Ángel M. Alcalá

1981- , España (Albacete)

***

Hay mañanas de escarcha
en las que me despierto del pasado irrecuperable
y me siento en un futuro lejano y hueco
igual que un pozo vacío
en el que la gente
obstinada por seguir la vía muerta
se había despeñado hacía ya tanto
que no quedaba rastro
esos amaneceres
la oportunidades que perdimos
hierven en la oscuridad
y se estremecen y lloran
como criaturas recién nacidas
                con síndrome de abstinencia
y sus voces de hierro oxidado
se te instalan en los tímpanos
chirriar obcecado de arañazos en los cristales
tratando de entrar y tomar tu casa
para sellarla desde dentro
hermética
y hacerla sepulcro
de todas partes
acuden los pájaros negros
de las rendijas que hay en las cosas rotas y olvidadas
los baúles con olor a naftalina y las imágenes perdidas
bajo la costra de salitre de la humedad
y hacen días de invierno aunque estemos en julio
se redoblan y proliferan
             hasta cubrir el sol de plomo viejo
y percibes en el aire sabor a polvo
con las certezas ineludibles
de no haber tragado nada
y de saber que es ese
             el sabor propio de tu espíritu
polvo que se lleva el viento
del batir de alas
de cada recuerdo que no nos deja.

Fotografías de Rosa Basurto

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Są takie mroźne poranki
gdy budzę się z bezpowrotnie utraconej przeszłości
a w odległej i głuchej przyszłości czuję się
niczym pusta studnia
w której ludzie
którzy z uporem brnęli w ślepy zaułek
na dno poszli już tak dawno
że nie pozostał po nich ślad
te wschody słońca
te zmarnowane szanse
wrzą teraz w ciemnościach
i drżą i płaczą
jak nowo narodzone stworzenia
           z zespołem odstawiennym
a ich głosy z zardzewiałego żelaza
zagnieżdżają ci się w bębenkach
natarczywy zgrzyt rys na szkle 
usiłujący wtargnąć i zawłaszczyć twój dom
by zaplombować go szczelnie
od środka
i przemienić  w grób
ze wszystkich stron
zlatują się czarne ptaki
ze szczelin w zepsutych i zapomnianych przedmiotach
skrzyń cuchnących naftaliną i zaginionych zdjęć
pod saletrową skorupą wilgoci
i to przez nie zimowe dni, mimo, że jest lipiec
podwajają się i mnożą
             aż pokryją słońce starym ołowiem
a powietrze smakuje pyłem
choć masz nieuchronną pewność
że niczego nie połknąłeś
i wiesz, że to właśnie jest
             smak twojej własnej duszy
pył wzbity przez podmuch
trzepotu skrzydeł
każdego wspomnienia, które w tobie trwa.

Małgorzata Skwarek-Gałęska

Poemas de Małgorzata Skwarek-Gałęska forman parte del libro Hechas de barro y sol que tuve el placer de traducir. Es una antología en la que participan treinta poetas de Perú y Polonia, una antología hecha por mujeres con mujeres cuyas vidas transcurren en dos realidades opuestas, pero sus corazones laten igual. Entre 30 autoras de 60 poemas están: Roxana Crisólogo Correa, Giovanna Pollarolo, Gloria Mendoza Borda, Lourdes Aparición y de Polonia: Anna Maria Mickiewicz, Katarina Lavmel, Katarzyna Dąbrowska, Daria Lisiecka. El libro está a la venta en Amazon en formato epub.

1956, Polonia (Łódź)

Trad. Ada Trzeciakowska

couru*

corre corre dice el instinto
—cuando el mundo se desmorona— ¿adónde?

con desesperación detienes la mente
el ardor agarra con sus dientes tu camisa
es un reflejo que la transmisión hizo inmortal
aún hoy retumba en el alma de la humanidad

corre corre cuando se derrumban
las paredes de una casa familiar improvisada
cuando los ojos de la bestia se asoman de una cara familiar
cuando te agarras a un clavo ardiendo

corre dice tu instinto
—y si te dieras la vuelta—
¿existirá el mundo
y tú te petrificarás?

*paso corrido – en la danza son pequeños pasos rápidos hacia delante

Collage propio a partir de los fotogramas de 400 golpes de François Truffaut

*couru

biegnij biegnij mówi instynkt
– gdy świat się rozpada- dokąd?

rozpaczliwie powstrzymujesz głowę
żar chwyta zębami koszulę na plecach
to odruch uwieczniony przekazem
do dzisiaj tłucze się echem w duszy ludzkości

biegnij biegnij gdy rozpadają się
ściany znanego domu skleconego byle
gdy oczy bestii wyglądają ze znanej twarzy
gdy łapiesz za brzytwę

biegnij mówi instynkt
– a gdyby tak obrócić się-
czy świat będzie istniał
i skamieniejesz?

z tomiku «… i….» (2012)

*pas couru – pomocniczy ruch, taneczny bieg, wykorzystywany do połączenia części tańca

Małgorzata Skwarek-Gałęska

1956, Polonia (Łódź)

