Julio Llamazares

1955 – , España (León)

La lentitud de los bueyes

6

Como los fresnos precisan del sol para darnos su música, así la soledad necesita el olvido.
Soledad sin olvido es agua muerta. O quizá menos: leña seca destinada a arder en fuegos sin costumbre.
Porque la soledad no alimentada con olvido es el terreno donde crecen los abrojos del recuerdo.
Y en el recuerdo está el origen de la autodestrucción.
Nadie ignora que el olvido es vino amargo, y que, bebido en soledad, mayor aún es su acidez.
Pero tampoco ignora nadie la mansedumbre que sustenta.
En cambio, los recuerdos, espejismos del miedo, son dulces a la lengua, pero roen el corazón como alimañas.
Y puesto que el olvido supone trascendencia, sembremos su semilla en los lejanos terrenos amarillos de nuestra soledad.
Tras la amargura inicial, brotará como un trigal la mansedumbre.


7

Hay racimos de soledad en tus manos, desposesiones más antiguas que la sangre.
Huyen los años de tus ojos como bandadas de cometas por las plazas maduras. (Sólo quedan los bueyes rumiando su tristeza.)
Has conocido, entre gavillas de silencio, el sabor amarillo de mis pasos, el humo indescifrable de las brasas sin tiempo.
Nunca mi lejanía se amasó con barro, pero puse en tu boca las yemas más quemadas y los besos más lentos. Nunca mi lejanía se espesó hasta tu cuerpo.
Como una fuente vieja, azul desde su olvido, arrinconaste el miedo en arcas inviolables.
Ni siquiera el dolor estalla entre tus labios. Ni siquiera la antigua, la salada tristeza de mis besos.

de La lentitud de los bueyes (1978)

Fotografías propias. Las imágenes prolongan los poemas en otro modo de exposición, donde lo visible deja de organizarse como representación y entra en una continuidad con la escritura, sin separación entre lenguaje y mundo. Entre paredes, cardos y tierra se abre un espacio de “entre” donde la materia se dispone como ritmo y y el viento revela una superficie común de transformaciones.. Erosión, vegetación y suelo no se suceden: coaparecen como un campo único donde la forma no es más que una estabilización momentánea de lo que continúa ocurriendo. La soledad nombra un modo de exposición al mundo, y el olvido hace circular la memoria sin cerrarla. Todo se articula en un gesto de co-permanencia, donde lo que cambia no se opone a lo que dura, sino que lo muestra.

Zdjęcia własne. Obrazy są przedłużeniem wierszy w innym trybie ekspozycji, tam, gdzie widzialne przestaje być reprezentacją i splata się z aktem pisania, nie ustanawiając podziału między językiem a światem. Między ścianą, ostami i ziemią otwiera się przestrzeń „pomiędzy”, w której materia układa się jak rytm, a wiatr odsłania wspólną powierzchnię przemian. Erozja, roślinność i ziemia nie następują po sobie, , lecz współistnieją jako ciągłe jedno, a forma jest chwilową stabilizacją tego, co tego, co trwa w swoim stawaniu się. Samotność jest zatem sposobem ekspozycji na świat, a zapomnienie sprawia, że pamięć krąży bez domknięcia. Wszystko spaja gest współtrwania, w którym to, co ulega przemianie, nie przeciwstawia się trwaniu, lecz je ujawnia.


Tłum. Ada Trzeciakowska

POWOLNOŚĆ WOŁÓW

6


Jak jesiony potrzebują słońca, by obdarzać nas swoją muzyką, tak samotność potrzebuje zapomnienia.
Samotność bez zapomnienia jest stojącą wodą. Może nawet mniej: suchą szczapą rzuconą w nieoswojony ogień.
Bowiem samotność niekarmiona zapomnieniem jest ziemią, na której wyrastają rzepy wspomnień.
A we wspomnieniach tkwi źródło samozniszczenia.
Nikt nie zaprzeczy, że zapomnienie jest cierpkim winem i że, pite w samotności, staje się jeszcze bardziej kwaśne.
Lecz nikt też nie zaprzeczy łagodności, którą ono karmi.
Wspomnienia zaś, miraże lęku, są słodkie na języku, lecz toczą serce jak robaki.
Skoro zapomnienie oznacza transcendencję, zasiejmy jego ziarno na dalekich, żółtych polach naszej samotności.
Po pierwszej goryczy wyrośnie łagodność niczym łan pszenicy.


7

W twoich rękach są kiście samotności, odarcia starsze niż krew.
Lata uciekają z twoich oczu jak klucze latawców, mknące przez dojrzałe place.
(Pozostają tylko woły przeżuwające swój smutek.)
Poznałeś pośród snopów ciszy żółty smak moich kroków, nieodgadniony dym węgli żarzących się poza czasem.
Moje oddalenie nigdy nie wyrobiło się z gliny, lecz wsunąłem w twoje usta popalone opuszki palców i najpowolniejsze pocałunki. Moje oddalenie nigdy nie zgęstniało aż do twojego ciała.
Jak stare źródło, błękitne od zapomnienia, ukryłeś strach w nienaruszalnych skrzyniach.
Nawet ból nie wybucha między twoimi wargami. Nawet dawny, słony smutek moich pocałunków.


Descubre más desde ADA LÍRICA

Suscríbete y recibe las últimas entradas en tu correo electrónico.

Deja un comentario

Descubre más desde ADA LÍRICA

Suscríbete ahora para seguir leyendo y obtener acceso al archivo completo.

Seguir leyendo