desviaban la mirada. Porque este país no conocía el estupor.
Ni flores. Geranios en las latas estaban marchitos,
apariencia de verdor cubierta de pegajoso polvo.
Ni el futuro. Los gramófonos sonaban
repitiendo sin cesar lo que nunca existió.
Las conversaciones repetían lo que nunca existió
para que nadie pudiera adivinar dónde estaba ni por qué.
Miraba a los perros flacos. Alargaban y encogían sus hocicos
cambiando de mestizos a galgos, o perros salchicha,
advirtiendo que no eran muy perros.
Bandadas de cornejas se helaban en vuelo, resquebrajándose bajo las nubes.

Fotogramas de El sanatorio de la clepsidra, La muñeca,  Diario de un pecador, Las tribulaciones de Balthasar Kober de Wojciech Jerzy Has

O próbach przełożenia myśli eschatologicznych na język obrazów u Emanuela Swedenborga i Czesława Miłosza:

Oto więc sam człowiek, kierując się własną wolą, sytuuje się w (duchowej) przestrzeni, która koresponduje z jego wolą (miłością) – w przestrzeni nieba bądź piekła. Dlatego właśnie Swedenborg powtarza, iż niebo i piekło znajdują się wewnątrz, a nie na zewnątrz kogoś*. Opisywaną przezeń niebiańską i infernalną przestrzeń wypełniają symboliczne odpowiedniki stanów wewnętrznych aniołów i złych duchów. Czesław Miłosz bardzo sugestywnie opisuje funkcjonowanie takich zaświatów w Ziemi Ulro:

Stany wewnętrzne człowieka zależne od orientacji jego woli (miłości) przybierają kształt wzięty z doznań zmysłowych na naszej ziemi, ale nie istnieją żadne obiektywne» zaświaty, tzn. „obiektywne» jest tylko czyjeś dobro lub zło. „Jaki jesteś tak i widzisz»: ponieważ cała przyroda składa się ze znaków, teraz znaki niejako usamodzielniają się i składają się na alfabet radości albo udręki. Przestrzeń Swedenborga jest wewnętrzna.

Swedenborg pisze, że wszystkie przedmioty w niebie są przedstawieniami», czyli reprezentacjami, ponieważ odpowiadają wnętrzu, a więc także przedstawiają je».

(Z W przestrzeni przekładu. Czesława Miłosza i Emanuela Swedenborga tłumaczenia rzeczy ostatecznych, Piotr Bukowski)

* O niebie i jego cudach również o piekle według tego co słyszano i widziano Emanuela Swedenborga

PO DRUGIEJ STRONIE

Niektóre piekła mają wygląd domów i miast zrujnowanych przez ogień, gdzie infernalne duchy czają się w ukryciu. W mniej dotkliwych piekłach można widzieć nędzne rudery, niekiedy w rzędach tworzących rodzaj miasteczek z ulicami i zaułkami

Emmanuel Swedenborg

Padając chwyciłem się zasłony
i jej aksamit w ręku był ostatnią rzeczą na ziemi
kiedy obsuwałem się rycząc: aaa aa.

Do końca nie wierzyłem, że jak innych, mnie.

Następnie szedłem po koleinach
w wyboistym bruku. Drewniane baraki,
albo jednostopa kamieniczka w polu chwastów,
działki kartofli ogrodzone kolczastym drutem.
A grali w niby-karty i był zapach niby-kapusty
i niby-wódka, niby-brud i niby-czas.
Mówiłem, że przecież… ale wzruszali ramionami
albo odwracali oczy. Bo ten kraj nie znał zdziwienia.
Ani kwiatów. Pelargonie w blaszankach uschnięte,
pozór zieleni zakryty lepkim pyłem.
Ani przyszłości. Grały gramofony
powtarzając bez ustanku co nigdy nie istniało.
Rozmowy powtarzały co nigdy nie istniało
żeby nikt nie zgadł gdzie jest i dlaczego.
Patrzyłem na chude psy. Wydłużały i kurczyły pyski
zmieniając się z kundli w charty, to znów w jamniki,
na zaznaczenie że są niezbyt psami.
Stada wron stygły w locie, pękały pod chmurą.

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Que Existes

No corriendo levemente como en un sueño
sino abriéndose paso entre una niebla densa
con la bola de oscuridad a sus pies
por los peñascos por los matorrales
solo cuelgan harapos luminosos
de las ramas suplicantes
con la fuerza de la debilidad
¿y si no llega?
rastreará reptará se arrastrará
y con los labios agrietados
sin plegarias sin palabras
encontrará el corazón del mundo
 
Cuando nos encuentre como en el campo de batalla
medio abrazados
sollozaremos dolorosamente de felicidad

Collages propios con fotografías de Sandra Bartocha y fotogramas de La notte de Michelangelo Antonioni (1961)

że jesteś

Nie biegnąc lekko jak we śnie
ale brnąc w ciężkiej mgle
z kulą ciemności u nóg
przez głazy przez chaszcze
tylko świecące łachmany wiszą
na błagalnych gałęziach
z mocą słabości
co jeśli nie doleci
to dopełznie doczołga się dociśnie
i wargami popękanymi
bez modłów bez słów
odszuka serce świata
 
Odnalezieni jak na pobojowisku
wpół objęci
zapłaczemy boleśnie ze szczęścia

Anna Kamieńska

1920-1986, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

cuaderno de notas 1973-1979

La experiencia de la belleza arde dentro de sí misma y nada resulta de ella. Es un valor que es suficiente en sí mismo. Lo único que importa es que esté ahí. No se puede absorber a la belleza, consumirla para más tarde. La belleza que es imposible de poseer nos enseña sobre nuestro propio ser, sobre la propia existencia. p.164

