José Ángel Valente

1929-2000, España

Serán Ceniza

Cruzo un desierto y su secreta
desolación sin nombre.
El corazón
tiene la sequedad de la piedra
y los estallidos nocturnos
de su materia o de su nada.

Hay una luz remota, sin embargo,
y sé que no estoy solo;
aunque después de tanto y tanto no haya
ni un solo pensamiento
capaz contra la muerte,
no estoy solo.

Toco esta mano al fin que comparte mi vida
y en ella me confirmo
y tiento cuanto amo,
lo levanto hacia el cielo
y aunque sea ceniza lo proclamo: ceniza.

de Elogio del calígrafo. Ensayos sobre arte.

Collage con obras de Miho Kajioka, Rinne Allen, Mikel Robinson.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Popiołem będą…

Sunę przez pustynię i jej sekretne
bezosobowe rumowiska.
Serce
zaschło na kamień
a nocne eksplozje
suche są jak jego materia lub jej brak.

Jest tu jednak dalekie światło,
i wiem, że nie jestem sam;
choćby po tak wielu tak wielu nie została
ani jedna myśli
zdolna przeciwstawić się śmierci,
nie jestem sam.

Dotykam w końcu tej ręki, z którą dzielę życie
i w niej utwierdzam się
i dotykam to, co kocham,
wznoszę ku niebu
I choćby był to popiół, głoszę wszem i wobec: to popiół.

Choćby był to popiół, wszystko, co mam do tej pory,
wszystko, co oddało się mi w formie nadziei.

José Ángel Valente

1929-2000, España

Suite para un muerto

1

Cuando la palabra no llega a la palabra
no hagamos gestos, sombras, ademanes.

Cuando el hombre no alcanza a su cabeza
se asoma al mundo por el triste ombligo.

Cuando el verso a mitad de trayectoria
se quiebra y cae, callémonos.

2

Triste es sobrevivir a nuestra muerte.
Alguien puede llegar, darnos ahora
la palabra de pase a la esperanza,
y sorprendernos hórridos, helados,
momificados, insepultos.

3

Sobre este árbol,
seco símbolo inerte,
cantó un ave real
la esperanza que tuvo.

4

Cayó de su vacío a su vacío.
Creyose libre porque andaba a saltos.

Incapaz fue de alzar una palabra
de poderosa luz contra la muerte.

5

Canto lo que me pasa, dice el mudo.

y 6

Difícil era andar entre el sarcasmo
del cobarde o del necio.
Más difícil vivir hasta los bordes
con fe que acrecentada devolviera
al hombre su verdad, virtud al canto.

de Elogio del calígrafo. Ensayos sobre arte.

Collage propio

Tłum. Ada Trzeciakowska

suita dla zmarłego

1

Gdy słowo nie dociera do słowa
nie czyńmy gestów, cieni, grymasów.

Gdy człowiek nie dostaje do głowy
na świat wygląda smutnym oknem pępka.

Gdy wers w połowie drogi
łamie się i upada, uciszmy się.

2

Smutno przeżyć naszą śmierć.
Ktoś może nadejść, podrzucić nam
słowo przepustkę do nadziei,
i przyłapać nas budzących grozę, zamarzniętych,
zasuszonych, niepogrzebanych.

3

Na tym drzewie,
zmurszałym, uschłym symbolu,
królewski ptak śpiewał
pieśń żywionej nadziei.


4

Spadał z pustki w pustkę.
Uznał, że jest wolny, bo przecież podfruwa.

Nie zdołał wznieść ani słowa
potężnego światła przeciwko śmierci.

5

Zamieniam w śpiew to, co mi dolega- mówi niemowa.

i 6

Trudno było poruszać się między sarkazmem
tchórza lub głupca.
Jeszcze trudniej żyć, z wiarą
po brzegi, która powiększona przywróciła
człowiekowi jego prawdę, a moc pieśni.

George Oppen

1908-1984, Estados Unidos

Análisis del poema

Trad. Ezequiel Zaidenwerg

Salmo

Veritas sequitur…

En la belleza mínima del bosque,
los ciervos se recuestan––
¡Están ahí!

                             Sus ojos
sin esfuerzo, los labios
suaves hocican y los dientes
minúsculos y ajenos
mordisquean la hierba.

                             Las raíces
les cuelgan de la boca,
desparramando tierra
en el extraño bosque.
Son quienes son.

                             Sus senderos
abiertos con los dientes por los campos,
las hojas que les hacen sombra
cuelgan en las distancias
del sol.

                             Los sustantivos más pequeños
proclaman su fe en esto, que les causa
sobresalto a los ciervos, y hace que miren fijo.

Tłum. E. Chruściel

Psalm

Veritas sequitur…

W cichym pięknie lasu
układają się do snu dzikie jelenie –
Że są tam!

                              W ich oczach
nie ma wysiłku, miękkimi wargami muskają
trawę, skubią ją nieludzkimi ząbkami

                              a jej korzenie
dyndają z ich pysków, rozpryskując ziemię
w dziwacznych lasach.
One, które tam są.

                              Ich ścieżki
wyskubane w polach, osłaniane przez liście,
zawisły w odległościach
słońca.

                              Małe rzeczowniki
wołają o wierze
w to, co płoszy jelenie,
aż odwracają wzrok.

Psalm

Veritas sequitur …

In the small beauty of the forest
The wild deer bedding down—
That they are there!

                              Their eyes
Effortless, the soft lips
Nuzzle and the alien small teeth
Tear at the grass

                              The roots of it
Dangle from their mouths
Scattering earth in the strange woods.
They who are there.

                              Their paths
Nibbled thru the fields, the leaves that shade them
Hang in the distances
Of sun

                              The small nouns
Crying faith
In this in which the wild deer   
Startle, and stare out.