Trad. Ada Trzeciakowska

nuestros hogares están en nosotros

nuestros hogares están en nosotros
paredes opacas
puertas que deambulan impredecibles
ventanas como espejos en cuartos oscuros
encuadrando sombras espectros

a veces el alba llega con el viento
borra de improviso las manchas de la noche
de una paleta abandonada de súbito
de una partitura llena de genes 
revueltos de forma rara en el pentagrama

nuestros hogares están en nosotros
sea como sea llegaremos hasta ellos
conteniendo las ganas de huir
abriendo puertas para que penetre el color
para poder entrar y salir hacia la vida

nuestros hogares están en nosotros
esperan

Collage propio (a partir del fotograma de Exile de Rithy Panh)

nasze domy są w nas

nasze domy są w nas
nieprzejrzyste ściany
drzwi wędrujące nieprzewidywalnie
okna jak lustra w ciemnych pokojach
ujmujące w ramy cienie mary

czasami świt dociera wiatrem
niespodzianie wywabiając plamy nocy
z palety nagle odłożonej
z partytury pełnej genów
dziwnie pomieszanych na pięciolinii

nasze domy są w nas
czy do nich trafimy
poskramiając chęć ucieczki
czy otworzymy drzwi by wpuścić barwę
by móc wejść i wyjść w życie

nasze domy są w nas
czekają

z tomiku «… i….» (2012)

Luis Rosales

1910-1992, España

IV CUANDO A ESCUCHAR EL ALMA ME RETIRO

La muerte no interrumpe nada,
y sin embargo
no puede haber un día que alumbre el mundo entero al mismo tiempo,
no hay un silencio que nos pueda enlutar la vida entera,
no hay un amor total,
no hay memoria total,
ni siquiera un recuerdo que pueda esperanzarnos,
que pueda calentar en un instante todo el pecho.


(***)


He llegado al final de la casa donde están la cocina y el baño,
y ahora me siento en el pasillo
igual que si estuviera circulando en mi propio sistema arterial,
y me rodea la sombra como si fuera sangre,
y me pesa en los hombros la estrechez de la tierra
comprimiendo mis brazos contra el cuerpo,
y me recorre un estremecimiento genital,
porque cerca de mí,
cerca de mí, crepitante y morena,
¿no estoy oyendo algo como una voz que arde?,
como un desprendimiento de tierra que se agrieta, que se empieza a agrietar
en una voz en la que vibra esa tristeza que tú tienes,
esa tristeza humana
en que se está viviendo aún a Cristo mismo,
esa tristeza que es más antigua que la carne,
esa tristeza que está latiendo ahora
en esta habitación donde los libros
caminan y caminan y caminan.
 

 Y ahora, como la fe entra por el oído,
ha llegado el momento de decir que conozco esta voz,
que conozco esta voz
y no la puedo recordar porque la estoy viviendo todavía,
porque la estoy oyendo siempre,
porque la estoy oyendo siempre como la escucho ahora
aquí, dentro del tiempo…
Y como hablo,
y como sé que la memoria del niño se fue haciendo con la voz de la madre,
y como escucho,
y como estoy aquí escuchando la misma voz que me fue haciendo la memoria,
que me fue haciendo calle en las palabras,
que me fue haciendo hombre
diciéndome:

—Esto es pan, esto es vino—

y como siento que aún me sigue tirando de la lengua enseñándola a andar,
he abierto,
he comenzado a abrir la puerta de aquella habitación donde suena tu voz
y al abrirla se ha ido haciendo la luz,
se ha ido encendiendo todo hacia la nieve,
igual que en la memoria del jardín,
pasados muchos años, pasados muchos hielos,
se huele aún,
se vive todavía,
se está entreabriendo siempre la primavera aquella.
 

Las personas que no conocen el dolor son como iglesias sin bendecir,
como un poco de arena que soñara en ser playa,
como un poco de mar

De La casa encendida

Fotografía de Katia Chausheva (1)

Tłum. Ada Trzeciakowska

IV KIEDY BY POSŁUCHAĆ DUSZY SZUKAM ODOSOBNIENIA

Śmierć niczego nie przerywa,
a jednak
nie ma takiego dnia, który rozświetliłby cały świat w tym samym czasie,
nie ma takiej ciszy, która mogłaby nas pogrążyć w żałobie na całe życie,
nie ma absolutnej miłości,
nie ma absolutnej pamięci,
nie ma nawet wspomnienia, które mogłoby dać nam nadzieję,
które mogłoby w jednej chwili ogrzać całą pierś.

(***)

Dotarłem na sam tył domu, gdzie mieszczą się kuchnia i łazienka,
i czuję się w korytarzu
jakbym krążył w moim własnym krwiobiegu,
a cień otacza mnie jak krew,
a ciasnota ziemi ciąży mi na barkach
dociskając ramiona do ciała,
a przeze mnie przebiega genitalny dreszcz,
bo tuż przy mnie,
tuż przy mnie, chrzęszczący i brunatny,
czyż nie słyszę czegoś w rodzaju głosu, co płonie,
jakby osuwała się ziemia, która pęka, która zaczyna pękać
w głosie wibrującym tym smutkiem, który nosisz w sobie,
tym ludzkim smutkiem
w którym wciąż żyje się Chrystusem,
tym smutkiem starszym niż ciało,
tym smutkiem bijącym teraz
w tej izbie, gdzie książki
wędrują, wędrują i wędrują.
 

