1941 – , Estados Unidos
Trad. Andrés Catalán
Miseria y esplendor
Convocados conscientemente por el recuerdo, ella
estará sonriendo, los dos estarán en la cocina hablando,
antes o después de la cena. Pero están en esta otra habitación,
la ventana está hecha de vidrios diminutos, y están en un sofá
abrazándose. Él la sujeta tan fuerte
como puede, ella se entierra en su cuerpo.
Es por la mañana o quizá por la tarde, la luz
fluye a través de la habitación. Fuera,
al día lo sucede lentamente la noche,
y después el día. El proceso se tambalea
y se acelera: semanas, meses, años. La luz en la habitación
permanece inalterable, así que es obvio lo que está sucediendo.
Intentan convertirse en una sola criatura,
pero algo no consiente. Son tiernos
el uno con el otro, temerosos
de que sus breves, agudos gritos les lleven a aceptar el momento
en que volverán a separarse. Así que se restriegan contra el otro,
secas sus bocas, después húmedas, después secas.
Se sienten en el centro de una poderosa
y desconcertada voluntad. Sienten
que son un único animal casi completo,
arrojado por las olas a la orilla de un mundo—
o acurrucado contra la puerta de un jardín—
del que no pueden admitir que jamás lograrán ser admitidos.
Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro, fotografías de Max Dupain y Duane Michaels
Tłum. Ada Trzeciakowska
Nędza i chwała
Przywołana świadomym wspomnieniem, ona
uśmiechałaby się, mogliby rozmawiać w kuchni,
przed lub po obiedzie. Ale są w tym drugim pokoju,
z oknem z mnóstwa małych szybek, siedzą na kanapie
i obejmują się. On ściska ją najmocniej
jak może, a ona zapada się w jego ciało.
Poranne, może wieczorne, światło
płynie przez pokój. Na zewnątrz,
dzień powoli przechodzi w noc,
a potem w dzień. Proces wibrując szalenie
przyspiesza: mijają tygodnie, miesiące, lata. Światło w pokoju
nie uległo zmianie, więc jasne jest, co się dzieje.
Próbują stać się jednym stworzeniem,
ale coś im na to nie pozwala. Są dla siebie czuli, wystraszeni,
że ich urywane, przenikliwe krzyki przygotują ich na chwilę
gdy znów od siebie odpadną. Więc ocierają się o siebie,
usta są suche, potem mokre, a potem suche.
Czują się jak w oku jakiejś potężnej
i zbitej z tropu woli. Czują
się zwierzęciem prawie kompletnym,
wyrzuconym przez fale na brzeg świata –
lub skulonym pod bramą do ogrodu –
do którego, czego nie potrafią przyjąć,
nie zostaną nigdy przyjęci.
Misery and Splendor
Summoned by conscious recollection, she
would be smiling, they might be in a kitchen talking,
before or after dinner. But they are in this other room,
the window has many small panes, and they are on a couch
embracing. He holds her as tightly
as he can, she buries herself in his body.
Morning, maybe it is evening, light
is flowing through the room. Outside,
the day is slowly succeeded by night,
succeeded by day. The process wobbles wildly
and accelerates: weeks, months, years. The light in the room
does not change, so it is plain what is happening.
They are trying to become one creature,
and something will not have it. They are tender
with each other, afraid
their brief, sharp cries will reconcile them to the moment
when they fall away again. So they rub against each other,
their mouths dry, then wet, then dry.
They feel themselves at the center of a powerful
and baffled will. They feel
they are an almost animal,
washed up on the shore of a world—
or huddled against the gate of a garden—
to which they can’t admit they can never be admitted.