César Vallejo

1892-1938, Perú

Los nueve monstruos

  Y, desgraciadamente,
el dolor crece en el mundo a cada rato,
crece a treinta minutos por segundo, paso a paso,
y la naturaleza del dolor, es el dolor dos veces
y la condición del martirio, carnívora, voraz,
es el dolor dos veces
y la función de la yerba purísima, el dolor
dos veces
y el bien de ser, dolernos doblemente.

  Jamás, hombres humanos,
hubo tanto dolor en el pecho, en la solapa, en la cartera,
en el vaso, en la carnicería, en la aritmética!
Jamás tanto cariño doloroso,
jamás tanta cerca arremetió lo lejos,
jamás el fuego nunca
jugó mejor su rol de frío muerto!
Jamás, señor ministro de salud, fue la salud
más mortal
y la migraña extrajo tanta frente de la frente!
Y el mueble tuvo en su cajón, dolor,
el corazón, en su cajón, dolor,
la lagartija, en su cajón, dolor.

  Crece la desdicha, hermanos hombres,
más pronto que la máquina, a diez máquinas, y crece
con la res de Rosseau, con nuestras barbas;
crece el mal por razones que ignoramos
y es una inundación con propios líquidos,
con propio barro y propia nube sólida!
Invierte el sufrimiento posiciones, da función
en que el humor acuoso es vertical
al pavimento,
el ojo es visto y esta oreja oída,
y esta oreja da nueve campanadas a la hora
del rayo, y nueve carcajadas
a la hora del trigo, y nueve sones hembras
a la hora del llanto, y nueve cánticos
a la hora del hambre y nueve truenos
y nueve látigos, menos un grito.

  El dolor nos agarra, hermanos hombres,
por detrás, de perfil,
y nos aloca en los cinemas,
nos clava en los gramófonos,
nos desclava en los lechos, cae perpendicularmente
a nuestros boletos, a nuestras cartas;
y es muy grave sufrir, puede uno orar…
Pues de resultas
del dolor, hay algunos
que nacen, otros crecen, otros mueren,
y otros que nacen y no mueren, otros
que sin haber nacido, mueren, y otros
que no nacen ni mueren (son los más).
Y también de resultas
del sufrimiento, estoy triste
hasta la cabeza, y más triste hasta el tobillo,
de ver al pan, crucificado, al nabo,
ensangrentado,
llorando, a la cebolla,
al cereal, en general, harina,
a la sal, hecha polvo, al agua, huyendo,
al vino, un ecce-homo,
tan pálida a la nieve, al sol tan ardido!

  ¡Cómo, hermanos humanos,
no deciros que ya no puedo y
ya no puedo con tanto cajón,
tanto minuto, tanta
lagartija y tanta
inversión, tanto lejos y tanta sed de sed!
Señor Ministro de Salud: ¿qué hacer?
¡Ah! desgraciadamente, hombres humanos,
hay, hermanos, muchísimo que hacer.

3 de noviembre de 1937

(de Poemas humanos)

Collage propio con fotogramas de La sangre de las bestias (1949) de Georges Franju, La sangre du un poeta (1932) de Jean Cocteau y fotografía de César Vallejo tomada por la Policía de París el 17 de diciembre de 1930, poco antes de su expulsión de Francia.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dziewięć potworów

I, niestety,
ból na świecie wzrasta z każdą chwilą,
wzrasta trzydzieści minut na sekundę, noga za nogą,
a naturą bólu jest ból po dwakroć,
i stan męczeństwa, drapieżny, żarłoczny,
to ból po dwakroć,
a rolą przenajczystszej trawy jest ból
po dwakroć,
a dobrem istnienia, by bolało nas podwójnie. 

Przenigdy, ludzcy ludzie, 
nie było tyle bólu w piersi, w klapie, w portfelu, 
w szklance, u rzeźnika, w arytmetyce! 
Przenigdy tyle bolesnej
miłości, przenigdy tyle bliskości nie rzucało się tak daleko, 
przenigdy ogień nigdy 
nie odegrał lepiej roli martwego zimna!*
Przenigdy, panie ministrze zdrowia, zdrowie nie było
bardziej śmiertelne
a migrena nie wyrwała tyle czoła z czoła!
A mebel w swojej skrzyni** skrywał, ból,
serce, w swojej skrzyni, ból,
jaszczurka, w swojej skrzyni, ból.

Poczucie nieszczęścia wzrasta, bracia ludzie,
szybciej niż maszyna, siłą dziesięciu maszyn, i wzrasta
wraz z res Rousseau, wraz z naszymi brodami;
zło rośnie z powodów, których nie znamy,
i jest powodzią z własnymi płynami,
z własnym błotem i własną solidną chmurą!
Odwraca cierpienie pozycje, daje spektakl,
w której wodnisty humor jest pionowy
w stosunku do chodnika,
oko jest widziane, a ucho słyszane,
i ucho to wybija dziewięć razy godzinę 
pioruna, dziewięć wybuchów śmiechu
w godzinie żniw, dziewięć żeńskich tonów
w godzinie płaczu, i dziewięć pieśni
w godzinie głodu i dziewięć grzmotów
i dziewięć uderzeń bata, minus jeden krzyk.

Ból chwyta nas, bracia ludzie,
od tyłu, z profilu,
i doprowadza nas do szaleństwa w kinach,
przykuwa nas do gramofonów,
odgważdża od łóżek, spada prostopadle
na nasze kupony, na nasze listy;
a cierpieć jest bardzo ciężko, człowiek może się modlić…
Bowiem na skutek
bólu są tacy, którzy
się rodzą, jedni rosną, inni umierają,
a jeszcze inni rodzą się i nie umierają, inni
nie narodziwszy się, umierają, a jeszcze inni
nie rodzą się i nie umierają (ich jest najwięcej).
I również wskutek
Cierpienia, smutny jestem
aż po czubek głowy, i jeszcze smutniejszy aż po same kostki,
widząc chleb, ukrzyżowany, rzepę
zakrwawioną,
płaczącą, cebulę,
zboże, w ogóle, mąkę,
sól, zdruzgotaną, wodę, uciekającą,
wino, ecce homo,
i śnieg taki blady, i słońce tak rozpalone!

Jakże, bracia ludzie,
nie powiedzieć wam, że już nie mogę po prostu
nie mogę znieść tylu skrzyń,
tylu minut, tylu
jaszczurek i tylu
inwestycji, tylu dali i tylu żądz żądzy!
Panie Ministrze Zdrowia: co robić?
Ach! Niestety, ludzcy ludzie,
zostało, bracia, wiele do zrobienia.

3 listopada 1937

* dwuznacznie, również możliwe: zimnego trupa

** Cajón, również szuflada, użyte w znaczeniu esencji, istoty

Deja un comentario