1914-1996, Francia
Obra singular que es a la vez texto y película, Les Mains négatives (Las manos negativas) de Marguerite Duras halla en el arte rupestre el registro de un deseo original que atestigua la esencia misma de la humanidad. Captado en el estado de carencia de amor, el hombre solitario de la cueva magdaleniense encarna una búsqueda de presencia en la ausencia, de unidad en la separación, que atraviesa el tiempo para hacer oír el eco de su grito en el amanecer de un París desierto. Al exponer la soledad esencial del hombre como un «hecho colonial de la humanidad», en palabras de Duras, el arte rupestre se vuelve político. Basado en la ausencia y el juego de ecos, transgrediendo los géneros, el texto de Les Mains négatives adquiere una dimensión poética y poiética: la impresión de las manos en la pared revela una escritura captada en todo su salvajismo, una escritura apasionada que «desescribe» la literatura. (Sylvie Loignon « Ce que j’appelle l’amour » : Les Mains négatives de Marguerite Duras)
En Las Manos Negativas, Marguerite Duras filma un París desierto al amanecer, mientras su voz recuerda las huellas que un hombre prehistórico dejó en la piedra. La cámara recorre lentamente avenidas y fachadas, como si buscara la persistencia de ese gesto antiguo en la ciudad contemporánea. “Eran gritos”, dice, refiriéndose a esas manos abiertas, presionadas contra la roca, “gritos pronunciados con las manos” mientras que las siluetas de barrenderos y trabajadores invisibles se confunden con las sombras de los primeros humanos. Entre texto e imagen se abre una grieta: el eco entre lo que se muestra y lo que se dice, la distancia donde nace la poesía: Allí donde el travelling muestra calles vacías, la narración evoca un pasado remoto, un eco que resuena entre la ausencia y la presencia.
Esos contornos azules o negras, estampadas en las cavernas, no tienen una explicación definitiva, son una forma de marcar la propia existencia sobre una superficie indiferente. Al evocarlas, Duras reconoce en ellas el deseo más primitivo: el de ser visto, el de clamar amor en medio de la noche: Te amo grito que quiero amarte amaré a quien me oiga gritar. El pronombre se diluye, la identidad se deshace, y queda solo la demanda de amor, la nostalgia de un encuentro que siempre se posterga.
Las manos negativas son un misterio ofrecido al tiempo, una escritura no escrita. Así como el arte rupestre nace del deseo y de la transgresión, la literatura es un intento de decir lo que no puede decirse, de traducir el caos primordial en signos frágiles. El escritor, como el hombre de la cueva, presiona su mano contra el muro de lo indecible. Como si toda la literatura fuera un intento de recuperar ese grito, de traducir el deseo que precede a las palabras.
Entre las paredes de piedra y los muros de la ciudad, persiste la misma fragilidad: el miedo a desaparecer sin dejar rastro, la esperanza de que alguien, alguna vez, vea la huella y comprenda que allí hubo un ser humano que amó.
Trad. Sandra Toro
Las manos negativas
Frente al océano
bajo el acantilado
sobre la pared de granito
esas manos
abiertas
Azules
Y negras
Del azul del agua
Del negro de la noche
El hombre llegó solo a la cueva
frente al océano
Todas las manos son del mismo tamaño
estaba solo
El hombre solo en la cueva miró
en el ruido
en el ruido del mar
la inmensidad de las cosas
Y gritó
A ti que tienes nombre a ti que estás dotado de una identidad te amo
Esas manos
del azul del agua
del negro del cielo
Planas
Apoyadas abiertas sobre el granito gris
para que alguien las viera
Yo soy el que llama
Soy aquél que llamaba que gritaba hace treinta mil años
Te amo
Grito que quiero amarte, te amo
Amaría a quien sea que me escuchase gritar
Sobre la tierra vacía quedarán esas manos en la pared de granito
frente al estruendo del océano
Insoportable
Ya nadie escuchará
Ni verá
Treinta mil años
Aquellas manos, negras
a refracción de la luz sobre el mar hace temblar a la pared de piedra
Soy alguien soy el que llamaba el que gritaba en esa luz blanca
El deseo
La palabra aún no se inventó
Él miró la inmensidad de las cosas en el estruendo de las olas, la inmensidad de su fuerza
y después gritó
Por encima de él, los bosques de Europa,
sin fin
Él se levanta en el centro de la piedra
de las galerías
de los caminos de piedra
de todas partes
A ti que tienes nombre, a ti que estás dotado de una identidad,
te amo con un amor indefinido
Había que bajar del acantilado
vencer el miedo
El viento sopla desde el continente y empuja al océano
Las olas luchan contra el viento
Avanzan
demoradas por su fuerza
y pacientemente llegan
a la pared
Todo se estrella
Te amo más allá de ti
Amaría a quien sea que escuchara que grito que te amo
Treinta mil años
Llamo
Llamo a aquél que me responderá
Yo quiero amarte te amo
Después de treinta mil años yo grito frente al mar, el espectro blanco
Yo soy el que gritaba que te amaba, a ti.
