Aurora Luque

1962 – , España

LA ESCARCHA

Madrugada de invierno. Insomnio. Oscuridad.
Sé que afuera está helando.
Hiela en el huerto, hiela en las montañas.
Traza abrazos la escarcha.
El frío atroz obliga a las moléculas
del agua a renunciar a su ser-danza.
La fluidez se torna abrazo rígido,
lazo de hielo blanco.
La gota sola aferra a la otra gota
y entretienen así el amargo clima.

Así, en el interior, ocurre a los recuerdos.
Una desolación helada los abraza.

Es tanto el frío adentro.
Un amago de vida recordada
extiende un brazo rígido y polar
hacia un recuerdo aún más entumecido.
Una red que construye sus destellos
en las desolaciones de los climas
con cristales tristísimos y rotos.
La memoria funciona como escarcha.

Collage propio (yo en 1983)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Szron

Zimowy poranek. Bezsenność. Mrok.
Wiem, że jest zimno na zewnątrz.
Sady ścina mróz, mróz ścina góry.
Szron bierze je w objęcia.
Potworne zimno zmusza cząsteczki
wody do wyrzeczenia się swej tanecznej natury.
Płynność staje się sztywnym uściskiem,
białą wstęgą z lodu.
Samotna kropla lgnie do drugiej kropli
i tak oto zabawia ten cierpki klimat.

To samo spotyka wewnątrz nasze wspomnienia.
Ogarnia je lodowe spustoszenie.

Tak strasznie zimno jest od wewnątrz.
Podszept zapamiętanego życia
wysuwa swe polarne zesztywniałe ramię
ku jeszcze bardziej odrętwiałemu wspomnieniu.
Sieć, która wznosi swoje błyski
w spustoszonych strefach klimatycznych
z przesmutych i potłuczonych kryształków.
Pamięć zachowuje (się) jak szron.

Aurora Luque

1962 – , España

Sola en casa

Ya sólo soy fragmentos, piezas sueltas de mí,
pero no soy la mano que me une.
En la pantalla el mundo
me grita cuarteado,
feliz, amargamente,
cítricamente luminoso
con su necia alegría de refresco.
Sólo soy mis fisuras.
También el mundo es sólo sus fisuras.

Fotografía de Henri Senders y Rupert Harris

Tłum. Ada Trzeciakowska

Sama w domu

Jestem już tylko fragmentami, luźnymi cząstkami siebie,
ale nie jestem ręką, która mnie scala.
Z ekranu krzyczy do mnie
świat, poćwiartowany,
szczęśliwy, świetlisty
cytrusową goryczą,
niemądrą radością chłodzącego napoju.
Ja to moje rozdarte miejsca.
A świat ma swoje własne pęknięcia.

Aurora Luque

1962 – , España

Los puentes inflamables

A punto de cruzar
ese puente del medio del camino
cuando vas eligiendo malgré toi
los llamados placeres sencillos de la vida
-sabiendo que, en el fondo, te eligen a ti ellos,
te suman a su séquito caduco-
simplificas el cálculo del mundo: hasta de la belleza
que presumías tan incalculable.
Y descubres que todo se reduce
a viajar de lo mucho a lo muy menos,
de lo poblado al viento del desierto,
del exceso a lo escaso,
a declinar palabras consabidas
o a declinar sin más, intransitivamente,
a cambiar los magníficos plurales
por un acorralado singular
enarbolando alguna resistencia…

Los puentes inflamables
del medio del camino de la vida.

Foto propia

Tłum. Ada Trzeciakowska

Łatwopalne mosty

Przekroczywszy prawie
ów most w połowie drogi
kiedy wybierasz malgré toi
tak zwane proste przyjemności życia
– w głębi rzeczy świadom, że to one wybierają ciebie,
dodają cię do swej przebrzmiałej świty –
upraszczasz rachubę świata: nawet piękna
które brałeś za niemierzalne.
Odkrywasz, że wszystko ogranicza się
do podróży od wiele do o wiele mniej,
od zaludnionych ulic do pustynnego wiatru,
od nadmiaru do niedoboru,
do odmiany przez przypadki znajomych słów
lub do zaniku po prostu, nieprzejednanie,
do wymiany okazałych liczb mnogich
na osaczoną liczbę pojedyńczą
wywieszającą flagi oporu.