A teraz, skoro wiara wchodzi przez ucho,
nadszedł czas, by przyznać, że znam ten głos,
że znam ten głos
i nie mogę go pamiętać, bo wciąż nim żyję,
ponieważ słyszę go zawsze,
ponieważ słyszę go zawsze, tak jak słyszę go teraz
tu, wewnątrz czasu…
I skoro mówię,
i skoro wiem, że pamięć dziecka została ulepiona głosem matki,
i skoro słucham,
i skoro jestem tutaj, słuchając tego samego głosu, który ulepił moją pamięć,
który uczynił mnie ulicą w słowach,
który uczynił mnie człowiekiem
mówiąc do mnie:

-To jest chleb, to jest wino-.

i skoro czuję, że wciąż szarpie mnie za język, ucząc go chodzić,
otworzyłem,
zacząłem otwierać drzwi do tego pokoju, w którym brzmi twój głos
i gdy je otworzyłem pojaśniało
wszystko rozjarzało się w stronę śniegu,
tak jak w pamięci ogrodu,
po tylu latach, po tylu mrozach,
wciąż pachnie,
wciąż żyje,
wciąż rozchyla się zawsze tamta wiosna.
 
Ludzie nieznający bólu, są jak niepobłogosławione kościoły,
jak drobinki piasku, marzące o byciu plażą,
jak odrobina morza

z La casa encendida


Cristina Sánchez-Andrade

1968 – , España

Más poemas del último libro de Cristina Sánchez-Andrade en la página de la nube habitada de Frontera Digital

ME DUELEN LAS VENTANAS

Entre yo y yo misma hay un cristal
y en la inconstancia me crecen las uñas.
Es mi manera de amar,
no conozco otra.

El afuera golpea dentro,
como un pájaro desorientado que choca contra
    el cristal
y no puedo abrir,
no quiero.
Pero a veces me aprietan los goznes,

y hoy me duelen las ventanas.

Maya Deren (1917-1961), coreógrafa, directora de cine, poeta y escritora ucraniana nacionalizada estadounidense. Se la considera la madre de cine underground, surrealista y de vanguardia en Estados Unidos. Sus películas se inspiran en el psicoanálisis y el surrealismo. Su obra Meshes of the Afternoon está considerada una de las películas experimentales más importantes e influyentes del siglo XX. El cortometraje de carácter feminista explora las imágenes del interior de una mujer, en cuyos sueños tiene un terror hacia los objetos de su vida cotidiana.

BOLĄ MNIE OKNA

Między mną a mną jest szyba
a w rozchwianiu rosną mi paznokcie.
W ten sposób kocham,
nie znam innego.

Zewnętrzy świat kołacze od środka,
jak zdezorientowany ptak, który uderza
    o szybę.
a otworzyć nie mogę,
nie chcę.
Choć czasem uwierają mnie zawiasy,

a dziś bolą okna.

Jerzy Plutowicz

1947 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

imagen del mundo

Te despierta el batir de las alas, o tal vez el batir de una venda
al viento. El tiempo es una gota de mercurio. Esta mujer

recoge del suelo un trozo de espejo roto, o tal vez un trozo
de hielo del barreño que de noche colocaste bajo

el techo con goteras. Recoge una aguja plateada, un negro
hilo que enrolla en su dedo -hilo para coser la herida-. Si

susurraras una pregunta para no producir eco, para no apagar
la antorcha que proyecta dos sombras. Esta mujer contestará

con la danza sobre el fondo de la imagen del mundo. Para
     consolidar tu sueño.

Fotogramas y collages de El espejo de Andréi Tarkovsky y La cueva de los sueños olvidados Werner Herzog

Bezsenność

Budzi cię łopot skrzydeł, a może łopot bandaża
na wietrze. Czas jest kroplą rtęci. Ta kobieta

podnosi z podłogi odłamek lustra, a może odłamek
lodu z miednicy, którą podstawiłeś nocą pod

przeciekający strop. Podnosi srebrną igłę, czarną
nić nawija na palec – nić do zszywania rany. Gdybyś

zapytał szeptem, by nie wywołać echa, nie zdmuchnąć
pochodni, która rzuca dwa cienie. Ta kobieta odpowie

tańcem – na tle obrazu świata. Żeby utrwalić twój sen.

Jerzy Plutowicz

1947 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

insomio

Un sueño con la muerte del mundo, en una casa hecha
de sombra, hecha de idea pura, adonde lleva una senda,
la empinada senda del pasado. Hecha bajo el cielo,
barbecho y desierto del cielo. Piedra, o quizá cristal,
que alguien, sin rostro, sin nombre, tiró a la ventana,
la ventana nocturna. ¿Qué hace la lámpara? Ilumina
la isla de las tinieblas, ilumina las alas de la sombra
que sobrevuela la casa en medio de la noche. El sabor
nocturno del agua del grifo. Algo como el mercurio
de un termómetro roto, la descomposición, el óxido.

Fotogramas de Stalker de Tarkovsky y Short fairy tale y Largo viaje hacia la noche de Bi Gan

Bezsenność

Sen o śmierci świata, w domu, który zbudowano
z cienia, zbudowano z czystej idei, do którego
prowadzi ścieżka, stroma ścieżka czasu przeszłego.
Zbudowano pod niebem, ugorem, pustynią nieba.
Kamień, a może kryształ, który ktoś, bez twarzy,
bez imienia, rzucił w okno, nocne okno. Co czyni
lampa? Ona oświetla wyspę mroku, oświetla
skrzydła cienia, który krąży nad domem pośród
nocy. Nocny smak wody z kranu. Coś jak rtęć
z pękniętego termometru, rozpad, rdza.