Las manos negativas (Les Mains Négatives), 1979. Arriba collage propio
Wyjątkowe dzieło, które jest zarówno tekstem, jak i filmem, Les Mains négatives Marguerite Duras odnajduje w sztuce jaskiniowej zapis pierwotnego pragnienia, będącego świadectwem samej istoty człowieczeństwa. Uchwycony w swym braku miłości, samotny mężczyzna w magdaleńskiej jaskini uosabia poszukiwania obecności w nieobecności, jedności w rozdzieleniu, które przemierzają czas, by odbić się echem o świcie w opustoszałym Paryżu. Demaskując zasadniczą samotność człowieka jako „kolonialny fakt człowieczeństwa”, jak mówi Duras, sztuka jaskiniowa staje się polityczna. Oparty na nieobecności i grze echa, transgresji gatunków, tekst Les Mains négatives nabiera poetyckiego i twórczego wymiaru: ślad dłoni na ścianie ujawnia pismo uchwycone w całej swej dzikości, pismo namiętne, które „pisze” literaturę wstecz. (Sylvie Loignon « Ce que j’appelle l’amour » : Les Mains négatives de Marguerite Duras)
W Dłoniach negatywnych (Les Mains négatives) Marguerite Duras filmuje opustoszały o świcie Paryż, podczas gdy jej głos przywołuje ślady dłoni, pozostawionych na skale przez człowieka prehistorycznego. Kamera powoli przesuwa się po alejach i fasadach, jakby szukała oznak trwania tego dawnego gestu we współczesnym mieście. „To były krzyki” — mówi, odnosząc się do tych otwartych dłoni odciśniętych na skale — „krzyki wypowiedziane dłońmi” podczas gdy sylwetki zamiataczy ulic i niewidzialnych robotników stapiają się z cieniami pierwotnych ludzi. Między tekstem a obrazem otwiera się szczelina: echo między tym, co pokazane, a tym, co powiedziane, przestrzeń rozdzielenia, w której rodzi się poezja. Tam, gdzie ujęcie śledzące pokazuje puste ulice, narracja przywołuje odległą przeszłość, echo, które rezonuje między nieobecnością a obecnością.
Owe niebieskie lub czarne obrysy, odciśnięte na ścianach jaskiń, nie mają ostatecznego wyjaśnienia, są sposobem na zaznaczenie własnej egzystencji na powierzchni obojętnej. Przywołując je, Duras rozpoznaje w nich najbardziej prymitywne pragnienie: bycia widzianym, wołania o miłość w środku nocy: kocham cię, krzyczę, że chcę cię kochać, pokocham każdego, kto usłyszy moje wołanie. Zaimek ulega rozmyciu, tożsamość rozproszeniu, a wszystko, co pozostaje, to potrzeba miłości, tęsknota za spotkaniem, które jest odraczane zawsze.
Negatywne dłonie są tajemnicą ofiarowaną czasowi, pismem niezapisanym. Tak jak sztuka naskalna rodzi się z pragnienia i transgresji, tak literatura jest próbą powiedzenia tego, czego nie da się powiedzieć, przełożenia pierwotnego chaosu na kruche znaki. Pisarz, podobnie jak człowiek w jaskini, przyciska dłoń do ściany niewypowiedzianego. Jakby cała literatura była próbą odzyskania tego krzyku, przetłumaczenia pragnienia, poprzedzającego słowa.
Między skalnymi ścianami a murami miasta nadal kryje się ta sama kruchość i wrażliwość: lęk przed zniknięciem bez śladu i nadzieja, że ktoś, kiedyś, zobaczy ten odcisk i zrozumie, że zostawił go człowiek, który kochał.
