IV. Por un vaso/ sanguíneo del vacío
Ojalá me dejara el día una piedra en una caja.
/De-ar fi să-mi lase ziua o piatră într-o cutie./ Max Blecher
1
Llueve sobre los árboles erguidos muertos/ con ese gesto en las ramas/ todas iguales/ ese gesto de auxilio que se les negó. Grito tras grito durante todo el valle/ perforando un invierno extenso, presente/ tan enfurecido que/ recordar es muelle. Lo que me ha querido y olvidado, sí/ es blanco y ralo como la piel de mi gente. En el monte gris que recorremos, sí/ es cierto, lo señala mi padre: el descenso repite el trazo del ascenso. Y el fuego espera, nunca retrocede.
*
Las palabras, líquido continuo sobre mí, hicieron moho/ y germen y creí que sería partícula del todo. Me extraña a veces la materialidad/ pero no veo: sólo/ alcanzo sombras que el humor del ojo envejecido/ crea. Y fugaz parece pasar algo a mi lado, cerca. No es la gata, viva todavía, ni un insecto, ni/ la incomprensible extensión de ciertas células antiguas dibujando/ un ancla, un hijo. Lo gran incomprobable es verdadero/ porque no existe lo contrario. Estoy absuelta: partícula, todo/ son también sombras del humor del ojo viejo.
*
La recomendación es estar ciego, pero el que lo dice no está ciego. La recomendación es lo indebido, robarle al río una piedrita, desencadenar un flujo otro. Flotar como un corcho. Pero la célula/ que precisa del agua la retiene. La recomendación es dejar de escuchar/ todo. Sé que esto incluye el silencio/ no el olvido, esa sucesión de puntos que corre a su lado/ y no lo toca.
de Radio infinito y gris del amarillo (2026)



Fotogramas de las películas de Carla Simón: Alcarràs, Verano 1993 y Un sol radiant de Mònica Cambra, Ariadna Fortuny. Fotos propias.
Tłum. Ada Trzeciakowska
IV. Naczyniem krwionośnym pustki
Gdyby tylko ten dzień zostawił mi kamień w pudełku.
/De-ar fi să-mi lase ziua o piatră într-o cutie./ Max Blecher
1
Deszcz pada na wyprostowane, martwe drzewa / w geście w gałęziach / wszystkich takich samych / w tym geście pomocy, której im odmówiono. Krzyk za krzykiem przez całą dolinę / przebijając rozległą, teraźniejszą zimę / tak rozszalałą, że / pamięć jest przystanią. To, co mnie kochało i zapomniało, tak / jest białe i rzadkie jak skóra mojego ludu. Na szarym wzgórzu, które przemierzamy, tak/ to prawda, zaznacza mój ojciec: zejście powtarza ślad podejścia. A ogień czeka, nigdy się nie cofa.
*
Słowa, ciągła ciecz nade mną, porosły pleśnią/ stały się zalążkiem i uwierzyłam, że będę cząstką całości. Czasem dziwi mnie materialność/ ale nie widzę: tylko/ chwytam cienie, które ciecz starzejącego się oka tworzy. I coś wydaje się przemykać obok mnie, blisko. To nie kotka, wciąż żywa, ani owad, ani/ niezrozumiałe przedłużenie dawnych komórek rysujących/ kotwicę, syna. To, co wielkie i niesprawdzalne, jest prawdziwe/ bo nie istnieje jego przeciwieństwo. Jestem rozgrzeszona: cząstka, całość/ są także cieniami cieczy starego oka.
*
Zaleceniem jest być ślepym, ale ten, kto to mówi, ślepy nie jest. Zaleceniem jest to, co niewłaściwe: ukraść rzece kamyk, uwolnić inny nurt. Unosić się jak korek. Ale komórka, która potrzebuje wody, zatrzymuje ją. Zaleceniem jest przestać słuchać/ wszystkiego. Wiem, że obejmuje to ciszę/ a nie zapomnienie, tę serię punktów, która biegnie obok niej/ i jej nie dotyka.
z Nieskończone radio i szarość żółci (2026)