Mi Cantar de los Cantares. En un sueño mi amor me lleva por los pasillos de la noche. En profunda oscuridad se cruzan los trenes, trenes ciegos y amordazados. Llevan gritos y terror. p.185

La poesía expresa el dolor de la vida, sea cual sea la concepción que tengamos de ella, sea cual sea la función variable que le atribuyamos en un momento dado. O, en otras palabras, es un esfuerzo por superar el dolor. p.187

Musil (sobre Rilke) «Ser incluido a través de las cosas más diminutas en las cosas más grandes». p.189


Siempre percibo algo sospechoso en el concepto de la belleza, tal vez porque temo que la «belleza» sublime deje atrás la realidad en la que todo está entremezclado, donde no existen ni la belleza ni la bondad puras. El concepto de la belleza niega así la verdad de un mundo complejo e intrincado, niega la verdad misma.

8 de agosto ¡¿No hay otra forma de librarse del dolor que un dolor nuevo y fresco que alcanza el mismo cielo?

«La noche de los sentidos» de San Juan de la Cruz. Ahí ya no hay poesía, porque la poesía necesita cosas, esa escalera de las cosas por la que suben y bajan los ángeles de la poesía.

(…) El tercer ojo. El ojo que ve la verdad entre dos polos opuestos. p.206

Autor desconocido

Notatnik 1973-1979

Doznanie piękna spala się w sobie i nic z niego nie wynika. Jest to wartość, która wystarcza sama sobie. Ważne jest tylko to, że jest. Nie można piękna skonsumować najeść się go na zapas. Piękno, którego nie można mieć uczy nas samego bycia, samego istnienia. p.164

 Moja Pieśń nad Pieśniami. We śnie mój miły prowadzi mnie korytarzami nocy. Mijają się tam pociągi w głębokiej ciemności, ślepe, zakneblowane pociągi. Wiozą krzyk i przerażenie. p.185

Poezja wyraża ból życia, jakkolwiek byśmy ją pojmowali, jaką przypisywalibyśmy jej aktualnie zmienną funkcję. Lub inaczej – jest wysiłkiem przezwyciężania bólu. p.187

Musil (o Rilkem) „Być włączonym sprawami najdrobniejszymi w rzeczy największe”. p.189


Wyczuwam zawsze coś podejrzanego w pojęciu piękna. Może wynika to z obawy, że wysublimowane „piękno» pozostawia poza sobą realną rzeczywistość, w której wszystko jest zmieszane, gdzie nie ma czystego piękna ani czystego dobra. Pojęcie piękna zaprzecza w ten sposób prawdzie o złożonym, skomplikowanym świecie, zaprzecza prawdzie.

8 sierpnia Czy nie ma innego sposobu pozbycia się bólu jak nowy, świeży ból do samego nieba?!

Noc zmysłów» św. Jana od Krzyża. Tam nie ma już poezji, bo poezja potrzebuje rzeczy, tej drabiny rzeczy, po której wstępują i zstępują aniołowie poezji.

(…)
Trzecie oko. Oko widzące prawdę pomiędzy dwoma biegunami przeciwieństw. p206

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

la Estación

En el gran silencio de mi mes favorito
Octubre (el rojo de los arces, el marrón de los robles, en los abedules
Por aquí y por allá una hoja amarilleaba)
Celebré la detención del tiempo.

El vasto país de los muertos comenzaba por doquier:
Tras el recodo de la avenida, tras el césped de los parques,
Pero no tenía que entrar allí, no me llamaba.

Las lanchas retiradas en la orilla, los caminos en la pinocha,
El río fluía en la oscuridad, no había luces en la otra orilla.

Me dirigía al baile de fantasmas y hechiceros
Donde se presentaba una delegación con máscaras y pelucas
Y bailaba no reconocida en el cortejo de los vivos.

Fotogramas de El sanatorio de la clepsidra de Wojciech Jerzy Has

Sezon

W wielkiej ciszy mojego ulubionego miesiąca
Października (czerwień klonów, brąz dębów, na brzozach
Jeszcze tu i tam jasnożółty liść)
Celebrowałem zatrzymanie czasu.

Rozległe państwo umarłych zaczynało się wszędzie:
Za zakrętem alei, za trawnikami parków,
Ale nie musiałem tam wchodzić, nie wzywało mnie.

Motorówki wyciągnięte na brzeg, ścieżki w igliwiu,
Rzeka płynęła w ciemności, żadnych świateł po drugiej
[stronie.

Wybierałem się na bal duchów i czarowników
Na którym zjawia się delegacja w maskach i perukach
I tańczy nie rozpoznana w korowodzie żywych.

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

18 de noviembre

Nos mostró el camino que llevaba hacia abajo.
No nos perderemos, dijo, porque está iluminado.
A través de huertos desiertos, viñedos y umbrales
cubiertos de moras, fuimos a campo traviesa,
y las luces, como prefieras, eran farolas
de luciérnagas enormes o de planetas
diminutos que descendían con un vuelo incierto.
Pero cuando girar quisimos hacia arriba
todo se apagó. Y en medio de la noche absoluta
comprendí que sería bajar al fondo del precipicio
porque sólo así el fuego fatuo nos guiará de nuevo.
La tomé de la mano, nos unían recuerdos
carnales y cómplices de expediciones amorosas
es decir, hace tiempo, en el trigal o bosque espeso.
El arroyo retumbó abajo, y chilló el pedregal
espantoso con su color del azufre lunar.