Jerzy Plutowicz

1947 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Regresa

Rodará una moneda, falsa, con dos águilas*. Se atascará en una grieta en el suelo, justo al lado de la estufa. Abrirás el libro del Apocalipsis, marcarás un párrafo con la uña. Todavía en tu mano se posa una secular mariposa, anterior a la catástrofe. Todavía cruje el eje de la tierra. Todavía en la palangana, olvidada sobre el tronco para trocear la carne, se sumerge el cielo. Regresa aquí, habita entre los tuyos. Regresa, sacúdete de la chaqueta el polvo de estrellas, responde a la pregunta planteada en un sueño. Regresa, esta ilusión viva es apenas una aproximación, apenas un columpio que se mece sobre el abismo. Apenas un balón para jugar al quemado que cae por las escaleras de buhardilla. Cuando la casa está tan desierta como un depósito de papeles viejos. Libro y música. Libro y arco iris sobre el huerto -son la señal-.

*el águila se encuentra en el anverso de la moneda polaca, esloty.

Fotogramas de Eleni (2004), I parte de la inacabada trilogía de Theo Angelopoulos (1935-2012)

Wróć

Potoczy się moneta, fałszywa, o dwóch orłach. Ugrzęźnie
w szczelinie podłogi, tuż obok pieca. Otworzysz księgę
z opisem Apokalipsy, zaznaczysz paznokciem akapit. Jeszcze
na dłoń siada motyl, wiekowy, sprzed katastrofy. Jeszcze
skrzypi ziemska oś. Jeszcze w miednicy, co na pniaku do
rąbania mięsa, zanurza się niebo. Wróć tu, zamieszkaj wśród
samych swoich. Wróć, otrzep marynarkę z gwiezdnego pyłu,
odpowiedz na pytanie zadane we śnie. Wróć, ta jawa jest
ledwie przybliżeniem, ledwie huśtawką, która kołysze się
nad otchłanią. Ledwie piłeczką do gry w zabijanego, która
spada ze schodów, co prowadzą na piętro. Gdy dom jest
bezludny jak skład makulatury. Księga i muzyka. Księga
i tęcza nad sadem – na znak.

César Vallejo

1892-1938, Perú

Trilce. Lxxv

Estáis muertos.

Qué extraña manera de estarse muertos. Quienquiera diría no lo estáis. Pero, en verdad, estáis muertos.

Flotáis nadamente detrás de aquesa membrana que, péndula del zenit al nadir, viene y va de crepúsculo a crepúsculo, vibrando ante la sonora caja de una herida que a vosotros no os duele. Os digo, pues, que la vida está en el espejo, y que vosotros sois el original, la muerte.

Mientras la onda va, mientras la onda viene, cuán impunemente se está uno muerto. Sólo cuando las aguas se quebrantan en los bordes enfrentados y se doblan y doblan, entonces os transfiguráis y creyendo morir, percibís la sexta cuerda que ya no es vuestra.

Estáis muertos, no habiendo antes vivido jamás. Quienquiera diría que, no siendo ahora, en otro tiempo fuisteis. Pero, en verdad, vosotros sois los cadáveres de una vida que nunca fue. Triste destino. El no haber sido sino muertos siempre. El ser hoja seca sin haber sido verde jamás. Orfandad de orfandades.

Y sin embargo, los muertos no son, no pueden ser cadáveres de una vida que todavía no han vivido. Ellos murieron siempre de vida.

Estáis muertos.

Fotografías de Tamara Dean

Tłum. Ada Trzeciakowska

Trilce. LXXV

Jesteście martwi.

Cóż za osobliwy sposób bycia martwymi. Ktoś mógłby powiedzieć, że wcale nimi nie jesteście. Lecz tak naprawdę jesteście martwi.

Unosicie się w niebycie za tąż membraną, co, wahadłem wachluje od zenitu do nadiru, przybywa i ubywa od zmierzchu do zmierzchu, drgając przed dźwięcznym pudłem rany, która wcale was nie boli. Powiadam wam przeto, że życie toczy się w zwierciadle, a wy jesteście oryginałem, jeno śmiercią.

Podczas gdy fala odpływa, podczas gdy fala się zbliża, jakże bezkarnie można sobie być martwym. Dopiero gdy wody przełamują się na przeciwległych brzegach i biją się i biją, dopiero wtedy przeobrażacie się i uwierzywszy w rychłą śmierć, dostrzegacie szóstą strunę, która już nie należy do was.

Jesteście martwi, nigdy wcześniej nie żyjąc. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie będąc teraz, niegdyś byliście. Lecz tak naprawdę jesteście zwłokami życia, którego nigdy nie było. Smutny to los. Zaznać tylko martwości. Suchości liścia, który nie przeszedł przez zieleni stadium. Osierocenie nad osieroceniami.

A przecież, zmarli nie są, nie mogą być zwłokami życia, którego jeszcze nie przeżyli. Zawsze umierali z powodu życia*.

Jesteście martwi.

*lub: za życia

César Vallejo

1892-1938, Perú

ROSA BLANCA

Me siento bien. Ahora
brilla un estoico hielo
en mí.
Me da risa esta soga
rubí
que rechina en mi cuerpo.
Soga sin fin,
como una
voluta
descendente
de mal…
soga sanguínea y zurda
formada de
mil dagas en puntal.
Que vaya así, trenzando
sus rollos de crespón;
y que ate el gato trémulo
del Miedo al nido helado,
al último fogón.
Yo ahora estoy sereno,
con luz.
Y maya* en mi Pacífico
un náufrago ataúd.