Łatwopalne mosty
na środku drogi życia.

Aurora Luque

1962 – , España

Espigar

A Agnès Varda
y al LP de «La rosa del azafrán» que había en mi casa

La segunda existencia de las cosas
derecho de espigueo
le glâneur / la glâneuse

un edicto del siglo dieciséis autorizaba
a espigar a los pobres después de la cosecha
tras la puesta del sol
y antes de amanecer

esta mañana muy tempranico
coros de espigadoras encerradas
en un círculo negro de vinilo
hambre de trigos vístete de canciones
hambre de canciones sáciate de pasiones diminutas

por los carriles de los rastrojos
la espigada
la muchacha-espiga pasó a ser la mujer espigante

si a tu lado me aguarda un querer
no me importan los aires ni el sol
ni que arranques de cuajo la mies

Agnès glâneuse de nuevo va a nombrar
este desatendido microamor hacia el mundo

—Dos momentos son buenos
para espigar moluscos en la arena
después de las tormentas fabulosas
o tras la alta marea
(pues llega la tormenta de la trágica muerte
desordena lo alzado en las orillas
y has de salir descalza solitaria
a espigar los residuos de ánima y de ánimo
caracolas con un poco de carne
salada y comulgable)

Agnès ha regresado de Japón
la espigadora con su esportilla
entra en su casa vieja
trae su maleta llena de trouvailles
soy la hormiguita de los despojos
—Hormiguea y espiga, mas no pierdas
tu musical carácter de cigarra
canta la dignidad de lo que arrastra vida con ahínco
nadie escriba por ti la canción de lo útil

por esos trigos van ellas solas
y se engalanan con amapolas
la mujer espigante pasó a ser la anciana espigadora

Agnès filma su mano izquierda con una
cámara en la derecha
y encuentra a un animal autónomo.
—Me gusta ser vieja, creo —dice

Y como tiene muy buenos ojos
espiga a veces de los manojos

Varda espiga espigadores.
Me quisiera enrolar
ser una de las suyas
en los silencios de horas despojadas
contra el mundo que eleva vacíos deslumbrantes
y luminosas nadas flatulentas
que fabrica furiosamente ruidos
y ficción de alimentos impolutos

ir detrás de las hoces
cuidando los descartes
espigas en el borde lodoso de la acequia
manzanas olvidadas en lo alto de las ramas
la carne irregular la piel manchada
los malformados frutos
las horas malvividas calientes y deformes
palabras averiadas

que olvidamos guardar
y están a la intemperie entre los surcos

levantarse y volverse a agachar
todo el día a los aires y al sol
si acaricio lo roto entre mis manos
volverá a germinar

¿y si escribir no fuera
sino un himno al final de la cosecha
sino un recolectar despreocupadas
aceitunas o díscolas espigas
o un racimo en la helada

celebrar la segunda existencia de las cosas
recuperar la vida que acusaron de inútil
el amor del camino?

Ten memoria de mí, segadora

Fotogramas de Espigadores, espigadoras de Agnès Varda (1928-2019)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zbierać pokłosie

Agnès Vardzie
i LP „Róża szafranu”, który mam w domu

Drugi żywot rzeczy
prawo do zbierania pokłosia
le glâneur / la glâneuse*

szesnastowieczny edykt zezwalał
biednym zbierać pokłosie po żniwach
po zachodzie słońca
lecz przed świtem

dziś o poranku, całkiem raniusieńko
chóry zbieraczek zamknięte
w czarnym winylowym okręgu
głodzie pszenicy przywdziej pieśń
głodzie pieśni nasyć się małymi pasjami

przez bruzdy ścierniska
zbierana
dziewczyna-kłos stała się zbierającą kobietą

jeśli u twego boku czeka na mnie miłość
nie dbam o powietrze ani o słońce.
ani o to, że wyrywasz zboże z korzonkami

Agnès glâneuse raz jeszcze nada nazwę
tej zaniechanej formie mikromiłości do świata

-Dwa momenty są dobre
na zbieranie mięczaków z piasku
po niezwykłych sztormach
lub tuż po przypływie.
(bo nadciąga nawałnica tragicznej śmierci
rujnuje to, co wyrosło na brzegach
i musisz sama wyjść na boso
by zebrać resztki duszy i ducha
muszle z odrobiną mięsa
solone i komunijne)