23 de noviembre

Un largo tren se detiene en la estación y el andén está vacío.
Invierno, noche, el cielo se tiñe glacialmente de rojo.
Y solo se oye el llanto de una mujer. Suplica por algo
en vano, a un oficial con abrigo de piedra.

1 de diciembre

Las naves de la estación infernal, con corrientes de aire y frío.
Un golpe a la puerta, la puerta se abre
y mi padre muerto aparece en ella
pero joven, hermoso, bienamado.
Me tiende la mano. Huyo de él,
corro por las escaleras sinuosas, hacia el infinito.

de El álbum de los sueños

Imágenes propias (fotogramas coloreados por mí de “L’Atalante” de Jean Vigo

18 listopada

Pokazał nam drogę która wiodła w dół.
Nie zgubimy się, mówił, bo dużo jest świateł.
Przez opuszczone sady, winnice i progi
zarośnięte jeżyną poszliśmy na przełaj,
a światła, co kto woli, były latarniami
olbrzymich świętojańskich robaczków czy planet
małych i zniżających się niepewnym lotem.
Kiedy raz jednak skręcić chcieliśmy do góry ´
wszystko pogasło. I w zupełnej nocy
 zrozumiałem, że iść nam aż na dno przepaści
bo tylko wtedy znowu prowadzą nas ognie.
Trzymałem ją za rękę, pamięć nas łączyła
cielesna, zgodnych wypraw na łożu kochanków
to znaczy kiedyś w zbożu albo w gęstym lesie.
Nisko zahuczał potok, stały usypiska
przeraźliwe, koloru księżycowej siarki.

23 listopada

Długi pociąg stoi na stacji i peron jest pusty.
Zima, noc, niebo mroźnie podpływa czerwienią.
I słychać tylko płacz kobiety. O coś błaga
daremnie, oficera w kamiennym płaszczu.

1 grudnia

Hale infernalnego dworca, z przeciągiem i chłodem.
Stuk stuk do drzwi, drzwi się otwierają
i ukazuje się w nich mój umarły ojciec
 ale młody, piękny, ukochany.
Podał mi rękę. Uciekam od niego,
zbiegam po schodach krętych, w nieskończoność.

z Albumu snów

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

14 de agosto

Nos dijeron que recogiéramos nuestras cosas porque la casa la iban a quemar.
Llegué a escribir una carta, pero la tenía conmigo.
Hicimos nuestros hatillos y nos sentamos junto a la pared.
Nos miraron cuando pusimos el chelo* encima de los hatillos.
Mis hijos no lloraron. Seriedad y curiosidad.
Uno de los soldados llevaba un bidón de gasolina. Otros arrancaban las cortinas.

*chelo polaco, basetla, de cuatro cuerdas.

de El álbum de los sueños

Fotograma de El regreso de Andrey Zvyagintsev y Suite de Antoni Tàpies

14 sierpnia

Kazali nam zapakować rzeczy, bo dom będzie spalony.
Zdążyłem napisać list, ale ten list był ze mną.
Złożyliśmy węzełki, siedliśmy pod ścianą.
Patrzyli kiedy na węzełki kładliśmy basetlę.
Moi synkowie nie płakali. Powaga i ciekawość.
Jeden z żołnierzy niósł bańkę benzyny. Inni zdzierali firanki.

z Albumu snów

Justyna Bargielska

1977 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Todo para

Quien busca signos siempre los encuentra,
aunque en lugares más extraños. Por ejemplo
una esquela de un amigo de Łódź un mes después de su muerte,
en lo alto de las montañas, en los periódicos de Cracovia
guardados para hacer lumbre. A veces me parece que
no hay signo que yo no pueda reescribir con más claridad,
Quisiera tanto que todos
fueran felices o, al menos, que sobrevivieran.
No todos sobrevivirán, lo que quiere decir que nadie lo hará,
y las luces continuarán encendidas hasta que se apaguen.
Lo único que puede intentar un reescribidor de signos,
es sentarse en la oscuridad y explicar a la gente,
a los animales y a los pájaros, a las lombrices y a las piedras:
el haberse apagado no significa que nunca hayan brillado.
Siempre que a él mismo no le dé miedo la oscuridad.

Libros artísticos de Zbigniew Makowski (1930-2019)

Wszystko dla

Ktoś, kto szuka znaków, zawsze je znajduje,
choć w takich dziwnych miejscach. Na przykład
nekrolog znajomego z Łodzi miesiąc po jego śmierci,
wysoko w górach, w przeznaczonych na podpałkę
krakowskich gazetach. Czasem wydaje mi się,
że nie ma znaku, którego nie mogłabym przepisać wyraźniej,
tak bardzo bym chciała, żeby wszyscy
byli szczęśliwi albo przynajmniej przeżyli.
Nie wszyscy przeżyją, czyli nikt nie przeżyje,
a światła będą świecić, dopóki nie zgasną.
Jedyne, czego może spróbować przepisywacz znaków,
to siąść w ciemnościach i tłumaczyć ludziom,
zwierzętom, ptakom, glizdom i kamieniom:
to, że zgasły, nie znaczy, że nigdy nie świeciły.
Pod warunkiem, że sam się nie boi ciemności.