Tłum. Ada Trzeciakowska
Dłonie negatywne*
Naprzeciw oceanu
pod urwiskiem
na ścianie z granitu
te dłonie
otwarte
Niebieskie
I czarne
Błękitem wody
Czernią nocy
Mężczyzna sam przyszedł do groty
naprzeciwko oceanu
Wszystkie ręce są tego samego rozmiaru
był sam
Samotny mężczyzna w grocie patrzył
pośród łoskotu
pośród łoskotu morza
na ogrom rzeczy
I krzyknął
To ciebie, naznaczoną imieniem, obdarzoną tożsamością, kocham
Te dłonie
z błękitu wody
z czerni nieba
Płaskie
Rozłożone na szarym granicie
By każdy mógł je zobaczyć
Jestem tym, który woła
Jestem tym, który wołał, który krzyczał trzydzieści tysięcy lat temu
Kocham cię
Krzyczę, że chcę cię kochać, kocham cię
Pokocham każdego, kto usłyszy, że krzyczę
Te dłonie pozostaną na pustej ziemi, na granitowej ścianie
Wystawione na łoskot oceanu
Nie do zniesienia
Nikt więcej nie usłyszy
Ani nie zobaczy
Trzydzieści tysięcy lat
Tamte dłonie, czarne
Odbłyski światła od powierzchni morza
Rozedrgały kamienną ścianę
Jestem kimś Jestem tym, który wołał, który krzyczał w tym białym świetle.
Pragnienie
Słowo nie zostało jeszcze wymyślone
Spojrzał na ogrom rzeczy pośród huku fal,
Ogrom ich siły
a potem krzyknął
Ponad nim lasy Europy,
niezmierzone
Tkwi w sercu kamienia
korytarze
kamienne ścieżki są
wszędzie.
To ciebie, nazwaną imieniem, ciebie obdarzoną tożsamością, kocham cię
miłością nieokreśloną.
Trzeba było zejść urwiskiem
pokonać strach
Wiatr wieje od kontynentu popycha
ocean
Fale walczą z wiatrem
Posuwają się naprzód
spowolnione jego siłą
i cierpliwie docierają
do ściany
Rozbija się wszystko
Kocham cię o wiele dalej niż ty siebie
Pokocham każdego, kto usłyszy, że krzyczę, że cię kocham.
Trzydzieści tysięcy lat
Wołam
Wołam tego, kto mi odpowie
Chcę cię kochać, kocham cię
Od trzydziestu tysięcy lat krzyczę na wprost białego widma morza
To ja jestem tym, który krzyczał, że cię kocham. Ciebie
*Odciski dłoni w negatywie
Les mains négatives
Devant l’océan
sous la falaise
sur la paroi de granit
ces mains
ouvertes
Bleues
et noires
Du bleu de l’eau
Du noir de la nuit
L’homme est venu seul dans la grotte
face à l’océan
Toutes les mains ont la même taille
il était seul
L’homme seul dans la grotte a regardé
dans le bruit
dans le bruit de la mer
l’immensité des choses
Et il a crié
« Toi qui es nommée, qui es douée d’identité, je t’aime »
Ces mains
du bleu de l’eau
du noir du ciel
Plates
Posées écartelées sur le granit gris
Pour que quelqu’un les ait vues
Je suis quelqu’un qui appelle
Je suis celui qui appelait qui criait, il y a trente mille ans
« Je t’aime »
Je crie que je veux t’aimer, je t’aime
J’aime quiconque entendra que je crie
Sur la terre vide, resteront ces mains, sur la paroi de granit face, au fracas de l’océan
Insoutenable
Personne n’entendra plus
Ne verra
Trente mille ans
ces mains-là, noires
La réfraction de la lumière sur la mer fait frémir la paroi de pierre
Je suis quelqu’un, je suis celui, qui appelait, qui criait, dans cette lumière blanche
Le désir
Le mot n’est pas encore inventé
Il a regardé l’immensité des choses, dans le fracas des vagues, l’immensité de sa force
Et puis il a crié
Au-dessus de lui les forêts d’Europe,
sans fin
Il se tient au centre de la pierre
des couloirs
des voies de pierre
de toutes parts
Toi, qui as un nom, toi qui es douée d’identité, je t’aime d’un amour indéfini
Il fallait descendre la falaise
vaincre la peur
Le vent souffle du continent il repousse l’océan
Les vagues luttent contre le vent
Elles avancent
ralenties par sa force
et patiemment parviennent
à la paroi
Tout s’écrase
Je t’aime plus loin que toi
J’aimerai quiconque entendra que je crie que je t’aime
Trente mille ans
J’appelle
J’appelle celle qui me répondra
Je veux t’aimer, je t’aime
Depuis trente mille ans, je crie, devant la mer, le spectre blanc
Je suis celui qui criait qu’il t’aimait, toi