*Aunque el contexto favorece el análisis de maya como la forma matagráfica de malla (< mallar), varias voces podrían estar actuando in absentia, como enmallar(se) (supuesta aféresis), majar («machacar» / fig. «importunar o molestar»), o maullar (que admite la forma mayar). Sin embargo, no tiene, al parecer, cabida la voz plurisignificativa maya («tribu india…», «juego infantil…», «planta herbácea…», «máscara…»; comp. en este sentido: «y que ate el gato trémulo»: ) .

Metagrafos en César Vallejo Mario García-Page

Masao Yamamoto

Tłum. Ada Trzeciakowska

Biała Róża

Czuję się dobrze. Stoicki
lód lśni teraz
we mnie.
Śmieszy mnie ten sznur
rubinowy
skrzypiący w moim ciele.
Sznur bez końca
jak
opadająca
woluta
ze
zła…
krwisty i lewoskrętny sznur
utworzony z
tysiąca sztyletów w podporze.
Niech zatem opada, wyplatając
swe zwoje z krepiny;
i niech przymocuje dygocącego kocura
Strachu do skutego lodem gniazda,
do ostatniego paleniska.
Teraz jestem spokojny,
jest ze mną światło.
I miauczy* w mym Pacyfiku
trumna rozbitka.

*Gra znaczeń biorąca się za zapisu zagodnego z fonetyką. Czasownik mayar: mallar -wpadać w sieć, maullar- miauczeć, majar- uwierać

Robert Walser

1987-1956, Suiza

Más poemas en La nube habitada

Trad. Carlos Ortega

ved

¿Me veis yendo por los prados
de niebla ajados y yertos?
Siento nostalgia de casa,
adonde nunca he llegado,
y no tengo la esperanza
de alcanzarla alguna vez.
Hacia esa intocada casa
llevo la nostalgia siempre
viva, no como este prado
yerto y marchito de niebla.
¿Me veis yendo con mi miedo?

Fotograma de El caballo de Turin de Béla Tarr; Nostalghia de Andréi Tarkovsky; grabado de Karl Walser

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zobaczcie

Czy widzicie jak błąkam się po łąkach,
martwych i skostniałych od mgły?
Noszę w sobie tęsknotę za domem,
za domem, do którego nigdy nie dotarłem,
i nie mam nadziei że kiedykolwiek
uda mi się go dosięgnąć.
Do takiego domu, jeszcze nigdy nie tkniętego,
noszę w sobie tęsknotę, co nigdy nie
umiera, tak jak umiera ta łąka,
skostniała i martwa od mgły.
Czy widzicie, jak z lękiem po niej błądzę?

Transl. Daniele Pantano

See you

You do see me crossing the meadow
stiff and dead from the mist?
I long for that home,
that home I’ve never had,
and without any hope
that I’ll ever be able to reach it.
For such a home, never touched,
I carry that longing that will
never die, like that meadow dies
stiff and dead from the mist.
You do see me crossing it, full of dread?

SEHT IHR

Seht ihr mich über Wiesen ziehn,
die steif und tot vom Nebel sind?
Ich habe Sehnsucht nach dem Heim,
dem Heim, noch nie von mir erreicht,
und auch von einer Hoffnung nicht
berührt, daß ich es jemals kann.
Nach solchem Heim, noch nie berührt,
trag’ ich die Sehnsucht, nimmermehr
stirbt sie, wie jene Wiese stirbt,
die steif und tot vom Nebel ist.
Seht ihr mich angstvoll drüber ziehn?

Anne Sexton

1928-1974, EE. UU.

Trad. José Luis Reina Palazón

El cuarto de mi vida

Aquí,
en la habitación de mi vida
los objetos cambian sin cesar.
Ceniceros para llorar,
el hermano de pena de las paredes de madera,
las cuarenta y ocho teclas de la máquina de escribir,
cada una un ojo que nunca se cierra,
los libros cada uno un concursante de un concurso de belleza,
la silla negra, un ataúd de perros de Naugahyde,
los enchufes en la pared,
esperando como una colmena,
la alfombra dorada
una conversación de talones y dedos del pie,
la chimenea
un cuchillo esperando a uno para clavarse,
el sofá, exhausto por el trabajo de una ramera,
el teléfono
dos flores echando raíces en su entrepierna,
las puertas
que se cierran y abren como almejas del mar,
las lámparas
que me señalan,
iluminando el suelo y la risa.
Las ventanas,
las ventanas hambrientas
que hincan los árboles como uñas en mi corazón.
Cada día doy de comer al mundo exterior,
a pesar de que los pájaros explosionan
a derecha e izquierda.
También doy de comer al mundo de aquí dentro,
ofreciendo al escritorio galletas de perro.
A pesar de todo, nada es como parece.
Mis objetos sueñan y llevan trajes nuevos,
impulsados, como parece, por todas las palabras en mi mano
y por el mar que rompe en mi garganta.