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Cuerda

Los pájaros dejan
sus sombras en el nido

deja pues tú la lámpara
el instrumento y el libro

vayamos hasta la colina
donde el aire crece

una estrella ausente
mi dedo te señalará

profundas bajo el césped
hay tiernas radículas

manantiales de nubes
que límpidos brotan

el viento pondrá su boca
 para que podamos cantar

mas frunciendo el cejo
no diremos ni una palabra

las nubes lucen aureolas
iguales a las de los santos

nosotros tenemos guijarros
negros en vez de ojos

la cicatriz que dejó la partida
un recuerdo bueno la sana

quizá los resplandores acaben bajando
por nuestras espaldas inclinadas

en verdad en verdad os digo
grande es el abismo
entre nosotros
y la luz

Struna

Ptaki zostawiają
w gnieździe swoje cienie

zostaw tedy lampę
instrument i książkę

chodźmy do pagórka
gdzie rośnie powietrze

gwiazdę nieobecną
pokażę ci palcem

głęboko pod darnią
są tkliwe korzonki

źródełka obłoków
które biją czysto

wiatr przyłoży usta
abyśmy śpiewali

my zmarszczymy czoła
nie powiemy słowa

chmury aureole mają
tak jak święci

my mamy kamyki
czarne zamiast oczu

bliznę po odejściu
dobra pamięć leczy

może zejdą blaski
po schylonych plecach

zaprawdę zaprawdę powiadam wam
wielka jest przepaść
między nami
a światłem

Fotografías propias

Transl. Alissa Valles

Chord

Birds leave behind
shadows in a nest

so leave your lamp
instrument and book

let us go to a hill
where air grows

I will point out
the absent star

tender rootlets
buried by turf

springs of cloud
rising unsullied

a wind lends its mouth
so that we might sing

we’ll knit our brows
we won’t say a word

clouds have haloes
just like the saints

we have black pebbles
where eyes should be

a good memory cures
the scar a loss leaves

radiance may descend
down our bent backs

verily verily I say unto you
great is the abyss
between us
and the light

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Cuaderno: Sanary*

Minado está el túnel de Gotardo.
Donde duerme la lana
y la respiración de los niños mueve las mariposas de papel,
donde caballos mojados al borde de una fuente
saltan en el aire de mayo
pasa un alambre subterráneo.

Minada está la tierra natal,
diminuta, dulce para vosotros, europea.
El olivo madura en ella y el centeno,
el viento corre por el campo de lino y se calma entre el follaje negro
bajo lámparas calientes de las naranjas.

Minado está el mar azul
En la hora en que la barca sale de pesca
de un pueblo, donde los gatos duermen entre las redes.

Minado está el corazón del hombre.
El tiempo que le fue dado para vivir y el otro tiempo
son en su conciencia como dos líneas
en vez de ser uno en armonía.

*Sanary-sur-Mer, pueblo en Provenza donde encontraron refugio artistas y escritores alemanes que huían del régimen nazi. Entre ellos Bertolt Brecht, Thomas Mann, Ludwig Marcuse y también el inglés, Aldous Huxley.

Fotogramas de Mediterráneo de Jean-Daniel Pollet

Notatnik: Sanary

Podminowany jest tunel Gotarda.
Gdzie wełna śpi
i oddech dzieci porusza papierowe motyle,
gdzie mokre konie na brzegu fontanny
skaczą w powietrzu maja
przebiega drut podziemny.

Podminowana jest rodzinna ziemia,
nieduża, słodka dla was, europejska.
Oliwka na niej dojrzewa i żyto,
wiatr biegnie polem lnu i cichnie w czarnych liściach
pod gorącymi lampami pomarańcz.

Podminowane jest niebieskie morze
w godzinie, kiedy kuter wyjeżdża na połów
z miasteczka, w którym koty śpią między sieciami.

Podminowane jest serce człowieka.
Czas dany mu do życia i czas inny
są w jego świadomości jak dwie linie
zamiast być jednym w harmonii.

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Esse

Observaba su cara con estupefacción. Las luces de la estación del metro pasaban volando, no las divisaba. ¿Qué se puede hacer, si la vista no tiene esa fuerza absoluta con la que absorber los objetos -embriagada con la velocidad-, dejando atrás únicamente el vacío de la forma ideal, un signo, como un jeroglífico, dibujo simplificado de un animal o de un pájaro? La nariz levemente respingona, la frente alta con el pelo liso, la línea de la barbilla -pero ¿por qué la vista no tiene fuerza absoluta? – y en la blancura rosácea recortados unos agujeros en los que hay una oscura y brillante lava. Absorber esa cara y, a la vez, tenerla sobre el fondo de todas las ramas de primavera, muros, olas, en el llanto, en la risa, hacerla retroceder quince años, adelantarla treinta años. Tener. Ni siquiera es el deseo. Es como una mariposa, un pez, el tallo de una planta, tan solo que aún más misterioso. Al fin, después de tantísimos esfuerzos por nombrar el mundo, sé únicamente ir repitiendo la suprema confesión, la única confesión fuera de la cual no llega ninguna fuerza: yo soy –ella es-. Gritad, tocad las trompetas, formad las marchas multitudinarias, saltad, desgarraos la ropa repitiendo una cosa: ¡es! ¿Y para qué se han escrito páginas, toneladas, catedrales de páginas, si balbuceo, como si fuera el primero que surgió del légamo en la orilla del océano? ¿De qué sirvieron las civilizaciones del Sol, el polvo rojo de las ciudades arruinadas, las corazas y motores en el polvo de los desiertos, si no han aportado nada a este sonido -es-?
Ella bajó en Raspail. Me quedé solo con la inmensidad de cosas existentes. Esponja que sufre porque no puede absorber el agua, el río que sufre porque reflejos de nubes y árboles no son nubes ni árboles.