Agnès wróciła z Japonii
zbieraczka ze swoim koszem
wchodzi do starego domu
taszczy walizkę pełną trouvailles
jestem mróweczką od odpadków
-kręć się i zbieraj, lecz nie trać
swojego muzykalnego ducha cykady
śpiewaj o godności tego co gorliwie przyciąga życie
oby nikt nie napisał za ciebie pieśni o rzeczach użytecznych

łanami pszenicy idą samotne
makami przystrojone
kobieta zbierająca stała się staruszką zbieraczką

Agnès filmuje swoją lewą rękę
kamerę trzyma w prawej
i odkrywa niezależne stworzenie.
-Lubię być stara, tak mi się wydaje – mówi.

A skoro ma dobry wzrok czasami
bywa, że zbiera garściami

Varda zbiera zbieraczy.
Chciałbym się zaciągnąć
                                        by być jedną z nich
w ciszy godzin odrzuconych
przeciwko światu, który wznosi olśniewające próżnie
i świetliste nicości wywołujące wzdęcia
który wściekle produkuje hałasy
i fikcję nieskażonej żywności

idąc za sierpami
troszcząc się o odrzuty
kłosy na błotnistym brzegu rowu
zapomniane jabłka wysoko pośród gałęzi
nierówny miąższ, przebarwiona skórka
brzydkie kształtem owoce
godziny źle przeżyte, gorące i niekształtne
uszkodzone słowa

które zapominamy zachować
i leżą na ziemi między bruzdami

wstać i ponownie się schylić
przez cały dzień na wietrze i słońcu
jeśli pogłaszczę to, co zepsute w moich rękach
wykiełkuje ponownie

i gdyby pisanie było niczym innym
jak tylko hymnem na zakończenie żniw
jak tylko beztroskim zbieraniem
oliwek lub niesfornych kłosów
lub kiści na mrozie

świętowaniem drugiego żywota rzeczy
odzyskaniem życia, któremu zarzucono bezużyteczność
miłością do drogi?
Pamiętaj o mnie, żniwiarzu

*Aluzja do filmu Agnès Vardy Zbieracze, zbieraczki (2000)

Aurora Luque

1962 – , España

La deconstrucción o el amor

Amar es destruir: es construir
el hueco del no-amor,
amueblar con milagros la pira trabajosa
echando al fuego lenguas, carne de ojos vencidos,
piel jubilosa, dulce, nucas saladas, hombros temblorosos,
incinerar silencios y comprobar la altísima
calidad combustible del lenguaje.
Hay estadios del cuerpo a cuerpo a cuerpo
que no alcanzaron nombre en el origen.
Y quién inventa hoy
vocablos para el quicio
fragante de una piel, nombres para los grados de tersura,
acidez o tibieza de un abrazo, quién justificaría
las palabras-tatuaje, las palabras tenaces como un piercing,
las palabras anfibias e ilegítimas.
El poeta ha dejado junto a cada palabra
lo que cada palabra le pidiera al oído:
derramarse indecible en otro cuerpo
o estallar en un verso como válvula.
El poeta, desnudo,
cuelga una percha en un árbol perdido
y las palabras van
al poema a vestirse.

Fotogramas de The Pillow Book de P. Greenaway y foto de Logan White

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dekonstrukcja czyli miłość

Kochanie to destrukcja: to wznoszenie
wgłębienia z nie-miłości,
meblowanie cudami żmudnego stosu
rzucając w ogień języki, mięso zwyciężonych oczu,
radosną skórę, słodycz, słony kark, drżące ramiona,
to kremowanie milczeń i weryfikacja najwyższych
własności łatwopalnych języka.
Są stadia (od) ciała do ciała do ciała,
które nie sięgnęły po imię u źródeł.
A kto wymyśla dziś
wyrazy by opisać zawias z
pachnącej skóry, nazwy na stopnie gładkości,
kwaśności czy letniości uścisku, kto usprawiedliwiłby
słowa-tatuaże, słowa przywierające jak piercing,
słowa płazy i te nieprawe.
Poeta pozostawił przy każdym ze słów
to o co każde słowo poprosiłoby go na ucho:
nieopisane rozlanie się w innym ciele
czy wybuchnięcie wierszem jak zawór.
Poeta, nagi,
umieszcza wieszak na zagubionym drzewie
a słowa przybywają
do wiersza by się odziać.