El fabuloso destino de Amélie Poulain (2001) de Jean-Pierre Jeunet

Tłum. Ada Trzeciakowska

pokój mojego życia

Tutaj,
w pokoju mojego życia
przedmioty wciąż się przeobrażają.
Popielniczki, w które można się wypłakać,
boazeria ścian jak siostra łącząca się w bólu,
czterdzieści osiem klawiszy maszyny do pisania
a każdy jak oko, które nigdy się nie zamyka,
książki, wszystkie jakby brały udział w konkursie piękności,
czarne krzesło, trumna dla psa ze skaju od Naugahyde,  
gniazdka w ścianie
wyczekujące niczym ul,
złoty dywan
dyskusja palców i obcasów,
kominek
nóż, czekający, aż ktoś go chwyci,
kanapa, wykończona wyczerpaniem dziwki,  
telefon
dwa kwiaty zakorzeniające się w jej kroczu,
drzwi
otwierające się i zamykające jak morskie małże,
światła
łypiące na mnie,
oświetlające podłogę i zarazem śmiech.
Okna,
głodujące okna
wbijające drzewa jak gwoździe prosto w serce.  
Każdego dnia karmię świat tam na zewnątrz
choć ptaki wybuchają
na prawo i lewo.
Karmię świat także tutaj,
częstując biurko ciasteczkami dla szczeniąt.
Jednak nic nie jest takie, jakie się wydaje.  
Przedmioty śnią i wkładają nowe szaty,
popychane, jak sądzę, przez słowa w moich rękach  
i morze, huczące mi w gardle.

The room of my life

Here,
in the room of my life
the objects keep changing.
Ashtrays to cry into,
the suffering brother of the wood walls,
the forty-eight keys of the typewriter
each an eyeball that is never shut,
the books, each a contestant in a beauty contest,   
the black chair, a dog coffin made of Naugahyde,   
the sockets on the wall
waiting like a cave of bees,
the gold rug
a conversation of heels and toes,
the fireplace
a knife waiting for someone to pick it up,
the sofa, exhausted with the exertion of a whore,   
the phone
two flowers taking root in its crotch,
the doors
opening and closing like sea clams,
the lights
poking at me,
lighting up both the soil and the laugh.
The windows,
the starving windows
that drive the trees like nails into my heart.   
Each day I feed the world out there
although birds explode
right and left.
I feed the world in here too,
offering the desk puppy biscuits.
However, nothing is just what it seems to be.   
My objects dream and wear new costumes,
compelled to, it seems, by all the words in my hands   
and the sea that bangs in my throat.

Linda Gregg

1942-2019, EE.UU.

Trad. Ana Terán Corenjo

Resurrección

Deja la torre en tu ciudad arder. Deja los pasos
hacia el edificio en sombra junto al lago arder
aunque esté hecho de piedra. Deja la casa
del león arder para que el rugir y el fuego
resuenen juntos. Permite que la vieja, pobre,
casa de madera donde viví se levante en llamas, aunque
hayas regresado y te hayas sentado en los escalones que subían
hasta donde solíamos existir. Déjalo arder todo,
no para destruirlos, sino para darles la vida,
que ahora mi vida les da. Para hacerlos relumbrar
como lo hacen en mí, brillante y ardiente, brillante y ardiendo.

Fotograma del «Sacrificio» de Andréi Tarkovsky

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zmartwychwstanie

Niech zapłonie wieża w twoim mieście. Niech spłoną kroki
wiodące do zacienionej chaty nad jeziorem,
nawet jeśli jest z kamienia. Niech gniazdo
lwa płonie i splotą się ryk i ogień. Niech stara, uboga,
drewniana chata, gdzie mieszkałam stanie w płomieniach, choćbyś
wrócił i usiadł na stopniach prowadzących
tam, gdzie zazwyczaj istnieliśmy. Niech wszystko spłonie,
nie by zniszczeć, lecz by przyjąć życie,
którym obdarza je moje życie. Uczynić z nich źródło światła, flarę
którą były dla mnie, jasną i gorącą, jasną i płonącą.

The Resurrection

Let the tower in your city burn. Let the steps
to the shadowed building by the lake burn
even though it is made of stone. Let the lion
house burn so that the roaring and burning
will be heard together. Let the old, poor,
wooden house where I lived go up in flames, even though
you returned and sat on the steps that led
up to where we used to exist. Let it all burn,
not to destroy them, but to give them the life
my life gives to them now. To make them flare
as they do in me, bright and hot, bright and burning.



Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

LA CAsa

En la mujer, en lo profundo de su cuerpo
   se construye la casa,
   entre murmullos y silencios.
Hay que acarrear sombras de piedras,
   leves andamios.
   imitar a las aves.

Especialmente cuando duerme
   y en el sueño sonríe
   —nivelar hacia el fondo,
    no despertarla;
seguir el declive de sus formas,
los movimientos de sus manos.

Sobre las dunas que cubren su sueño
    en convulso paisaje,
    hay que elevar altas paredes,
fundar contra la lluvia, contra el viento,
    años y años.

Un ademán a veces fija un muro,
de algún susurro nace una ventana,
desmontamos errantes a la puerta
    y atamos el caballo.

Al fondo de su cuerpo la casa nos espera
y la mesa servida con las palabras limpias
para vivir, tal vez para morir,
   ya no sabemos,
porque al entrar nunca se sale.

Escena de El espejo de Andréi Tarkovsky

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dom

W kobiecie, w głębi jej ciała
   buduje się dom
   wśród szmerów i ciszy.
Trzeba przytaszczyć cienie kamieni,
    lekkie rusztowania.
    naśladować ptaki.

Zwłaszcza, gdy śpi
    i we śnie się uśmiecha
    -wyrównać do głębi,
    nie zbudzić jej;
śledzić pochyłość jej kształtów,
ruchy jej rąk.

Na wydmach pokrywających jej sen
    w konwulsyjnym krajobrazie,
    trzeba wznieść wysokie ściany,
wesprzeć by chroniły przed deszczem, przed wiatrem,
    przez lata.