Esse

Przyglądałem się tej twarzy w osłupieniu. Przebiegały światła stacji metra, nie zauważałem ich. Co można zrobić, jeżeli wzrok nie ma siły absolutnej, tak, żeby wciągał przedmioty z zachłyśnięciem się szybkości, zostawiając za sobą już tylko pustkę formy idealnej, znak, niby hieroglif, który uproszczono z rysunku zwierzęcia czy ptaka? Lekko zadarty nos, wysokie czoło z gładko zaczesanymi włosami, linia podbródka – ale dlaczego wzrok nie ma siły absolutnej? – i w różowawej bieli wycięte otwory, w których ciemna błyszcząca lawa. Wchłonąć tę twarz, ale równocześnie mieć ją na tle wszystkich gałęzi wiosennych, murów, fal, w płaczu, w śmiechu, w cofnięciu jej o piętnaście lat, w posunięciu naprzód o trzydzieści lat. Mieć. To nawet nie pożądanie. Jak motyl, ryba, łodyga rośliny, tylko rzecz bardziej tajemnicza. Na to mi przyszło, że po tylu próbach nazwania świata umiem już tylko powtarzać w kółko najwyższe, jedyne wyznanie, poza które żadna moc nie może sięgnąć: ja jestem – ona jest. Krzyczcie, dmijcie w trąby, utwórzcie tysiączne pochody, skaczcie, rozdzierajcie sobie ubrania, powtarzając to jedno: jest! I po co zapisano stronice, tony, katedry stronic, jeżeli bełkocę, jakbym był pierwszym, który wyłonił się z iłu na brzegach oceanu? Na co zdały się cywilizacje Słońca, czerwony pył rozpadających się miast, zbroje i motory w pyle pustyń, jeżeli nie dodały nic do tego dźwięku: jest?
Wysiadła na Raspail. Zostałem z ogromem rzeczy istniejących. Gąbka, która cierpi, bo nie może napełnić się wodą, rzeka, która cierpi, bo odbicia obłoków i drzew nie są obłokami i drzewami.

Transl. Czeslaw Milosz and Robert Pinsky

Esse

I looked at that face, dumbfounded. The lights of métro stations flew by; I didn’t notice them. What can be done, if our sight lacks absolute power to devour objects ecstatically, in an instant, leaving nothing more than the void of an ideal form, a sign like a hieroglyph simplified from the drawing of an animal or bird? A slightly snub nose, a high brow with sleekly brushed-back hair, the line of the chin – but why isn’t the power of sight absolute? – and in a whiteness tinged with pink two sculpted holes, containing a dark, lustrous lava. To absorb that face but to have it simultaneously against the background of all spring boughs, walls, waves, in its weeping, its laughter, moving it back fifteen years, or ahead thirty. To have. It is not even a desire. Like a butterfly, a fish, the stem of a plant, only more mysterious. And so it befell me that after so many attempts at naming the world, I am able only to repeat, harping on one string, the highest, the unique avowal beyond which no power can attain: I am, she is. Shout, blow the trumpets, make thousands-strong marches, leap, rend your clothing, repeating only: is!

She got out at Raspail. I was left behind with the immensity of existing things. A sponge, suffering because it cannot saturate itself; a river, suffering because reflections of clouds and trees are not clouds and trees.

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Mira

Un firmamento tan frío como la piedra donde sus alas aguzan
ángeles altivos y muy sobrenaturales
marchando por travesados de resplandor y peñas de sombra
se van abismando despacio en un cielo imaginario
pero momentos después salen todavía más pálidos
por la otra parte del cielo por la otra parte de los ojos
No digas que no es cierto que no hay ángeles
hundida en la charca de tu cuerpo indolente
tú que todo lo ves según el color de tus ojos
y te alzas saciada del mundo – en la frontera de tus pestañas

Fotografías de Duane Michels (1932 – , EE.UU.)

Zobacz

Błękit zimny jak kamień o który ostrzą skrzydła
aniołowie wyniośli i bardzo nieziemscy
idąc po szczeblach blasku i po głazach cienia
zapadają się z wolna w urojone niebo
lecz po chwili wychodzą jeszcze bardziej bladzi
po tamtej stronie nieba po tamtej stronie oczu
Nie mów że to nieprawda że nie ma aniołów
pogrążona w sadzawce leniwego ciała
ty która widzisz wszystko w kolorze swych oczu
i stajesz syta świata – na granicy rzęs

Transl. Alissa Valles

Look

The blue winter sky like a stone on which angels
sublime and quite unearthly sharpen their wings
moving on rungs of radiance on crags of shadow
they gradually sink into the imaginary heavens
but in another moment they emerge even paler
on the other side of the sky the eye’s other side
Don’t say that it’s not true there aren’t any angels
you immersed in the pool of your indolent body
you who see everything through your eye’s color
and stand sated with world – at your lashes’ edge

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Georg Heym: una aventura casi metafísica

1
Si es verdad
que la imagen precede al pensamiento
cabe pensar
que las ideas de Heym
surgieron mientras patinaba sobre el hielo

-facilidad para deslizarse
sobre una superficie helada

>estaba aquí y estaba allí
giraba en torno a un centro móvil
sin ser un planeta
ni una campana
ni un agricultor apegado a su arado

-relatividad del movimiento
especular penetración de sistemas

la orilla izquierda más cercana
(los rojos tejados de Gatow)
huía hacia atrás
como un mantel del que se tira con violencia
la derecha en cambio
permaneció (aparentemente) en su lugar

-derrumbe del determinismo
maravilloso coexistir de posibilidades

-mi grandeza –
decíase Heym a sí mismo
(ahora patinaba hacia atrás
con su pierna izquierda levantada)
se basa en haber descubierto
que en el mundo contemporáneo
no existe el resultado
la tiranía de las consecuencias
la dictadura de las relaciones causales

sino que todos los pensamientos
acciones
objetos
fenómenos
se presentan uno al lado del otro
como las huellas de patines
sobre una blanca superficie

una afirmación onerosa
para la física teórica
una afirmación inquietante
para la teoría poética

2

los que estaban en la orilla derecha
no se dieron cuenta de la desaparición de Heym

el alumno de bachillerato que lo estaba adelantando
lo vio todo en el orden inverso:

el blanco jersey
el pantalón abrochado bajo la rodilla
con dos botones de hueso
las medias anaranjadas en sus pantorrillas
y los patines causantes de la desgracia

dos policías
apartaron el tropel de mirones
parados junto al agujero en el hielo

(parecía más bien la entrada a un sótano
o la fría boca de una máscara)

humedecieron la punta de sus lápices
antes de intentar hacer el informe del incidente
de reintroducir el orden
conforme a la anticuada
lógica aristotélica
con esa obtusa indiferencia
tan propia de la autoridad
hacia nuestro descubridor
y su pensamiento
que ya entonces
erraban perplejos
bajo el hielo

Georg Heym – przygoda prawie metafizyczna

1
Jeśli jest prawdą
że obraz wyprzedza myśl
można mniemać
że idee Heyma
powstały w czasie ślizgawki

-łatwość poruszania się
po lodowej powierzchni

był tu i tam
krążył wokół ruchomego centrum
nie był planetą
ani dzwonem
ani rolnikiem przywiązanym do pługa

-względność ruchu
lustrzane przenikanie układów

lewy bliżej brzeg
(czerwone dachy Gatow)
uciekał do tyłu
jak gwałtownie szarpany obrus
prawy natomiast
stał (pozornie) w miejscu

-obalenie determinizmu
cudowna koegzystencja możliwości

-moja wielkość-
mówił do siebie Heym
(sunął teraz do tylu
z uniesioną lewą nogą)
polega na odkryciu
że w świecie współczesnym
nie ma wynikania
tyrani następstw
dyktatury związków przyczynowych

wszystkie myśli
działania
przedmioty
zjawiska
leżą obok siebie
jak ślady łyżew
na białej powierzchni

stwierdzenie ważkie
dla fizyki teoretycznej
stwierdzenie groźne
dla teorii poezji

2

ci którzy stali na prawym brzegu
nie zauważyli zniknięcia Heyma

gimnazjalista który go mijał
widział wszystko w odwróconym porządku:

biały sweter
spodnie zapięte pod kolanem
na dwa kościane guziki
łydki w pomarańczowych pończochach
łyżwy przyczynę nieszczęścia

dwaj policjanci
rozgarnęli tłum gapiów
stojących nad otworem w lodzie

(wyglądał jak wejście do lochu
jak zimne usta maski)

śliniąc ołówki
próbowali zanotować zdarzenie
wprowadzić porządek
zgodnie z przestarzałą
logiką Arystotelesa
z właściwą władzy
tępą obojętnością
dla odkrywcy
i jego myśli
które teraz
błąkały się bezradnie
pod lodem

Cuadro de Leonora Carrington animado.

Transl. Alissa Valles

Georg Heym-an almost metaphysical adventure

1
If it is true
that image precedes thought
one might imagine
that Heym’s ideas
arose while he was skating

—the ease of moving
across an icy surface

he went here and there
circling a mobile center
he wasn’t a planet
or a bell
or a farmer bound to a plow

—the relativity of motion
mirrored systems merging

the nearer left bank
(the red roofs of Gatow)
lurched backward
like a yanked tablecloth
the right bank however
(apparently) stood still

—the toppling of determinism
a wondrous coexistence of possibilities

—my greatness—
Heym said to himself
(pushing out with
his raised left leg)
lies in the discovery

that the modern world
knows no direct results
no tyranny of consequences
no dictatorship of causation

all thoughts
actions
objects
phenomena
lie beside each other
like a skater’s tracks
on a white surface

an important claim
for theoretical physics
an ominous claim
for a theory of poetry

2
(…)
licking their pencils
they tried to record the event
to introduce order
according to the obsolete
logic of Aristotle (…)

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Corazón chiquito

la bala que disparé
durante la gran guerra
dio la vuelta al globo terráqueo
e hizo blanco en mi espalda

en el momento menos oportuno
cuando estaba ya seguro
de haberlo olvidado todo
las culpas de él y las mías

ciertamente como los demás
deseaba borrar de mi memoria
los rostros del odio

la historia constituía un consuelo
mi lucha había sido contra la violencia
y el Libro afirmaba
que él era Caín

tantos años con paciencia
tantos años en vano
estuve lavando con el agua de la compasión
hollín sangre y ofensas
para que la belleza noble
la hermosura de la existencia
y puede que incluso la bondad
encontraran un hogar en mí
y en verdad como los demás
anhelaba regresar
a la bahía de la infancia
al país de la inocencia

la bala que disparé
con un arma de pequeño calibre
contra toda ley gravitatoria
dio la vuelta al globo terráqueo
e hizo blanco en mi espalda
como si quisiera decirme
-nada a nadie
le será perdonado

así que ahora estoy sentado solo
sobre el tronco de un árbol cortado
justo en el centro mismo
de la batalla olvidada

y cual araña gris voy urdiendo
amargas meditaciones

sobre una memoria demasiado grande
sobre un demasiado pequeño corazón

Małe serce

pocisk który wystrzeliłem
w czasie wielkiej wojny
obiegł kule ziemską
i trafił mnie w plecy

w momencie najmniej stosownym
gdy byłem już pewny
że zapomniałem wszystko
jego – moje winy

przecież tak jak inni
chciałem wymazać
twarze nienawiści

historia pocieszała
że walczyłem z przemocą
a Księga mówiła
-to on był Kainem

tyle lat cierpliwie
tyle lat daremnie
zmywałem wodą litości
sadzę krew obrazy
żeby szlachetne piękno
uroda istnienia
a może nawet dobro
miały we mnie dom
przecież tak jak wszyscy
pragnąłem powrócić
do zatoki dzieciństwa
do kraju niewinności

pocisk który wystrzeliłem
z broni małokalibrowej
wbrew prawom grawitacji
obiegł kulę ziemską
i trafił mnie w plecy
jakby chciał powiedzieć –
że nic nikomu
nie będzie darowane.