Jeden gest czasem jest spoiną dla muru,
z jakiegoś szeptu rodzi się okno,
zsiadamy z siodeł zbłąkani przy drzwiach,
  wiążemy konia.

W głębi jej ciała czeka na nas dom
a na stole podano czyste słowa
do życia, a może do śmierci,
   już nie wiemy,
bo gdy wejdziemy, nie chcemy go opuszczać.

Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

alguien más

Quiero ser alguien más fuera de mí misma. Algo
me falta en esta relación conmigo a solas. Quizá
un gato que conozca unos lugares mejores donde
subirse y esconderse. Estaría cómoda
en el agua, con un pez no muy carnívoro,
invisible sobre el fondo, fundido con el limo.
Es un estado extraño cuando no quieres esforzarte
por agradarte y debes procurarte otras encarnaciones.
Piensas entonces: podría ser algo
que no necesariamente se mueve, pero que está vivo
y ve y piensa y tiene su lengua, su casa y un pequeño
trozo de tierra, donde nadie jamás podrá entrar
sin preguntar. Esta noche, algún sueño
medio inconsciente me dejó unas ideas.
Las hojeo con impaciencia, pero allí hay
demasiado de mí, demasiadas palabras mías.

Fotografías propia

jeszcze

Chcę być kimś jeszcze oprócz siebie. Czegoś
mi brakuje w tym związku sam na sam. Może
kota, który zna lepsze miejsca, gdzie można
się wdrapać i schować. Dobrze bym się czuła
w wodzie, z jakąś niezbyt mięsożerną rybą,
niewidoczną na dnie, wtopioną w muł.
Dziwny stan, gdy nie chcesz się starać na
swój temat i musisz szukać innych wcieleń.
Myślisz wtedy: mogłabyś być czymś,
co niekoniecznie się rusza, ale jest żywe
i widzi, myśli, ma swój język, dom i mały
kawałek ziemi, gdzie nikt nie wejdzie
bez pytania. Ta noc, jakiś półprzytomny
sen, podrzucił mi kilka pomysłów.
Kartkuję je niecierpliwie, ale tam jest
za dużo mnie, za dużo moich słów.



César Vallejo

1892-1938, Perú

NO VIVE YA NADIE…

—No vive ya nadie en la casa —me dices—; todos se han ido. La sala, el dormitorio, el patio, yacen despoblados. Nadie ya queda, pues que todos han partido.

Y yo te digo: Cuando alguien se va, alguien queda. El punto por donde pasó un hombre, ya no está solo. Unicamente está solo, de soledad humana, el lugar por donde ningún hombre ha pasado. Las casas nuevas están más muertas que las viejas, porque sus muros son de piedra o de acero, pero no de hombres. Una casa viene al mundo, no cuando la acaban de edificar, sino cuando empiezan a habitarla. Una casa vive únicamente de hombres, como una tumba. De aquí esa irresistible semejanza que hay entre una casa y una tumba. Sólo que la casa se nutre de la vida del hombre, mientras que la tumba se nutre de la muerte del hombre. Por eso la primera está de pie, mientras que la segunda está tendida.

Todos han partido de la casa, en realidad, pero todos se han quedado en verdad. Y no es el recuerdo de ellos lo que queda, sino ellos mismos. Y no es tampoco que ellos queden en la casa, sino que continúan por la casa. Las funciones y los actos se van de la casa en tren o en avión o a caballo, a pie o arrastrándose. Lo que continúa en la casa es el órgano, el agente en gerundio y en círculo. Los pasos se han ido, los besos, los perdones, los crímenes. Lo que continúa en la casa es el pie, los labios, los ojos, el corazón. Las negaciones y las afirmaciones, el bien y el mal, se han dispersado. Lo que continúa en la casa, es el sujeto del acto.

Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

NIKT JUŻ Tutaj NIE MIESZKA…

-Nikt już w tym domu nie mieszka -mówisz-; wszyscy sobie poszli. Salon, sypialnia, podwórko, świecą pustkami. Nikt nie został, bo wszyscy odeszli.

A ja powiem ci: Kiedy ktoś odchodzi, ktoś inny pozostaje. Miejsce, przez które przewinął się człowiek, nie jest już samotne. Samotne jest jedynie, i to ludzką samotnością, miejsce, przez które on się nie przewinął. Nowe domy są bardziej martwe niż stare, bo ich ściany są z kamienia lub ze stali, ale nie z ludzi. Dom przychodzi na świat, nie wtedy, kiedy zostaje zbudowany, ale gdy zaczyna być zamieszkiwany. Dom żyje ludźmi, jak grobowiec. Stąd nieodparte podobieństwo między domem a grobowcem. Tyle, że dom żywi się życiem człowieka, a grób jego śmiercią. Dlatego ten pierwszy stoi, a ten drugi leży.

Wszyscy odeszli z domu, rzeczywiście, ale wszyscy tak naprawdę pozostali. I to nie wspomnienie o nich pozostaje, ale oni sami. Co nie oznacza, że pozostają w domu, lecz, że nadal w nim trwają. Przedstawienia i działania opuszczają dom pociągiem, samolotem, konno, pieszo lub czołgając się. To, co trwa w domu to łącznik, czynnik sprawczy w imiesłowie czynnym i zapętlony. Odeszły kroki, pocałunki, przeprosiny i zbrodnie. To, co trwa w domu, to stopy, usta, oczy, serce. Negacje i afirmacje, dobro i zło, rozproszyły się. To, co nadal trwa w domu jest podmiotem działania.