więc siedzę teraz samotny
na pniu ściętego drzewa
dokładnie w samym środku
zapomnianej bitwy

i snuję siwy pająk
gorzkie rozważania

o zbyt wielkiej pamięci
o zbyt małym sercu.

Transl. Czeslaw Milosz and Peter Dale Scott

A small heart

the bullet I fired
during the great war
went around the globe
and hit me in the back

at the least suitable moment
when I was already sure
I had forgotten it all —-
his transgressions and mine

after all I like anyone else
wanted to erase the memory
of countenances of hatred

history consoled me
— I was battling violence
but the Book told me
— I was battling Cain

so many patient years
so many years in vain
I washed soot blood
hurt in mercy’s stream
so that noble beauty
the glory of existence
perhaps even the good
might have have a home in me

after all I like anyone else
had a longing to return
to the bay of childhood
the country of innocence

the bullet I fired
from a low-caliber gun
despite laws of gravity
went around the globe
and hit me in the back
as if it wished to tell me
— nobody gets anything
for free

so now I sit in solitude
on a sawed-off tree trunk
in the exact center point
of the forgotten battle
grey spider I spin
bitter meditations

on memory too large
and a heart too small

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Breviario II

Señor,


dótame de talento para componer frases largas, cuya línea sea la línea de una respiración, extendida como los puentes, como el arco iris, como el alfa y omega del océano

Señor, obséquiame con la fuerza y maña de quienes construyen frases largas que se despliegan como un roble, espaciosas como un valle grande para que quepan en ellas mundos, esqueletos de mundos, mundos de ensueño

y también para que las oraciones principales predominen seguras sobre las subordinadas, para que controlen su curso complejo pero expresivo como un basso continuo, para que permanezcan inconmovibles por encima del movimiento de los elementos, para que los atraigan como atrae los elementos la fuerza de las invisibles leyes de la gravitación

por frases largas rezo pues, por frases que modele el esfuerzo, tan extensas que en cada una de ellas pueda encontrarse el reflejo especular de una catedral, de un gran oratorio, de un tríptico

y también por animales poderosos y pequeños, estaciones de trenes, un corazón henchido de dolor, pétreos precipicios y el surco del destino en la palma de la mano

Fotos propias.

Brewiarz II

Panie,


obdarz mnie zdolnością układania zdań długich, których linia jak zwykle od oddechu do oddechu wydaje się linią rozpiętą jak wiszące mosty, jak tęcza, alfa i omega oceanu

Panie, obdarz mnie siłą i zręcznością tych, którzy budują zdania długie, rozłożyste jak dąb, pojemne jak wielka dolina, aby mieściły się w nich światy, cienie światów, światy z marzenia

a także aby zdanie główne panowało pewnie nad podrzędnymi, kontrolowało ich bieg zawiły, ale wyrazisty, jak basso continuo trwało niewzruszenie nad ruchem elementów, aby przyciągało je, jak jądro przyciąga elektrony siłą niewidoczny praw grawitacji

o zdanie długie tedy modlę się, zdanie lepione w mozole, rozległe tak, by w każdym z nich znalazło się lustrzane odbicie katedry, wielkie oratorium, tryptyk

a także zwierzęta potężne i małe, dworce kolejowe, serce przepełnione żalem, przepaście skalne i bruzdę losów w dłoni

Transl. Alissa Valles

Breviary II

Lord,


grant me the ability to compose a long sentence, whose line, customarily from breath to breath, is a line spanned like a suspension bridge like a rainbow the alpha and omega of the ocean

Lord, grant me the strength and agility of those who build sentences long and expansive as a spreading oak tree, like a great valley; may they contain worlds, shadows of worlds, and worlds of dreams

may the main clause rule confidently over dependent clauses, control their course, a circuitous but expressive basso continuo, endure unmoved above the elements in motion, draw them to itself like nucleus draws electrons by unseen laws of gravitation

I pray then for a long sentence, sculptured by the sweat of my brow, extending so far that in each there might be reflected the mirror image of a cathedral, a great oratorio, a triptych,

and also animals mighty and minuscule, train stations, the heart brimming with sorrow, rocky cliffs, and the furrow of the fate in the hand

Krzysztof Ćwikliński

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Banquete

Cuando pintó el banquete, sabía que no podía
faltar de nada: la mesa como un oscuro nogal

se derramaba a través de los ventanales. Después de pensarlo mucho,
ordenó desde la mesa a los invisibles sirvientes que lo recogieran todo,

y él se pasó toda la noche preparando el lienzo.
Al banquete le faltaba muerte. Así que empezó desde el principio

y cuando la mesa surgió de nuevo, se sentó junto a ella
engalanado de oro y seda con dos puñados de ceniza

Pinturas de Agostino Arrivabene y fotografía de Julia Hetta

Uczta

Kiedy malował ucztę, wiedział, że nie może
Zabraknąć w niej niczego: stół jak ciemny orzech

Rozlał się między okna. Potem myśląc długo
Ze stołu kazał sprzątnąć niewidzialnym sługom

A sam płótno noc całą dokładnie gruntował
Na uczcie brakło śmierci. Rozpoczął od nowa

I kiedy stół znów stanął, posadził u stołu
Strojne w złoto i jedwab dwie garści popiołu…

Krzysztof Ćwikliński

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

cuerda de luz

El Universo es un instrumento repleto de hojas marchitas
del geranio. El sonido puro es un sujeto lírico.
Margarita es una monja muerta. Resplandece
la cuerda de luz del laúd en la sala de música.

Y es ella, que no existe, la que rasguea esa cuerda,
que no existe, del laúd, que tampoco existe.
Escucho, pero tampoco yo existo. La irrefutable prueba
de nuestra existencia cae en un vacío ideal…

Si pudiera ser música sería esta melodía, Folias de España… Escena de Todas las mañanas del mundo. Guión de Pascal Quignard, obras de Marin Marais tocadas por Jordi Savall.

Struna światła

Wszechświat jest instrumentem całym w zwiędłych liściach
Geranium. Czysty dźwięk jest podmiotem lirycznym
Małgorzata jest zmarłą zakonnicą. Błyska
Struna światła u lutni w pokoju muzycznym

Tak więc ta, której nie ma, potrąca tę strunę
Której nie ma, u lutni, której nie ma również.
Słucham, lecz i mnie nie ma. Niezbity argument
Naszego bytu wpada w idealną próżnię…

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Tłum. Ada Trzeciakowska

Sin embargo…

Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… No me
fío de mí. Nada es 
permanente. Menos 
lo es la palabra. Esto 
tampoco, 
esto tampoco, 
esto tampoco. No me fío, 
no te fíes de quien 
dice, de quien 
habla, de lo que se 
dice, de lo que dices, 
de lo que digo, 
no me fíes, 
no te fío. 
La lucidez es una chispa, un 
estado de conciencia 
en las multiplicadas estancias 
de la conciencia o que hacen 
conciencia, las estancias 
que se alargan, se prolongan, se 
continúan, y así 
se le llama conciencia 
a aquella continuidad. 
No me fío, no te 
fíes de las estancias, 
se estrechan, 
se acortan, 
se invaden, 
desaparecen, 
la lucidez es un instante 
entre estancias, 
ventanas en la mónada que 
si permanece bajo 
la luz del foco se hace estancia, 
también ella, y sufre 
las mismas convulsiones. 
Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… lo 
que intuyo ahora 
se borrará mañana, 
luego,
ahora, 
apenas se haga pensamiento, 
conciencia: estancia. Atrapamos 
la sensación que invade las entrañas, 
muy abajo, 
muy adentro, 
muy homogénea, la atrapamos 
y la hacemos eso: «sensación», 
la nombramos, 
la describimos… la perdemos. Ya 
no es ella, ya no es eso, ya no es. 
Aún está allí pero 
no es lo que digo, 
lo es apenas, 
no es lo que oís, 
no es eso, no 
os fiéis, 
no me fíes, 
no te fío.

De nuevo cae la tarde, 
mengua la luz. 
Los colores del otoño vienen del oeste, 
decía aquel poeta chino. 
El mundo está en mí. 
No me apartaré. 
Acojo todos los colores, el 
estío dentro de mi otoño, 
porque sé que no 
hay fin, que no habrá término. 
Todo comienza y termina en mí. 
Yo soy el infinito proyecto de mí misma
por encima de mí
me sobrevuelo. 

Jednak…

Jednak…
Jednak,
jednak,
jednak… Nie ufam
sobie. Nic nie
jest niezmienne. A najmniej
słowo. To
też nie,
to też nie,
to też nie. Nie ufam,
nie ufaj temu kto
mówi, temu co rozmawia, temu co
się mówi, temu co mówisz,
temu co mówię,
nie ufaj mi,
nie ufam tobie.
Jasność umysłu jest iskrą,
stanem świadomości
w pomnożonych bytnościach
świadomości lub stających się
świadomością, bytności
się wydłużają, przeciągają,
trwają, i tak oto
nazywamy świadomością
ową ciągłość.
Nie ufam, nie
ufaj bytnościom,
zwężają się,
skracają się,
nachodzą na siebie,
znikają,
jasność umysłu jest momentem
pomiędzy bytnościami,
oknami w monadzie, która
pozostając w
świetle reflektorów staje się bytnością,
ona również i wstrząsają nią
te same konwulsje.
Jednak,
jednak,
jednak…. to
co przeczuwam teraz
jutro się zatrze,
później,
teraz,
ledwo stanie się myślą,
świadomością: bytność. Chwytamy
wrażenie, które zalewa wnętrzności,
na samym dole,
w samym środku,
tak jednorodne, chwytamy je
i czynimy je tym: “wrażeniem”,
nazywamy je,
opisujemy je… tracimy je. To
już nie ono, to już nie to, już nie.
Nadal w niebezpieczeństwie, lecz
to nie jest tym co mówię,
ledwo jest tym,
to nie to co słyszycie,
to nie to, nie
ufajcie,
nie dajcie mi ufać,
nie ufam ci.

Znów zapada wieczór
światło się obkurcza.
Kolory jesieni nadchodzą z zachodu,
mawiał tamten chiński poeta.
Świat jest we mnie.
Nie odsunę się.
Przyjmuję wszystkie kolory,
lato wewnątrz mojej jesieni,
bo wiem, że nie
ma kresu, nie będzie końca.
Wszystko zaczyna i kończy się we mnie.
Jestem bezkresnym projektem siebie samej
ponad sobą
unoszę się.

Foto propia