Ryōkan Taigu

1758-1831, Japón

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Aunque mis andanzas
me llevan a dormir
en otro albergue cada noche
sueño siempre con lo mismo: la casa.

Fotos propias. Povedilla (CLM)

Tłum. Piotr Madej

***

Chociaż moje wędrówki
Prowadzą mnie do
Innego noclegu każdej nocy
To sen który mam
Jest zawsze taki sam – o domu

Andrés Trapiello

1953 – , España (León)

… avara somnolencia,
de vacíos laureles y jardines,
agrias tardes eternas
que tienen del olvido
la misteriosa rueca!

AT

La carta

He encontrado la casa
donde te llevaré a vivir. Es grande,
como las casas viejas. Tiene altos
los techos y en el suelo,
de tarima de enebro, duerme siempre
un rumor de hojas secas
que los pasos avivan. A los ocres
de las paredes nada ya parece
retenerles aquí. Igual que frágiles
pétalos, largo tiempo olvidados
en un libro, amarillean todos.
Entre rejas, trenzado,
un rosal sin podar.
En el jardín pequeño, una fuente
y un fauno. Y me dicen
que también unos mirlos.
Cuando en los meses fríos de otoño,
al escuchar sus silbos
cobren vida tus ojos, en el verde
del agua miraré contigo
cómo mueren los días.
Cómo se vuelve polvo en los muebles
oscuros tu silencio
que azotará la lluvia
allí donde te encuentres.

Tłum. Ada Trzeciakowska

… zachłanna ospalość,
pustych wawrzynów i ogrodów,
cierpkie wieczne popołudnia,
które posiadły zapomnienia
sekretną kądziel!

AT

List

Znalazłem dom
gdzie zamieszkamy. Jest duży,
jak to stare domy. Ma wysoki
strop a na podłodze,
na ławie z jałowca, śpi zawsze
pomruk suchych liści,
podsycane przez kroki. Ochry
ścian chyba już nic
tu nie trzyma. Tak jak i delikatnych
płatków, dawno temu zapomnianych
w książce, pożółkły wszystkie.
Wpleciony między kraty,
Nieprzycięty krzak róży.
W małym ogrodzie, fontanna
I faun. Mówią,
że są też kosy.
Kiedy w chłodzie jesiennych miesięcy,
Słysząc ich pogwizdywania,
nabiorą życia twoje oczy, w zieleni
wody będę patrzył z tobą
jak umierają dni.
Jak pokrywa kurzem ciemne
meble twoje milczenie,
smagane deszczem
gdziekolwiek jesteś.

Fotos propias

Dieu sait quoi es una obra maestra de la etapa madura del director francés Jean- Daniel Pollet. Es una meditación poética sobre el trabajo de Francis Ponge, un escritor que siempre ha sido inseparable de la fascinación por el «mundo silencioso» que recorre las películas de Pollet. «Es un cine sin escenarios como una mesa que se ha limpiado. Es un cine donde las piedras, el agua, el fuego y las cosas vuelven a una nueva vida y viven una existencia que aún no se ha visto ni escuchado …» (Pascal Bonitzer, 1996).

Ada Trzeciakowska

1977- Polonia/España

Lectura y análisis del reciente poemario Llegar a casa del valenciano José Iniesta (1962- , Oliva), nominado a Premios de la Crítica Literaria Valenciana 2020. La reseña has sido publicada por la revista Estación Poesía (Universidad de Sevilla) en las páginas 57-62.


https://adalirica.files.wordpress.com/2020/06/revista-jose-iniesta.pdf

Juan Carlos Friebe

1968 -, España (Granada)

Un nido

Feliz quien parte atado al corazón
pues aunque no regrese nunca, siempre
habitará su casa. Feliz quien viene y va
a antojo de su dicha y sus senderos,
en pos de sí y de sus misterios hondos,
de su amor, su quimera, de su nada.
Cuánto más si al susurro de su voz
sujeto, atento sólo a su murmullo,
se escucha y dice: heme: al mismo tiempo
que presta tacto, vista, oído al mundo,
y lo comprende o no, pero le incumbe,
le inmuta, le conmueve, le anonada.

Pasa la brisa sobre tallo tierno,
mece el aire los álamos combados:
feliz la rama, si feliz la hoja.

Fotografías: André Kertész; Olivia Bee. Fotograma de Orfeo de Jean Cocteau

Tłum. Ada Trzeciakowska

Gniazdo

Szczęśliwy ten kto wyrusza sercem przywiązany
choćby nie powrócił nigdy, na zawsze
zamieszka we własnym domu. Szczęśliwy ten
kto przychodzi i odchodzi
zgodnie z wolą swojego losu, ścieżka swoją,
w ślad za samym sobą i najgłębszą tajemnicą,
za miłością, chimerą, za pustką.
O ileż bardziej, gdy wsłuchany w szept własnego głosu,
wyczulony na jego pomruk,
słucha siebie i mówi: oto jestem: w tym samym czasie
wysila wzrok, nadstawia ucha i komórki skóry na świat,
i rozumiejąc go lub nie, lecz ciąży mu on,
przejmuje trwogą, wzrusza, oszałamia.

Powiewa bryza nad młodym pędem,
wiatr zakołysał zgiętymi topolami:
szczęśliwa gałąź, gdy liść szczęśliwy.